Wpisy z tagiem: Miss Mandalay

środa, 14 września 2011

Możemy chyba na razie odpocząć od zapowiedzi - skupmy się na tym, co jeszcze czeka na nas na sklepowych wieszakach, czyli ostatnich okazach kolekcji letniej. Miss Mandalay - pamiętacie jeszcze tę markę? ;) Jest wciąż mało w Polsce znana, a jednak warta uwagi. Ostatnio podziwiałyśmy dość udaną kolekcję kostiumów kąpielowych, wcześniej - letnią kolekcję bielizny. Misski są ciekawe estetycznie, lekkie, delikatne w dotyku, mają jednak pewną wadę - miseczki tylko w zakresie D-GG.

Ostatnimi czasy w MM zwracałam uwagę głównie na usztywniane półbalkonetki, zwłaszcza wykończone falbanką, jak Gigi czy Katie. Byłam ciekawa, czy okażą się godną konkurencją dla marek Masquerade czy Freya. Dziś kolejne (po bardzo udanym eksperymencie z Katie, który jednak miał miejsce już dawno temu) doświadczenie z usztywnianą Misską - tym razem w wydaniu niefalbaniastym. Wiosenna kwiecista Tilly zakończy oficjalnie sezon letni :)

Miss Mandalay - Tilly, rozmiar 34GG [Produkowane rozmiary miseczek: D-GG, obwody: 30-38, cena: 209 zł]

 

Estetyka

Tilly to biustonosz w stylu dziewczęco-uroczym. Dominują w niej ciepłe, słodkie odcienie różu i koralu, przy czym MM udało się jakimś cudem uniknąć wrażenia różowego banału czy plastikowości. Tilly jest gustowna. Podoba mi się, że boki są kremowe - może to na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie pójścia na łatwiznę w doborze materiałów, ale na drugi rzut wygląda to fajnie, jakby trochę retro.

Podoba mi się staranność wykonania - MM pod tym względem trzyma poziom. Materiały nie są luksusowe, ale chyba starannie wybrano je pod kątem łagodności dla skóry, bo Tilly jest bardzo milutka. Bardzo dobrej jakości są wstążki - mimo że w sumie skromne i zwyczajne, zwracają uwagę, mają też piękny odcień. Materiał pokrywający miseczki jest cieniutki i półprzejrzysty, co potęguje wrażenie delikatności, aczkolwiek budzi obawy o solidność. Koronka kryjąca krawędzie miseczek jest elastyczna i miękka, może trochę zbyt zwyczajna, ale w sumie taki właśnie - codzienny - jest charakter tego biustonosza.

Największe zastrzeżenia jakościowe budzą we mnie ramiączka, które są wiotkie, rozciągliwe i obawiam się, że również nietrwałe.

 

Dopasowanie

Będę surowa, bo odzwyczaiłam się już od typowego Problemu Rozciągliwca. Tilly zmusiła mnie do powrotu do rozmiaru 34, ponieważ w 36 była wyraźnie za luźna. Miseczki z kolei są raczej małe, w GG mieszczę się ledwo-ledwo.

 

Kształt

Miseczki Tilly'owe unoszą biust skutecznie mimo kłopotów z podtrzymaniem (o czym będzie niżej). Zbierają też całkiem dobrze z boków. Niestety nieco spłaszczają z przodu i od środka. Z boku linia biustu jest niby bez zarzutu, natomiast patrząc sobie z góry w dekolt widzę wypłaszcz (przepraszam za dziwactwo językowe, ale skoro może istnieć wytrzeszcz, to czemu nie wypłaszcz? :)

Nie jest to więc najlepszy kształtowacz pod słońcem, i muszę wymyślić, jak powinien wyglądać minus do kokardki, bo najchętniej postawiłabym mu cztery z niedużym minusem. Może gdyby miseczki były większe o pół numeru, albo gdybym miała mniejszy biust (no way! :) - może ogólnie układałby się lepiej.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Znowu Tilly okazuje się kandydatką do czterech z minusem. Pod względem konstrukcyjnym co prawda wiele jej zarzucić nie można. Może dałoby się nieco poprawić kształt innym krojem miseczek. Zabudowanie jest niskie, niższe niż np. w half-cupie Freya Erin w 36FF, który stanowi mój najświeższy halfcupowy punkt odniesienia - co z pewnością wiele stanikomaniaczek ucieszy. Co sie z tym wiąże - niskie boki, żadnego gryzienia w pachy.

Z supportem natomiast jest gorzej. Droga Firmo Miss Mandalay! (a może raczej: Drogi Dystrybutorze AB OVO Lingerie, przekaż Producentowi, co następuje! :) To nie są ramiączka na duży biust. Co najwyżej na średni, a w każdym razie - nieciężki. Ratuje je duży zakres elastyczności, dzięki czemu nie wpijają się w ramiona w charakterze naprężonych sznurków. Poza tym są zbyt wiotkie, cienkie i rozciągliwe. Mają tendencję do zwijania się. A biust - do podskakiwania.

Drugą wadą są zarówno zbyt rozciągliwe, jak i zbyt niskie tyły, odpowiedzialne za rozciągliwość obwodową.

Nie chciałabym robić krzywdy Tilly i krytykować jej zbyt ostro, bo jej minimalna „pancerność” i niskie zabudowanie mogą być bardzo dobrze odbierane przez posiadaczki biustów drobniejszych i lżejszych. Odradzałabym ją jednak nosicielkom rozmiarów z prawego dolnego końca tabeli rozmiarów MM, jak 38GG.

 

Wygoda

Tu z kolei Tilly wypada znakomicie. Jeśli tylko nie będziemy próbowały w niej skakać (można odczuć dyskomfort w postaci baunsu), nie zrobi nam krzywdy. Ramiączka mimo swojej rachityczności nie uwierają, gryzących elementów brak. Wygodniczek.

 

Cena

Na początek uspokoję - będzie zniżka ;) Regularna cena natomiast mnie z lekka poraziła. Tilly, mimo niewątpliwego uroku, nie jest warta aż tyle - przede wszystkim ze względu na słabe przystosowanie do biustów większych (ramiączka! Czy producent naprawdę nie mógł odżałować i zafundować jej czegoś lepszego?). Ma miły, prosty MM-owy design, miękkie materiały - ale naraziła mi się za bardzo tym niedostatkiem supportu.

 

Podsumowanie

Wrócę jeszcze na chwilę do tematu cen. Ceny MM ogólnie są wysokie. Może to mieć związek z tym, że - podobno - producent szyje krótkie serie. Często zdarza się, że jakiś model, mimo pojawienia się w postaci próbek, nie wchodzi do produkcji, produkcja jest więc nieduża. Wygląda, że MM jest małą firmą, nastawioną na niezbyt masowy rynek i ładny autorski design. Bo i niektóre Misski, przyznacie, są śliczne. Do jakości i podtrzymania nie miałam dotąd zastrzeżeń, ani w przypadku Katie (krewniaczki Gigi), ani w przypadku półprzejrzystych Paris (piękna ciemnoniebieska wersja już się zapowiada). Podsumowując więc - marka nadal warta uwagi, lecz trochę nierówna, no i uwaga na podtrzymanie cięższego biustu - może być z tym różnie.

Mam nadzieję, że producent wysłucha głosów z rynku polskiego, co może być łatwiejsze dzięki obecności polskiego dystrybutora - i przemyśli kwestię cen dla Polek oraz zadba o potrzeby dużobiuściastych klientek.

Wracając jednak do samej Tilly - to taki odmładzający biustonosz :) Czuję się w nim jak dziewczynka prawie ;) Zdecydowany poprawiacz nastroju. Ech, już zaczynam tęsknić za latem...

 

Uwaga, promocja!

Przy okazji tej recenzji postanowiłam przedstawić Wam stosunkowo nowy punkt na biuściastej mapie Polski - sklep o wdzięcznej nazwie Barokowa Dama, mieszczący się w Grudziądzu. Robię to z przyjemnością - wielkie miasta już pełne są stacjonarnych sklepów z szeroką rozmiarówką, niektóre z nich istnieją już po kilka lat. Mniejsze miejscowości to często bra-fittingowa pustynia. Dlatego tak bardzo warto promować sklepy powstające w mniejszych ośrodkach.

Barokowa Dama jest na razie sklepem internetowym, lecz, jak to często bywa w bardziej „kameralnych” okolicach, oferuje możliwość stacjonarnej przymiarki i zakupu w siedzibie sklepu. Dama prowadzi również bra-fitting objazdowy :) czyli dojeżdża do klientek mieszkających w szeroko pojętej okolicy. Dostawa jest bezpłatna (ach, jak ja lubię, patrząc na ceny w sklepie, nie musieć wykonywać w myślach dodawania kosztów przesyłki!) w przypadku przedpłaty na konto.

Damy mają do wyboru, oprócz MM, marki: Curvy Kate, Pour Moi? oraz Adore.

A promocja? Dla stanikomaniaczek z okazji niniejszej premiery Barokowa Dama przygotowała naprawdę kuszącą ofertę, bo aż 15% zniżki nie tylko na Tilly, ale na cały asortyment sklepu! Tego chyba jeszcze nie było ;) Rabat obowiązuje aż do 25 września włącznie, czyli przez prawie dwa tygodnie. Można go łączyć z już istniejącymi przecenami. Jak go uzyskać? Oczywiście, używając kodu „stanikomania” :-)

wtorek, 09 listopada 2010

Mandalay, nazwa miasta w dalekiej Birmie. Drobniutka modelka o trochę egzotycznej urodzie. No i bielizna - prosta, lecz subtelna i dziewczęca, choć nie przesłodzona. Marka Miss Mandalay powstała jednak na swojskich Wyspach Brytyjskich. Kiedy? Co najmniej 5 lat temu, bo data utworzenia markowej strony to 2005. Nic więcej o jej historii nie wiem - poza tym, że bielizna ta pojawiła się w Polsce w 2008 roku, kiedy to miałam okazję również oswoić pewną drapieżną Misskę :-) Zaprzyjaźniłam się jak dotąd nie tylko z usztywnianym plandżem w lamparcie cętki, ale i z kilkoma bliźniaczymi balkonetkami z cienkiej siateczki, z których dwie to Paryżanki (Paris), a trzecia miała na imię Paige - modele te cały czas znajdują się w sprzedaży w swoich kolejnych wcieleniach barwnych. Z MM pochodził też jeden z moich dawnych czarnych faworytów, Midnight, aczkolwiek nie miałam okazji go nigdy przymierzyć - w Polsce był niedostępny.

Czyste, żywe kolory i minimalistyczny design oraz niezła jakość sprawiły, że MM stała się jedną z moich ulubionych brytyjskich marek, mimo że kolekcje są raczej skromne i nie zaskakują innowacjami (rozmiarowo też skromnie - C-GG). Lubię te przejrzyste siateczki w soczystych barwach, satynowe wykończenia i to, jak układają się zarówno miękkie, jak i usztywniane balkonetki. MM doczekała się też polskiego dystrybutora - jest nim firma Ab Ovo Lingerie, dzięki której miałam okazję obejrzeć na żywo zapowiedzi nowej kolekcji, niestety tylko niektóre.


Oszczędny repertuar

Wśród Mandalajek znajdziemy następujące rodzaje biustonoszy: miękkie balkonetki (takie jak Paris czy Paige), usztywniane balkonetko-halfcupy (jak Katie czy Gigi) z nieodłączną falbanką i lekko usztywniane plandże (np. Sofia - w Polsce jakoś jej nie widziałam). MM produkuje również bardzo urodziwe bikini, przeważnie wiązane na szyi (halternecki), ale i w typie usztywnianych balkonetek.

Miseczki Missek :) przeważnie nie obfitują w barwne hafty, a wzory ograniczają się do prostych nadruków, jak groszki czy pepitka. Są co prawda wyjątki, mnie jednak marka ta jak dotąd kojarzyła się przede wszystkim z biustonoszami gładkimi w soczystych kolorach, jak turkus, pomarańcz, żółty, chabrowy...

W przyszłym roku znana nam już Paige wystąpi w jasnej wersji koraloworóżowej z kremowym wykończeniem, a także w jej odwrotności. Paris można obecnie kupić co najmniej w trzech wersjach: kobaltowej, fioletowej i różowej, a na wiosnę producent znowu zapowiada intensywny niebieski Royal Blue. Paige podobno będzie można kupić w Polsce już w styczniu, a Paris jakoś w spisie zimowych planów na Polskę nie widać... Szkoda, bo bardzo ją lubię. Wiele osób jednak narzeka na wpijanie się w biust satynowego wykończenia miseczek, czego ja szczęśliwie zupełnie nie doświadczam.


Falbanek czar

Moją aktualnie ulubioną Mandalajką jest Katie - lekko usztywniana, nisko zabudowana balkonetka w czarno-białą pepitkę, z jednym pionowym cięciem. Pięknie leży, a efektowna falbanka przyciśnięta obcisłą bluzką staje się niewidoczna. Katie ma swoją bliźniaczkę, czerwoną Gigi, z panterkową wstążką na mostku. Już w styczniu ma się pojawić jej wcielenie malinowo-różowe:


Powab lamparcicy

Lamparcie cętki Leopardess powrócą na wiosnę, tym razem w formie balkonetek. Udało mi się obejrzeć z bliska cętkowaną Suzie w dwóch odsłonach: usztywnianej i miękkiej. Usztywniana jest już pozbawiona typowej falbanki, w miękkiej zaś podoba mi się koronka o „włochatym” brzegu, która przez swój kolor i przejrzystość będzie zapewne mocno eksponowała to, co pod spodem.

Panterka według informacji dystrubutorskich ma zawitać do naszego kraju w kwietniu. Czy jednak zobaczymy obie wersje? Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak.


Koralowa łączka

Wiosenna kolekcja przyniesie wzór dla MM nietypowy - kwiatowy nadruk. Tilly prezentuje się ładnie, ale nie ma już tego elegancko-seksownego charakteru, który cenię w Mandalajkach... Podobne nadruki w koralowej tonacji już znamy - dość wspomnieć Marthę marki Cleo czy zapowiadane na wiosnę łączki KEIA. Tilly ma zawitać do Polski w kwietniu, jak na kwiat przystało :-)


Czarna faworytka

Dzięki Mandalajce imieniem Mia moje upodobanie do stylistyki MM pozostaje zaspokojone :) To kolejny bardzo udany wzorniczo okaz czernizny ;) w karierze tej marki. Koronka, ażur i aksamit - cóż bardziej wieczorowego. W dodatku dystrybutor twierdzi, że Mię zobaczymy w Polsce już w styczniu.


Miss w kąpieli

Kolekcja strojów kąpielowych MM zapowiada się moim zdaniem ciekawiej od przyszłorocznej bielizny. Będą jak zwykle bikini, choć szykuje się również tankini... ciążowe. O nich opowiem w osobnym odcinku.


Rozmiary Miss-eczek

Producent Mandalajek sprawia wrażenie, że nie może się zdecydować, czy produkuje biustonosze do miseczki G, czy do GG. Miękkie modele, jak Paris czy Paige, ostatnio zwykle sięgały GG, choć zdarzało się, że niektórych odmian barwnych nie sposób było upolować w tym rozmiarze. Usztywnianych Missek powyżej G nie spotkałam. Podobnie sprawy się mają z przeciwnym rejonem tabeli - najmniejszy rozmiar to w zależności od modelu, sklepu i nie wiadomo jeszcze czego - 28D albo 30C. Strona MM jest jednocześnie sklepem internetowym, w którym zarówno zapowiedzi kolekcji, jak i planowane zakresy rozmiarów nie są dostępne dla zwykłych śmiertelników, a katalogu brak. Może dystrybutor albo sklepy uzupełnią mój tekst o te istotne informacje?


Gdzie kupić?

W Polsce, w porównaniu z najpopularniejszymi markami D+, jak Panache czy Freya, Mandalajki występują nieco rzadziej. W Warszawie da się je spotkać w Dopasowanej, MamBra, Peachfield i Secret Hills, w Krakowie - w Intimo4you i Marcille, w Poznaniu - w Yoshi, w Łodzi - w Mercado i Szyfonierze, a we Wrocławiu - w Milli. Oferta przeważnie skromna, a rozmiary już przebrane. Może kolejna kolekcja wzbudzi większe zainteresowanie sklepów? Kto jeszcze planuje zaoferować nam MM?


Jakość, cena i ocena

Ceny Missek są dość wysokie - w sklepie u producenta kosztują £36-40, w Polsce zaś ceny mieszczą się mniej więcej w przedziale 180-200 zł (gdzieś widziałam czerwoną Gigi za ok. 240, gdzieś nawet za prawie 300 zł - to już stanowczo, według mnie, przesada - ciekawe, że ceny tego modelu aż tak różnią się w zależności od sklepu). Jakość Missek oceniam dobrze. Biustonosze są przyjemne w dotyku, komfortowe, starannie uszyte i dostosowane krojem i materiałem do rozmiaru (nie ma ani przesadnego zabudowania, ani nadmiernej lekkości czy rozciągliwości). Na polską kieszeń jednak wciąż nieco za drogie. Skłonna jestem jednak wiele im wybaczyć ze względu na gustowne wzory i zgrabne kroje (zarówno miękkie balkonetki, jak i usztywniane half-cupy leżą na mnie bardzo dobrze).

Szkoda, że MM w dziedzinie rozmiarów jest wciąż typową marką D-G i oprócz nieśmiałych ruchów w stronę GG nie widać dążenia do powiększania zakresu miseczek.

Ciekawa jestem, czy są wśród Was fanki Missek? Czy też cenicie sobie jednobarwne, wyważone projekty, czy też może wolicie groszki i panterki? Czy Wasze biusty lepiej czują się w miękkich fasonach, czy też w tych usztywnianych?

piątek, 10 kwietnia 2009

Delikatna, lekka bielizna, przejrzyste materiały - to coś, o czym do niedawna my, nosicielki miseczek powyżej D, mogłyśmy tylko pomarzyć. Projektanci Miss Mandalay najwyraźniej znają te tęsknoty. Zawdzięczamy im serię barwnych Paryżanek, które poznałyśmy przed kilkoma sezonami w kolorze czerwonym i szafirowym, ostatniej zimy - w różu i szmaragdzie, a niebawem zobaczymy Paris żółtą i pomarańczową.

Kolorowe mgiełki pojawiły się tej wiosny w nowym wcieleniu - wzorowanym na Paryżankach, jednak różniącym się od nich kilkoma szczegółami. Model nazywa się Paige i występuje m.in. w letnim kolorze malinowym, z czarnymi dodatkami.

Miss Mandalay - Paige, 34GG, kolor: malinowo-czarny

[Rozmiary miseczek: D-GG, obwody: 28-38 (60-85), cena: 165 zł]

Estetyka

(5)

Po spotkaniu z jej kuzynką, po Paige spodziewałam się wyłącznie przyjemnych wrażeń wizualnych. Nie zawiodłam się. W sztucznym oświetleniu malina wydaje się czerwona, światło dzienne zaś wydobywa z niej soczysty, różowawy odcień. Barwa Paige jest intensywna, lecz chłodna - będzie znakomicie pasowała do jasnej, porcelanowej cery.

 

Czarne lamówki na brzegach miseczek i ramiączkach oraz, nade wszystko, efektowne kokardki ze smakiem ożywiają prostą formę tego stanika, nie przytłaczając jej ozdobnością. Inaczej, niż u Paris, elementy te nie są zrobione z gładkiej satyny, lecz z miękkiej ażurowej tasiemki - nie mają połysku, lecz subtelny wzór. Bardzo ciekawy efekt uzyskano na ramiączkach. Ich przednia część, niemal nierozciągliwa, zrobiona jest z malinowej, lśniącej taśmy, na którą naszyto ów czarny, matowy ażur.

Tkanina miseczek to dobrze nam znana cienka, lecz niezwykle mocna siatka - górna część miseczek  zrobiona jest z jednej, a dolna - z dwóch warstw. Półprzejrzysty jest jednak cały biustonosz, i to w całym zakresie rozmiarów. Stanik z miseczką GG jest równie delikatny i ma równie wąskie ramiączka (15 mm), jak w mniejszym rozmiarze G. Podobnie jak Paris, Paige w dotyku sprawia sztuczne wrażenie, które w noszeniu znika.

 

Dopasowanie

(4)

Tym razem, z powodu lekkiej zmiany wymiarów, postanowiłam spróbować miseczki GG. W porównaniu z Paris (34G) Paige nie okazała się jednak znacząco większa. Miseczki są odrobinę głębsze i wcale nie szersze. Dodatkowo zaskoczył mnie ciasny obwód - po tygodniu noszenia wprawdzie lekko się naddał, lecz nadal Paige pozostaje o ok. 1,5 cm krótsza od Paryżanki. To jednak trudno uznać za dużą wadę :)

 

Kształt

(5)

Biust w Paige jest doskonale okrągły i naturalny - ani śladu „kaczych dziobów” czy innych przykrych efektów. Pozytywnie zaskakuje fakt, że taśma na krawędziach miseczek nie wgłębia się ani trochę w pierś, co było wadą Paryżanki. Po prostu ażurowa koronka rozciąga się odrobinę wraz z siatką, do której jest przyszyta - inaczej niż satynowa, całkowicie nieelastyczna wstążka. Brawo za ten pomysł.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

(5)

Cały przód wykonano z mocnej, nieelastycznej siatki, dzięki czemu jest bardzo stabilny. Ta mgiełka tylko wygląda delikatnie! Skrzydełka są rozciągliwe, lecz krótkie. Ścisłemu obwodowi towarzyszą mało elastyczne ramiączka (w tylnej części również mało się rozciągają), co sprawia, że biust jest dobrze uniesiony i trzyma się na swoim miejscu.

Boczki stanika są raczej niskie - żadnych skojarzeń z „pancernikami”, oferowanymi często GG-biustom. Zapięcie na dwie haftki jest w zupełności wystarczające.

 

Wygoda

(4)

Odejmuję punkt głównie za ciasnotę obwodową, która nieco mi doskwierała w pierwszym tygodniu noszenia, a ponadto za ząbkowaną taśmę dolną, która z początku drapała w dolnych częściach łuków fiszbin, ale z czasem i ten problem zniknął.

 

Cena

(4)

Oceniam podobnie, jak Paryżankę, choć jest od niej o sześć złotych droższa (nie wiedzieć czemu - materiały i wykonanie są bardzo podobne). W obecnej sytuacji walutowej cena Paige jawi się całkiem przyjaźnie. Ciekawy estetycznie, nie luksusowy, lecz bardzo dobrze skrojony biustonosz, do tego zapowiadający się na trwały - nie jest źle, choć... mógłby być tańszy :-)
 

Podsumowanie

Zdaje się, że dawno nie postawiłam tylu piątek... Nie da się ukryć, Paige podbiła moje serce swoim smacznym kolorem i kształtnym krojem. Zapowiedź lata!
Biustonosz do recenzji dostarczył sklep Dopasowana.pl.
piątek, 28 listopada 2008

Miss Mandalay - ParisPamiętam, jak kilka sezonów temu rozważałam kupno kompletu Paris marki Miss Mandalay. Kusiły obie wersje: szafirowa i jaskrawoczerwona - i pewnie dlatego decyzja nie zapadła od razu... choć niektórym z Was chyba się udało :) A potem było już za późno.

Tak bywa - nieraz długo przyglądamy się czemuś, decyzję o kupnie odkładając na nieokreślone „kiedyś”. Rzecz jasna, nie bez wpływu na takie odłożone wybory są ceny - często warto po prostu poczekać na wyprzedaż. Zwłaszcza w przypadku Miss Mandalay, która, choć kusiła eleganckim designem, na początku odstraszała wysoką ceną.

Polityka producenta jednak najwyraźniej uległa zmianie, bo obecnie dostępne Misski, które przywędrowały także do naszych polskich sklepów, są już dużo przystępniejsze cenowo. Na przykładzie Leopardess przekonałam się już, że są warte zainteresowania - choćby tylko jako odmiana po dobrze znanych markach Panache czy Evedenu.

Tak się złożyło, że i Paris w końcu zamieszkała u mnie - z przyjemnością ją Wam przedstawiam :-)

 

Miss Mandalay - Paris, 34G, 159 PLN, kolor: zielony

rozmiary miseczek: D-GG, obwody: 28-38 (60-85)

 

Estetyka

(5)

Najbardziej ciekawiło mnie, czy zdjęcia katalogowo-sklepowe wiernie oddają kolor. Okazało się, że tak - odcień prawdziwej Paryż jest tylko minimalnie cieplejszy i ciemniejszy od sfotografowanej. Szmaragdowa zieleń sprawia „syntetyczne” wrażenie - kolor jest intensywny i nie przypomina żadnej z barw natury.

W tę nowoczesną estetykę wpisuje się też faktura materiału. Chodzi o wrażenia dotykowe: po poprzednich, droższych modelach, z których niektóre pyszniły się zawartością szlachetnych włókien, spodziewałam się raczej czegoś w rodzaju jedwabnego tiulu - materia Paris nie ma jednak nic wspólnego ze staroświeckim szykiem, raczej z jego futurystyczną odmianą :) „Hmm, to jest jakieś dziwne w dotyku” - chce się powiedzieć. Jakby plastikowe, trochę sztywne, ale jednocześnie gładkie i nie drapiące (skład: poliamid z elastanem). Siateczka w górnej części jest naprawdę wyjątkowo cieniutka, a przy tym sprawia wrażenie mocnej. Kosmiczna technologia?

Satynowa taśma na brzegach miseczek lśni identycznie, jak na zdjęciach, a kształt biustu jest tak samo okrągły. Ramiączka też lekko połyskują i nie są przesadnie szerokie. Przejrzystość dodaje lekkości i seksapilu. Oszczędny, niemal minimalistyczny design i spektakularny kolor to dobre połączenie. Podsumowując: bardzo udany model.

 

Dopasowanie

(4 1/2)

Obwód stanika w normie - ani przesadnie rozciągliwy, ani za ciasny, choć raczej w kierunku tych ciaśniejszych. Rozciągliwe są jedynie tylne skrzydełka, co zwiększa stabilność. Ramiączka należą do krótkich, podobnie jak u Leopardess, jednak w tym przypadku ich długość uznałam za wystarczającą. 

To, co może budzić niewielkie zastrzeżenia, to miseczki - paryskie G nie należy do największych. Celowanie w większy rozmiar nie miałoby jednak sensu. Na pewno do wrażenia „małości” przyczynia się nieelastyczna satynowa taśma na brzegach, która ma tendencję do wcinania się w pierś. Szerokość fiszbin w normie, raczej bliżej wąskich niż szerokich.

 

Krój i podtrzymanie

(4 1/2)

Do własności podtrzymujących Paris nie mam zastrzeżeń - dzięki użyciu stabilnych materiałów obwód dobrze spełnia swoją rolę. Klasyczny balkonetkowy krój ładnie zaokrągla piersi - efekt potęguje przejrzystość górnej części miseczek i oszczędna estetyka, w której właśnie kształt wybija się na plan pierwszy. Biust jest odpowiednio uniesiony i porządnie zebrany z boków. Odejmuję pół punktu za wspomnianą już taśmę - w niektórych pozycjach zagłębia się odrobinę w pierś, tworząc zakłócenie idealnie krągłej powierzchni. Trudno jednak byłoby tego uniknąć.

 

Wygoda

(4 1/2)

Odrobinę niewygodnie było jedynie przy pierwszym założeniu. Obcierały dolne krawędzie gumek, a raczej doszytej do nich od zewnętrznej strony siatki. Wydaje się jednak, że pierwsze pranie rozwiązało problem.

 

Cena

(4)

Mocne cztery. Wynik przyjemnego zaskoczenia po cenach MM sprzed kilku sezonów, zderzonego z trzeźwym spojrzeniem - zauważyć należy, że Paris co prawda nie jest biustonoszem banalnym, ale też i nie należy do luksusowych. Staranne wykonanie, dobry krój i konstrukcja, ale bez szaleństw - takie biustonosze potrafią kosztować mniej. Pariska jednak wyróżnia się estetycznie, co sprawia, że niektóre z nas chętnie przymkną na tę cenę oko - bo ten kolor!

 

Podsumowanie

Coś dla tych, które w niejednej już marce biust nosiły :) i chciałyby spróbować czegoś nowego. A także dla nowicjuszek, spragnionych żywych kolorów i przejrzystych materiałów. Paris odbiega stylistycznie od większości znanych na naszym rynku modeli DD+ - wyróżnia ją brak haftów i skomplikowanych ozdób, a uwagę przykuwa kontrast lśniącej satynowej wstążki z matową półprzejrzystą siatką. Robi wrażenie, nie rozczarowuje. Definitywnie da się lubić.

[Biustonosz do recenzji dostarczył sklep Intimo z Krakowa, ul. Wysłouchów 3]
 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...