Wpisy z tagiem: czekoladowy

czwartek, 27 stycznia 2011

Avocado to marka, z którą łączy mnie trudna przyjaźń, choć to właśnie od niej zaczynałam swoje pierwsze przygody dopasowaniowe wiele lat temu. Nasz związek to, mówiąc z angielska, love-hate relationship - love dotyczy pięknych, doskonałej jakości koronek i haftów, a hate - tych momentów, gdy się okazuje, że któraś z wymarzonych piękności nie leży... bo ten rozmiar za mały, tamten za duży, tu za dużo miejsca, tam za mało, tu odstaje, a tam rozstawia. Cóż za frustracja! Z Saskią jakoś doszłyśmy do porozumienia, a z Daphne uparcie nie mogłyśmy, choć tak nęciła mnie wersja kawowa z butelkową zielenią. Niemal wbrew sobie zgodziłam się przymierzyć kolejne wcielenie tego biustonosza - czekoladę z chabrem (chabry w czekoladzie - to połączenie zawsze mnie kusiło). Rezultat? Love-love! Może coś się zmieniło w kroju, może w materiałach - trudno mi już dziś orzec, dość, że wzbogaciłam kolekcję chabrów o

Avocado - Daphne, rozmiar: 80H, kolor: brązowy [Rozmiary miseczek: D-K (dostępność zależy od obwodu; firma ma własny system rozmiarów), obwody: 60-85, cena: 215 zł] + bokserki, rozmiar: XL [cena: 99 zł]

 

Estetyka

Brązy z odcieniami niebieskiego to jeden z moich ulubionych zestawów, tym bardziej więc ucieszyła mnie korzystna zmiana, jaka zaszła w Daphne, a przynajmniej - w jej dopasowaniu do mojego biustu. Oprócz kolorów, podziwiam też, jak bardzo precyzyjny i dobrej jakości jest ażurowy haft. Miseczki Daphne są w całości przyjemnie przejrzyste, mimo że dolna część to podwójna warstwa siatki.

Wadą jest niestety tworzący się efekt mory, powstający na skutek nakładania się na siebie dwóch warstw o identycznej wielkości oczek siatki.

Jestem zachwycona detalem na mostku - jest to coś w rodzaju kamyka półszlachetnego, który lekko opalizuje. Avocado stosuje jedne z najlepszych ozdób, jakie widuję w bieliźnie DD+ zarówno polskiej, jak i zagranicznej.

Pamiętacie być może, że w przypadku Saskii bardzo narzekałam na odkształcające się zapięcie. Tutaj jest już lepiej. Co prawda nadal nie jest to najlepsze z zapięć, ale nie obserwuję rozciągania, choć podkładka pod ostatnimi haftkami mogłaby być, jak zwykle, dłuższa.

Brawo za ramiączka, których szerokość złagodzono poprzez naszycie paska haftowanej siatki. Nie są też sztywne, na co narzekałam w poprzedniej recenzji biustonosza Avocado.

 

Dopasowanie

Cieszę się zawsze, gdy pasuje na mnie osiemdziesiątka, zwłaszcza krajowej produkcji, co jak dotąd stanowiło rzadkie zjawisko. Miseczki H również nie sprawiły niespodzianki - nie są ani trochę za duże, co denerwowało mnie w przypadku Saskii. Rozmiar ten zgadza się z moimi wymiarami w tabeli rozmiarów, którą firma chyba dość niedawno umieściła na swojej stronie. Wprawdzie gdybym stosowała się do instrukcji mierzenia, powinnam wybrać raczej obwód 75, ale wiadomo, jak to z mierzeniem bywa - każda z nas robi to inaczej, nie każda też zaniża rozmiar obwodu o taką samą liczbę centymetrów.

 

Kształt

Często słyszy się, że biustonosze Avocado dobrze zaokrąglają biust i nadają naturalny kształt. Opinia prawdziwa również w przypadku Daphne, która modeluje biust w ładne kulki. Biust jest też dobrze uniesiony i zebrany.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Daphne nie jest może królową supportu, ale podtrzymuje zupełnie zadowalająco. Dzianina tyłów ma dobre właściwości, jest gęsta, ale nie toporna ani nieprzyjemna w dotyku.

Sądząc po tym, jak Daphne układa się w okolicy mostka, mogą się z niej ucieszyć osoby o blisko osadzonych piersiach. Mostek jest wąski. U mnie po obu stronach fiszbin pozostaje odrobina pustego miejsca blisko dołu miseczek, co jest widoczne na skutek ich przezroczystości. Z tego też powodu Daphne wciąż nie stanowi dla mojego biustu konstrukcyjnego ideału.

Jest natomiast pozbawiona błędów, które najczęściej nam doskwierają. Boki są odpowiedniej wysokości (raczej niskie), fiszbiny odpowiedniej długości. Moje pachy czują się zupełnie bezpiecznie.

 

Wygoda

Nic a nic nie mogę Daphne zarzucić. Haft wcale nie gryzie, ramiączka nie drapią, zapięcie także zachowuje się grzecznie. Na granicy boków znajdują się usztywnienia boczne, które są całkowicie niewyczuwalne - a, jak wiemy, różnie to z nimi bywa.

 

Do kompletu

Bokserki Daphne (raczej nazwałabym je pełnymi figami) mają mój ulubiony Avocadowy krój - z górnym przejrzystym paskiem, co dodaje im lekkości. Poza dzianinowym tyłem są uszyte z tych samych przejrzystych haftowanych siatek, co biustonosz. Leżą znakomicie, nie uwierają, nie ustępują jakością biustonoszowi. Ciekawa jestem, jak będzie z ich trwałością... Niestety, moje ulubione majtki Saskia nienajlepiej znoszą pranie w pralce. Konkretnie - prują się szwy między częścią dzianinową a siatką u góry. Szkoda, bo są to jedne z moich najpiękniejszych majtek. Sugerowałabym jednak położenie nacisku na jakość szwów, zwłaszcza przy tej cenie. Hafty na razie wyglądają na niezniszczalne.

 

Cena

Tak, nadal dyskryminuję ceny powyżej 200 zł, choć Daphne nie należy wcale do najdroższych Avocadek. Ostatnie produkcje są jednak łagodniejsze dla naszych kieszeni niż kiedyś, z cenami jakby częściej zaczynającymi się od jedynki. Mimo prostszego wyglądu, Daphne oceniam tu wyżej od Saskii, ponieważ nie mam większych zastrzeżeń do elementów „roboczych”, takich jak zapięcia czy ramiączka, które tam mnie denerwowały. Mamy więc lepszą relację jakości do ceny. Estetyka, jakość haftu i ozdoby stawiają Daphne wyżej od przeciętnej bielizny brytyjskiej, nie stawiam więc - jak to często czynię w przypadku importów - oceny niedostatecznej ;-)

 

Podsumowanie

Mam nadzieję, że ta miłość od drugiego wejrzenia przetrwa jeszcze wiele kolejnych wejrzeń... A także, że Avocado i inne polskie marki niedługo pozwolą nam zapomnieć o innych - często drogich - markach zagranicznych. Jeśli oczywiście będziemy miały na to ochotę, bo im większy wybór - rozmiarowy, cenowy, konstrukcyjny - tym więcej z nas zyska szansę na idealną bieliznę. W sytuacji rosnącej konkurencji na rynku Avocado rozwija się, a przy tym nie rezygnuje ze swojego indywidualnego stylu i wysmakowanej elegancji. Szczerze podziwiam i kibicuję.

A wracając do Daphne - to ostatnio jeden z moich ulubionych biustonoszy, ze względu zarówno na urodę, jak i wygodę, i co stanowi dla mnie przyjemną niespodziankę.

 

Uwaga, promocja!

20% zniżki na Daphne czeka na stanikomaniaczki legitymujące się hasłem STANIKOMANIA :-) Promocja potrwa na pewno do końca tego miesiąca, czyli do poniedziałku włącznie, a może, może uda się ją ciut przedłużyć? 6 lutego :-)

wtorek, 27 października 2009

 

Gdy nadchodzi złota jesień, rośnie ochota na czekoladę :-) Brąz, przez jednych traktowany niechętnie, przez innych lubiany (jestem z tej drugiej frakcji :-), często pojawia się w bazowych częściach bieliźnianych kolekcji, grając rolę alternatywy dla czerni bądź występując jako wariant cielistego dla ciemnoskórych. Wśród sezonowych „gwiazd” także można spotkać czekoladę, choć w tym sezonie jest jej niewiele. Do wyjątków należy nasz dzisiejszy bohater, St. Tropez marki Pour Moi w wersji czekoladowo-złotej.

Model ten, dostępny już od ładnych kilku sezonów, w zasadzie mógłby zostać zaliczony do kolekcji bazowej - jego strojna uroda odbiega jednak od przeciętnej. To już druga (po Paris) czekoladka Pour Moi, której miałam przyjemność skosztować, co najmniej równie udana. Przedstawiam Wam więc:

Pour Moi - St. Tropez, 34G, kolor: czekoladowo-złoty [Rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38 (65-85), cena: 99 zł]


 

Estetyka

(4 1/2)

Kusi mnie porównanie z Paris, modelem już niedostępnym. Czekolada St. Tropez jest trochę jaśniejsza, bardziej mleczna niż gorzka. Złotawobrązowe hafty - nieco mniej obfite niż w Paryżance, ładne, choć przyznam, że mimo wszystko wolałam tamte. Mam jednak wrażenie, że od czasów Paris marka zrobiła postępy, jeśli chodzi o jakość wykonania i materiały - nie jest to może luksus, ale w porównaniu do choćby Panache Superbra - nie ma się absolutnie czego wstydzić. A designerska kreatywność stoi tu całkiem wysoko
W St. Tropezce urzekł mnie detal - kremowozłoty kwiatek na mostku, zwieńczony „brylancikiem”. Ta w gruncie rzeczy prosta ozdoba, wykonana z satynowej wstążki, nadaje temu stanikowi mnóstwo charakteru. Ucieszą się wszystkie maniaczki detali :-)

 

Dopasowanie

(5)

Przy Opulence zwracałam uwagę na obszerne miseczki i dość ciasny obwód, porównywalny ze stanikami Panache. St. Tropezka jest pod tym względem bardzo podobna. Miseczki są duże - dość powiedzieć, że mieszczę się w nich swobodnie, mimo bycia na granicy rozmiarów, a obwód dzięki szerokim bokom z podwójnej siatki trzyma bardzo mocno.

Dlatego tu także odradzam znaczące zaniżanie obwodu i powiększanie miseczki, bo może to doprowadzić do odkształcenia miseczek, zwłaszcza że fiszbiny są stosunkowo giętkie.


Kształt

(5)

St. Tropezka na pierwszy rzut oka wygląda na skrojoną podobnie do typowych balkonetek Freyi czy Fantasie, nadaje jednak moim piersiom zupełnie inny kształt - i to kształt jest tym, co mnie (obok wyżej wymienionego detalu i zestawu kolorów) najbardziej urzekło w tym biustonoszu.

Boję się napisać „stożki” w obawie, że niektóre z Was to niepotrzebnie zniechęci, nie są to bowiem te krytykowane powszechnie stożko-dzioby, którym często towarzyszy wypłaszczenie górnej części piersi, lecz coś w rodzaju kulek o zaznaczonych szczytach, jeśli można tak powiedzieć. St. Tropezka znakomicie wygląda pod jesiennym, niewydekoltowanym strojem - wyraźnie eksponuje biust, jednocześnie czyniąc go zgrabnym (nie ma efektu półkul -„bomb”, na które niektóre z Was narzekały w związku z biustonoszami Masquerade).

W recenzji Opulencji zwracałam uwagę na odkształcenie w dolnej części miseczki, związane prawdopodobnie z giętkością fiszbin - tu także zaobserwowałam coś podobnego, ale tylko w pierwszym dniu noszenia.

Miseczki podszyte są na krawędzi wąziutkim silikonowym paskiem, co ma zapobiegać odstawaniu koronki. I rzeczywiście - nic nie odstaje, a pasek jest niemal niewidoczny i nie tworzy wcięcia.


Konstrukcja i podtrzymanie

(4)

St. Tropezka jest wyżej zabudowana od Opulencji, ma też delikatne usztywnienia boczne. Podtrzymuje dobrze, choć może nie tak, jak superpodtrzymujące balkonetki w rodzaju Rio Freyi.

Za mankament uznaję dość giętkie fiszbiny, choć to tak naprawdę kwestia użytych materiałów, nie konstrukcji. Ostrożność w doborze rozmiaru powinna jednak uchronić nas przed zbytnim rozchodzeniem się miseczek na boki. Na szczęście miseczki są głębokie, a obwód ścisły.

 

Wygoda

(4)

Pochwała należy się ramiączkom - regulowane na całej długości, z wierzchu mają ozdobną fakturę, zapobiegającą dodatkowo przesuwaniu się regulatorów, a od spodu - miły w dotyku, gładki materiał.

Po dłuższym noszeniu fiszbiny trochę gniotą dołem. Niekiedy podobny efekt obserwowałam przy za luźnym obwodzie, tu jednak z pewnością tak nie jest - stawiałabym raczej na zbyt ciasny. Hmm, może czas popracować nad swoimi wymiarami? ;)

 

Cena

(5)

Schodzeniu ceny biustonosza poniżej magicznej kwoty 100 zł mówimy stanowcze TAK. Zwłaszcza jeśli mamy jeszcze szansę na zniżkę (o czym niżej ;)

 

Podsumowanie

Krótko: dobra rzecz za dobrą cenę. I to w smacznych kolorach. Dobry wybór na jesień.

 

Uwaga, promocja!

Biustonosz do recenzji dostarczył wrocławski e-sklep Onlyher, który oferuje stanikomaniaczkom 10% zniżki na komplet St. Tropez w dowolnym kolorze - a do wyboru mamy czarny, biały, czarno-różowy, błękitno-limonkowy, ciemnopopielaty i oczywiście czekoladowy. Jeśli zdecydujemy się na sam biustonosz, zniżka wyniesie 5% - warto więc skusić się także na majteczki (zwróćcie uwagę na obecność na nich tego samego detalu, który zdobi biustonosz :-)  Promocja kończy się za pięć dni.

 

wtorek, 05 lutego 2008

Dziś relacja z pierwszego doświadczenia z Fauve - nową marką Evedenu, następczynią znanego i szanowanego Rigby'ego i Pellera. Czy warta grzechu, a konkretnie - niemałej inwestycji? Spróbuję stworzyć przyczynek do odpowiedzi na to pytanie - zachęcam inne użytkowniczki do dyskusji w komentarzach.

Amelie underwired balconette bra, 34G, £46 (po przecenie: £23)
rozmiary miseczek: C-G, obwody: 30-38 (65-85); dostępna także wersja full-cup

Amelię w nabytym przeze mnie kolorze już trudno znaleźć w sklepach. Kupiłam ją na przecenie, w dużej mierze z ciekawości - nie czułam w gruncie rzeczy potrzeby posiadania kolejnego czekoladowego stanika. Z drugiej strony jednak zaintrygowała mnie ta czekolada z malinami... no i fakt, że w przecenioną Amelię nie trzeba było inwestować aż 46 funtów. W pełnej cenie można teraz kupić wersję płomiennie czerwoną - jeśli rozważałyście jej nabycie z okazji nadchodzących Walentynek, być może poniższe opinie przekonają Was do zakupu, być może - wręcz przeciwnie. Uprzedzę wypadki i zwierzę się już w tym miejscu, że na Waszym miejscu poczekałabym do przecen - choć decyzja powinna raczej należeć do hojnego donatora...

 

Estetyka

(4 1/2)

Wersja „Java” to ciekawe połączenie barw - tło w ciemnej, aczkolwiek nie najciemniejszej czekoladzie i kwiatowy haft w dwu odcieniach czerwieni: bordo i mocnej fuksji. Moim zdaniem oryginalne i eleganckie. Nie potrafię nic zarzucić urodzie Amelii - bardzo klasyczna, strojna, lecz nie jarmarczna. Rozkład zdobień został starannie zaprojektowany - haft obejmuje również dolną część miseczek, gdzie jest skromniejszy, a najmocniej rozkwita wyżej. Wędruje także w górę ramiączek - w przedniej ich części naszyto starannie wykonany element z haftowanej siatki. Z tyłu detal nieznany mi wcześniej z innych modeli - po obu stronach zapięcia doszyto także elementy haftu, co tworzy wrażenie spójności i dbałości o szczegóły. Maleńką kokardkę między miseczkami zdobią dwa przejrzyste koraliki.

Podsumowując - być może oceniłabym Amelię maksymalnie, gdyby nie zaskoczenie jej „zwykłością”. Nie kwestionuję dobrej jakości materiałów - daje ona znać o sobie w dziedzinie wygody i podtrzymania, mimo to jednak w tej cenie (biorę pod uwagę cenę pełną) spodziewałabym się, że producent czymś mnie zaskoczy: czy to kawałkiem jedwabiu, czy to jakimś połyskiem czy niecodziennym „luksusowym” detalem typu kryształek Svarowskiego :) Prawdę mówiąc, z okazji zmiany marki, projekt również mógłby być odważniejszy, odbiegać w jakimś kierunku od klasycznej, nudnawej elegancji R&P.

 

Dopasowanie

(4)

Żadnych zaskoczeń - najczęściej kupowany rozmiar pasuje idealnie. Wadę może stanowić nieco zbyt rozciągliwy obwód - zjawisko częste w stanikach marki Fantasie, z którą spokrewniona jest Fauve. Jeszcze niedawno byłam przekonana, że odejmę za to więcej punktów - okazało się jednak, że po początkowym nadciągnięciu tył nie rozciąga się dalej, co oznacza, że stanik prawdopodobnie posłuży długo w nie zmienionej postaci. Nie żałuję więc, że nie zaniżyłam bardziej obwodu, zwłaszcza że miseczka jest perfekcyjnie dopasowana, a fiszbiny mają idealną średnicę.

 

Krój i podtrzymanie

(4 1/2)

Trudno tu postawić Amelii poważniejsze zarzuty. Niby wszystko jest w porządku, choć przypadku nieco droższej bielizny spodziewałabym się raczej, że będę się rozpływać w zachwytach, co się jednak nie stało. Amelia jest skrojona jak typowy balkonik Fantasie - kształt przez wielu dobrze przyjmowany, choć także spotykający się z krytyką. Sama oceniam ten krój bardzo dobrze, co nie znaczy, że niczego nie można byłoby poprawić: górna część miseczki odrobinę spłaszcza pierś, a jej brzeg nieznacznie się w nią wpija przy maksymalnym wyproście - są to efekty często występujące w tak skrojonych stanikach. Z drugiej strony - pod pachą występuje jakby nadmiar materiału, co sprawia, że pierś nie jest zebrana z boków tak mocno, jak mogłaby. Efektem jest biust podany do przodu, jednak naturalnie zaokrąglony po bokach. Raczej dla miłośników naturalnego, lekko podrasowanego kształtu, nie - spektakularnego modelowania. Amelia podtrzymuje bardzo dobrze i pod tym względem trudno oczekiwać więcej. Dobrą robotę robią boczne usztywnienia pionowe, których obecność bardzo sobie cenię.

 

Wygoda

(5)

Z przyjemnością stawiam piątkę. Amelii się nie czuje. Jest to model dla ceniących komfort i nie wahających się zapłacić zań dużą cenę. Materiały bardzo miłe w dotyku (wyjątkowo aksamitna jest tkanina wyściełająca miseczki), żadnego uwierania, drapania, gniecenia fiszbinami. Sto procent wygody.

 

Cena

(1)

Tu mam najwięcej zastrzeżeń. 46 funtów za stanik dobry, lecz będący w gruncie rzeczy nieco stuningowaną odmianą Fantasie, porównywalny z takimi modelami, jak Bridgette - to moim zdaniem przesada. Na dobry interes mamy szansę dopiero na przecenie, gdy suma ta dzieli się na pół. Dlatego bardzo polecam polowanie na Fauve na wyprzedaży. Dwadzieścia kilka funtów to cena, którą zdecydowanie warto za Fauve zapłacić - prezentuje bowiem przyzwoitą jakość, choć o niebotycznym luksusie mowy być nie może. Polecam uwadze wyprzedażowych i aukcyjnych łowczyń.

 

Podsumowanie

Zakupu zdecydowanie nie żałuję - jestem bardzo zadowolona ze smacznej Amelii. Co prawda spodziewałam się po niej czegoś bardziej spektakularnego, ale cieszę się, że kolejny dobry biustonosz zawitał do mojej szuflady. Nie czuję jednak pędu do polowania na najnowszą kolekcję tej marki - za Fauve rozglądać się będę w kolejnym sezonie przecen.

poniedziałek, 03 września 2007

Wiele z Was na pewno pamięta czekoladową notkę. Niektóre ze wspominanych tam modeli są na rynku do dziś, a ponadto, co mnie cieszy, tegoroczne jesienno-zimowe kolekcje także kuszą tą smaczną barwą. Tak się miło składa, że moje ulubione kakao jest jednym z pierwszych zwiastunów chłodnej pory roku w Listkach Figowych, które w nowy sezon wchodzą chyba jako pierwsze spośród sklepów, na które Zawsze Możemy Liczyć. Wśród słodko-gorzkich smakołyków moim zdaniem na plan pierwszy wybija się kolekcja Fantasie.

Moją faworytką jest zapowiadana już wcześniej Paige, kolejna, po bezszwowych balkonikach z serii Allure, propozycja stanika o miseczkach modelowanych termicznie. Wszystko wskazuje na to, że to ten sam, sprawdzony kształt, z jakim miałyśmy do czynienia w Allure. Nowością jest wzór na miseczce - rysowany cienką kreską na beżowym tle ciemnoczekoladowy wzór.

Jako, że to właśnie gładkie bezszwowce dominują u Fantasie wśród czekoladek, chciałabym poświęcić im więcej uwagi. Kawowa wersja Allure gości w sklepach już od wiosny (nie mogę się już doczekać przecen - wszak czerwona i czarna Allure jest już tu i ówdzie sporo tańsza).

Ponieważ nigdy nie przepadałam za sztywnymi miseczkami, traktowałam Allure z dużą nieufnością, przeżyłam jednak miłe zaskoczenie. Miseczki są rzeczywiście dość sztywne (stanik wymaga rzecz jasna ostrożnego przechowywania - wciśnięcie go do szuflady i przygniecenie innymi z pewnością na dłuższą metę mu nie posłuży), ale nie odstają, a ich kształt współgra z naturalnym kształtem biustu (przynajmniej mojego :)). Allure w wersji „moulded” doskonale unosi biust - gdy spojrzymy z profilu, linia podstawy piersi kieruje się ostro ku górze, co sprawia, że cała sylwetka wygląda smuklej; zyskuje także dekolt. I żadnego spłaszczania biustu! To dobry model dla osób z asymetrią - nie wystepuje efekt marszczenia się miseczki na mniejszej piersi, choć znaczna różnica wielkości wymagałaby prawdopodobnie zastosowania wkładki. Osoby uprzedzone do bazarowych „skorupek”, do których sama się zaliczam, zapewniam, że Allure nie ma z tą jakością nic wspólnego. Doskonałe recenzje zbiera też model z odpinanymi ramiączkami z tej serii, lecz, niestety, na razie występuje wyłącznie w bieli.

Miłośniczki czystej, gładkiej linii i koloru czekoladowego ucieszą się zapewne z brązowej wersji balkonika Smoothing, także bardzo dobrze ocenianego. Wbrew pozorom, miseczki w tych stanikach są miękkie, znane z Allure usztywnienie znajdziemy natomiast w wersji t-shirt bra z tej serii.

Kolor kawowy dostępny jest także w drugim, full-cupowym wcieleniu Allure. Ten miękki biustonosz na fiszbinach jest pięknie haftowany na całej powierzchni miseczek (podobny haft pojawia się także na przodzie majteczek, uszytym z przejrzystego tiulu). Niestety mam wrażenie, że biust nie zyskuje w nim zbyt ładnego kształtu, co zresztą stanowi częstą przypadłość full-cupów.

Nowością w tym sezonie jest ozdobiony kunsztownym haftem model Shannon. Godny uwagi jest po pierwsze jego krój, przypominający ten znany nam m.in. z modelu Rimini w wersji do miseczki G, zwany niekiedy „balkonikowatym full-cupem” - boczne panele zapewniają w nim doskonałe zbieranie biustu do przodu. Po drugie - wspomniany haft naprawdę zachwycił mnie subtelnością cienkich linii (zwróćcie też uwagę na ramączka). Czekoladowa Shannon jest godną następczynią takiejż Rimini sprzed roku.

Kolejny klasyk Fantasie, Cally, w tym sezonie występuje w kolorze orzechowym (noisette). A skoro już jesteśmy przy nasionach, warto przypomnieć o Freyowej Arabelli, która niebawem skusi brązem, zwanym gałką muszkatołową (od października dostępna również w Polsce), o znanym już ciemnoczekoladowym wcieleniu Retro oraz o takiejż, subtelnie prążkowanej Loli.

A co słychać u innych producentów? Ku mojemu zaskoczeniu, całkiem smaczne czekoladki oferuje nam Lepel. Klasyczny koronkowy Fiore wystąpi tej jesieni w „foczym brązie”. Uroczy balkonik Cologne, przejrzysty i haftowany w różyczki, ku mojemu zdziwieniu już się kończy - czy możemy liczyć na kolejną dostawę? Na szczęście pojawiła się ciemnoczekoladowa wersja balkonika Confetti, znanego wcześniej z letnich pasteli.

Pour Moi zaś nadal cierpliwie oferuje nam swoje kakaowe, pięknie haftowane St. Tropez i Paris (niedobitki). Nie można też pominąć czekoladowej wersji Gossardowego push-upa, Superboost Satin. Dolne strefy miseczkowych stanów górnych mogą natomiast zainteresować się brązową odmianą znanego (aż za bardzo) modelu Triumpha, koronkowego Amourette 300, który w tym kolorze prezentuje się nad podziw elegancko. Amatorki zaś nieco bardziej luksusowych marek powinny rzucić okiem na wspominanego już kiedyś Rosace marki Elixir de Lingerie (dużomiseczkowa odnoga Lejaby) w kolorze Cola. Wątpię jednak, czy G i więcej-biusty mogą na niego liczyć...

Zawsze jednak możemy liczyć na Panache i niezawodny Brastop, który wciąż ma dla nas czekoladową Anastasię za jedyne 19,95 funtów. Smacznego :)
[źródło zdjęć: Figleaves]


 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...