Wpisy z tagiem: lupoline

czwartek, 23 października 2014

Jak już wiecie, w zeszłą sobotę wybrałam się na tytułową imprezę do Łodzi. Od razu zwierzę się Wam, że do miasta dotarłam już rankiem poprzedniego dnia (na szczęście ze stolicy mam bardzo blisko - dojazd autostradą A2 był przyjemniejszy niż się spodziewałam) i przystąpiłam do eksploracji łódzkiego rynku bieliźnianego. Odwiedziłam jedną firmę produkcyjną i trzy sklepy, z których z jednym byłam wcześniej umówiona, a pozostałe dwa to był czysty spontan :-)

Wyjechałam z miłym poczuciem niedosytu i nadzieją na kolejną stanikomaniacką wycieczkę do tego miasta. Jest to bowiem ważne miejsce na bieliźniarskiej mapie Polski (obok Białegostoku) - oprócz słynnej Ewy Michalak mieszczą się tam takie firmy, jak Kris Line, Alles (obie z Głowna w pobliżu Łodzi), Gorsenia, Comexim... Wrażenia z innych łódzkich miejsc skrupulatnie Wam przedstawię w kolejnych notkach.

Polski Salon de la Lingerie (podobieństwo nazwy do tej prestiżowej paryskiej imprezy od razu rzuciło mi się w oczy ;-) odbył się w tym roku po raz pierwszy. Można oczywiście zarzucić imprezie, że zabrakło na niej wielu polskich firm. Z tego, co udało mi się dowiedzieć od organizatorów, niektórzy producenci po prostu nie byli zainteresowani udziałem. Mam jednak nadzieję, że po nagłośnieniu medialnym to się zmieni i kolejne edycje będą bardziej tłumne. Organizatorom udało się nadać przedsięwzięciu całkiem niezłą oprawę, zaczynając od lokalizacji w nowoczesnym Centrum Promocji Mody przy łódzkiej ASP, kończąc na organizacji pokazu i ciekawym doborze tematów prelekcji. Tylko przestrzeń wystawowa mogłaby być bardziej wypełniona...

Co zaś najważniejsze dla nas, stanikomaniaczek - na imprezie wyraźnie obecny był silny duch brafittingu! ;-) Duża w tym zasługa ciekawych warsztatów brafittingowych i wielkiego zainteresowania, jakie wzbudziły, a także oferty samych producentów, w której D-plusy stanowiły istotny segment. Być może nam, zblazowanym użytkowniczkom staników z całego świata, wyda się on wciąż mało imponujący. Jeśli jednak uświadomimy sobie, ile zmieniło się w tej dziedzinie w ciągu ostatnich kilku lat - myślę, że jest już czego gratulować zarówno producentom, jak i sklepom, choć ze świadomością, że droga przed nami jeszcze długa.

Rzecz jasna, największą uwagę skupiłam na tych firmach, które oferowały największe zakresy rozmiarów oraz... były najbardziej otwarte na dialog. Zaczynam od najlepszych :-)

 

Ava - kolory na lato i Freyowe ramiączka

W stronę stoiska Avy udałam się w drugiej kolejności (bo pierwsza była firma Lupoline, o której za chwilę :-) - szukałam go wzrokiem już od wejścia, firma ta bowiem ostatnio mnie mocno zaciekawiła i śmiem twierdzić, że to jedna z najciekawszych marek D+ na rynku polskim (zauważyłyście? Nazwałam ją „marką D+!” ;-). Rozmiary w Avie sięgają miseczki J, co przekłada się na ok. HH w rozmiarówce UK (jeśli macie inne zdanie, poprawcie mnie). Na pewno pamiętacie recenzję modelu Vitrolles, miękkusa z side-supportem, który ma moim zdaniem jedną z najlepszych konstrukcji w naszej krajowej bieliźnie. Na stoisku od razu wdałam się w rozmowę z przedstawicielkami, które z dużym zaangażowaniem opowiedziały mi o ofercie.

Pokaźną jej część stanowią znane nam dobrze semisofty (czyli modele półusztywniane) z szerokim zakresem rozmiarów. Co prawda nie pogardzę dobrze skonstruowanym semisoftem, moje serce jednak zawsze należeć będzie przede wszystkim do miękkusów. Szczęśliwie, na wiosnę/lato 2016 szykowane są także miękkie modele. Po pierwsze: koronkowy 1154 - wiosną pojawi się jako trio żółć-róż-turkus. To być może osłodzi nam rozłąkę po zimie, bo nie widzę tego modelu wcale w katalogu jesienno-zimowym :(

Nowe wiosenne wcielenia 1154

 

Turkusowa wersja koronkowego miękkusa

 

Drugim miękkusem będzie znany nam już side-supportowiec o takim samym kroju, jak recenzowany przeze mnie wcześniej cielak. Wystąpi w dwóch wCIELeniach, z których jedno będzie zbliżone do cielistego ;) - będzie to jednak nie beż, lecz elegancki, zgaszony różyk. Prawdziwą gwiazdą będzie jednak druga wersja - piękny, nasycony koral. Gdybym miała wybierać debeściaka Salonu, on wygrałby pierwszą nagrodę :-) Zwróćcie uwagę na ozdobę - mieniący się koralik à la dyskotekowa kula, na widok którego moja wewnętrzna sroka zapiała ze szczęścia ;-)

Koralowy side-support

 

Ozdobę udało mi się także sportretować na kolejnym kolorowym modelu - tym razem półusztywnianym:

Niebiesko-limonkowy semisoft

 

Ciekawostką był też model do karmienia - usztywniany, na fiszbinach, w przyjemne kropki.

Usztywniany model do karmienia

 

Oprócz tego, jak zawsze, sporo modeli półusztywnianych, z których moją uwagę najbardziej przykuły oczywiście te najbardziej kolorowe :-) Typowe bladawce oczywiście też w kolekcji się pojawią.

W naszej rozmowie pojawił się temat problemu falujących ramiączek, na który zwracałam uwagę w recenzji. Ava zaklina się, że uwzględnia wszystkie reklamacje dotyczące owych feralnych partii. Wadliwe ramiączka nie są już używane, a w kolekcji letniej mają je zastąpić całkiem nowe, które wyglądają dokładnie tak, jak ulubiony rodzaj wielu z Was - „pikowane” ramiączka à la Freya! Wprawdzie mają one także swoje krytyczki (narzekające na szerokość) - ale powiedzmy sobie szczerze, są to jedne z najlepszych ramiączek na światowym rynku. Konsumencka dociekliwość każe mi spytać: ciekawe, czy w związku z tym ceny w Avie skoczą? ;)

Nowe, „Freyowe” ramiaczka Avy

 

Warto zauważyć, że oprócz kolekcji sezonowej Ava ma także rozbudowaną bazę (osobny katalog). Wśród bazówki powracają zarówno oba kroje miękkie, jak i oczywiście cała masa półusztywnianych i usztywnianych. Przedstawicielki firmy zwróciły moją uwagę na... minimizer, który ponoć wcale nie rozstawia biustu pod pachy. Mój stosunek do minimizerów jest delikatnie mówiąc nieufny, ale mimo to jestem go ciekawa. Możliwość lekkiego spłaszczenia może się czasem w życiu przydać ;)

Ava oferuje także D-plusowe kostiumy kąpielowe!

Poniżej galeria z resztą fotek Avy:

 

Cukiereczki Lupoline

Stoisko Lupoline odwiedziłam jako pierwsze i tu także spotkałam się z bardzo ciepłym i aktywnym przyjęciem. Mój wzrok na początek powędrował w stronę kolorowych propozycji sezonowych. Paleta barw podobna do znanej nam już z innych kolekcji: odcienie różu, żółtego, beżu. Pastele i cukierki. Na uwagę zasługują zdobienia: podobnie jak w Avie, Lupoline też lubi interesujące detale :-) Mamy więc skomplikowane kokardki, koraliki, ciekawe nadruki, w tym jeden kolorowy (czego w Avie trochę brakowało). W interesujących nas rozmiarach znajdziemy przede wszystkim modele półusztywniane i miękkie.

Mój faworyt. Przyjrzyjcie się nadrukowi - coś dla miłośniczek rękodzieła :-)


Gustowny beżowy model miękki z haftem i nadrukiem

 

Różowy miękkus ze słodką kokardką

 

Kolekcja nieduża, choć efektowna - niestety ograniczona rozmiarowo. Lupoline po macoszemu traktuje węższe obwody - rozmiarówka zaczyna się od 70 lub 75 (nieliczne 65tki mamy w modelach usztywnianych z miseczkami kończącymi się na G).

Rozmiary cukierkowego semisofta

 

Obok kolorowego sezonu, osobny wieszak należał do kolekcji bazowej, w tym koszulek - zarówno z wbudowanym stanikiem na fiszbinach, jak i bez. Niestety czerwona była tylko bezstanikowa, a te stanikowe mają rozmiary dopiero od 85 :(

Koszulki Lupoline

 

Przeglądając bazę nie zwróciłam uwagi na miękką balkonetkę w kolorze białym (bo kto by patrzył na białe staniki? :), którą potem przymierzyłam na warsztatach z brafittingu - i tu miłe zaskoczenie, konstrukcyjnie bez zarzutu! W katalogu znalazłam podobną, lecz z nieco innym wzorem haftu - mam nadzieję, że zarówno bazowa miękkuska, jak i sezonowe (np. koronkowa różowa, czy beżowa z nadrukiem) będą leżały tak samo ładnie. Niestety ciągliwość dzianiny na tyłach w tej marce wciąż pozostawia co nieco do życzenia. Lupoline, popraw tyły!

Oddzielnie zaprezentowano zaskakująco obfitą kolekcję bielizny do karmienia - Beauty Mama. Wszystkie biustonosze przyjemne w dotyku, z dużym udziałem bawełny, w modnych odcieniach (żółty, szarość plus przydymiony róż, koral, mięta...).

Kolekcja Lupoline dla karmiących Beauty Mama: koszulki i biustonosze

 

Najszersze zakresy rozmiarów (od 65, miseczki w 75 - do I) mają modele z pionowym szwem - nie znam tej konstrukcji i ciekawa jestem, jak będzie się sprawowała. Trzyczęściowe balkonetki zaś występowały tylko w dużych obwodach - od 85 wzwyż. Niestety w żadnym z karmników nie znalazłam rozmiaru 80H - w tym obwodzie są tylko do G (pionowe szwy).

Karmnik - trzyczęściowa balkonetka

 

...i jego skąpa rozmiarówka


Kostiumy kąpielowe (marka Bast) to kolejny, obiecujący fragment oferty Lupoline. Co prawda nie specjalizuję się w kostiumach, ale nadruki od razu zwróciły moją uwagę. Każdy z modeli występuje w kilku krojach, z których jeden to balkonetka na fiszbinach z szerokim zakresem miseczek. Niestety poniewczasie dopiero zauważyłam, że nie mam katalogu kostiumów, jedynie ulotkę, która chyba nie prezentuje całej oferty (mam nadzieję?). Wynika z niej jednak, że rozmiarówki tych dużobiuściastych balkonetek zaczynają się dopiero od obwodu 75.

Kostiumy Lupoline - marka Bast

 

A oto pełen zestaw fotek Lupoline - sporo, bo było to bardzo fotogeniczne stoisko :-)

 

Krisa kiksy i plusy

Miałam nadzieję zapoznać się dogłębnie z propozycjami marki Kris Line na wiosnę - i tu nieco się rozczarowałam, ponieważ mogłam, owszem, obejrzeć modele, ale zabroniono mi robienia im zdjęć. Mogłam portretować tylko bazę oraz modele z regału zawierającego „ogony” z minionego lata. Pokażę Wam więc kolekcję SS15/16 jedynie z daleka - mam nadzieję, że firma nie bedzie mi miała tego za złe, zwłaszcza że zdjęcie wyszło totalnie nieostre ;-) Kolory wpisują się w dostrzegane wszędzie tendencje: coś niebieskiego (piękne, mocne odcienie), coś różowego, coś fuksjowego. Tylko żółtego jakoś u Krisa nie widać.

Katalogu na przyszły sezon również jeszcze nie ma - przekazano mi za to katalog na obecną jesień/zimę.

Nielegalna fotka kolekcji wiosennej

 

Cieplej o Kris Line pomyślałam jednak przy okazji warsztatów brafittingowych - przymierzyłam nareszcie bazowy model Fortuna i przekonałam się, za co jest ceniony - to naprawdę bardzo ładnie leżący miękkus, tylko małomiskowy, bo pasował na mnie dopiero w 80GG.

Fortuna w delikatnym różu - ja przymierzałam czarną i bardzo się sobie w niej podobałam ;)

 

Przy okazji zwróciłam uwagę, że już w minionej letniej kolekcji, a także w aktualnym katalogu jesień-zima, pojawia się nowa konstrukcja o znanej nam bardzo dobrze nazwie... deco plunge (pisana z małych liter). Jest to termicznie modelowany, usztywniany plandż o szerokim zakresie rozmiarów, w 65 do K, w 80 do I (I to rozmiar, który w rozmiarówce Kris znajduje się między HH a J), obciągniety dzianinką, najczęściej z nadrukiem. W katalogu naliczyłam 6 „deco plandży”, obok innych krojów, jak brassiere czy soft bra.

 

Ulotka przedstawiająca zalety kroju deco plunge (w środku o tym, jak fajnie wygląda dekolt w tymże).

 

I o ile bardzo się cieszę, że polskie marki chcą dorównać brytyjskim producentom i dostarczyć nam równie dobrych bezszwowców w szerokiej rozmiarówce, o tyle nie rozumiem, po co taka szanująca się marka jak Kris Line kopiuje nazwę od konkurencji (mam na myśli oczywiście markę Freya i jej bestseller - model Deco plunge). Ciekawa jestem, jaka jest reakcja na ten zabieg wśród klientów. A oprócz tego oczywiście ciekawa jestem nowego modelu :-)

 

Marilou w konstrukcji brassiere - dostępna również w deco plunge. Słyszałam o tym modelu, a nawet czytałam, ale nie miałam pojęcia, że tak brzmi oficjalna, katalogowa nazwa tego kroju.

 

Abstrahując od powyższego dziwnego pomysłu, trzeba przyznać, że oferta Krisa jest obfita i ciekawa (w końcu to jeden z najlepszych producentów D-plusów w Polsce, uznany też za granicą), choć na stoisku targowym ciut jakby brakowało energii.

 

Nipplex i jego bezszwowiec

Przyznam, że z tej marki zawsze się trochę podśmiewałam, a konkretnie - wesołość budzi we mnie jej nazwa :-) Oferta nigdy nie zbliżała się na tyle do moich wymiarów, bym mogła coś przetestować.

 

I oto na Salonie Bielizny zaskoczenie: Nipplex proponuje na przyszły sezon termicznego bezszwowca do miseczki (polskiej) K, chwaląc się 52 rozmiarami. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona, dopóki nie przymierzyłam go na warsztatach z brafittingu - Anna leży zupełnie nieźle i ma całkiem dobrze pracujący (nie „rajstopkowy”) tył, co w przypadku polskich produktów nie zawsze niestety jest standardem.

Nie udało mi się tylko trafić na mój rozmiar - 80G było za małe, a 80I za duże (choć niewiele). Wytłoczek made in Poland, w którym się mieszczę - to jest coś! Z tego co zauważyłam, model budził na targach duże zainteresowanie. Był także obecny na warsztatach brafittingowych i przymierzało go wiele osób.

Anna by Nipplex. Szkoda, że firma nie oferuje większej liczby modeli w tym zakresie rozmiarów...

 

Więcej fotek:

 

 

Gaia i Kinga

O obu tych polskich markach nie napiszę Wam wiele. Gaię nawet próbowałam szturmować kilka razy - może zbyt łatwo się zniechęcam, ale zanim zacznę fotografować wieszaki, czuję się w obowiązku nawiązać kontakt z przedstawicielami. To jednak mi się nie udało, bo byli zbyt zajęci ;-) Na wieszakach z większych miseczek wisiały głównie modele półusztywniane.

Na warsztatach brafittinowych udało mi się przymierzyć jeden ciekawy miękki model (z czarnej koronki z geometrycznym wzorem), ale był za mały :-( Był tam również prezentowany bardzo ładny sztywny half na mniejsze biusty, widoczny na okładce jesienno-zimowego katalogu (nie umiem go znaleźć na stronie marki, może mi pomożecie? Kompletnie się tam gubię, po dłuższym pobycie na stronie odkryłam, że wyszukiwarka nazywa się tam "konfigurator" :-). Obiecująco wyglądał też liliowy semi-soft, którego jednak nie przymierzałam, zraziwszy się rozciągliwym czarnym, którego dla odmiany przymierzyłam (za mały i za rozciągliwy z tyłu). Podsumowując, Gaia warta jest zapewne eksploracji, ale jeszcze nie dałam rady ;)

Do Kingi nie dotarłam wyłącznie z braku czasu, za to rozmawiałam z szefową i mam nadzieję jeszcze przybliżyć Wam tę markę - oczywiście, o ile się zmieszczę :-)

 

Orhideja i Kleo - zza wschodniej granicy

Orhideja zaintrygowała mnie po informacji, że szczyci się rozmiarami do 100G :-) Luksusowa marka z Łotwy (ceny rzędu 70 EUR), i to z tendencjami D+ - to trzeba było sprawdzić. Niestety rozczarowałam się - rzeczywiście, rozmiarówka kończy się na europejskim G, ani miseczki więcej. Nie mogłam nawet zweryfikować wielkości owego G, ponieważ na Salonie Bielizny dostępne były tylko małe rozmiary :-( Jakość jednak wyraźnie dobra - koronki, hafty, satyny świetne w dotyku, staranne szycie. Jakościowo moim zdaniem na poziomie brytyjskiej Fantasie, a konstrukcyjnie - nie mam pojęcia.

 

 

Z ukraińską marką Kleo zapoznałam się dopiero na warsztatach brafittingowych - i tu podobne rozczarowanie, G w 80 za małe na mnie, a H już brak. Modele dostępne na warsztatach to były bazowe softy, których konstrukcji nie bardzo mogłam z powyższego powodu docenić :-( Modele wiszące na stoisku za to zachwyciły mnie ładnymi nadrukami. Gdyby tylko rozmiarówka była łaskawsza... No właśnie. Kolejna firma, która prawie dorasta do mojego rozmiaru, ale zatrzymuje się o miseczkę niżej. Całkiem jak w Polsce.

 

Pokaz - gdzie duże biusty?

Pokazu byłam ogromnie ciekawa. Trzeba przyznać, że był to naprawdę profesjonalnie zorganizowany pokaz, z efektami świetlnymi, niezłą muzyką, w odpowiedniej do tego celu sali. Prezentowano modele chyba wszystkich obecnych na Salonie Bielizny firm, w kolejności ułożonej nie według marek, a tendencji, czy też stylów (pełną listę marek znajdziecie na stronie imprezy): Folk (kolorowy, fantazyjny, romantyczny), Nimfa (tu królowała biel i kolekcje ślubne), Cukierki (słodycz i róż), Basic (wiadomo - bazówka :) i Czarny Łabędź (mrocznie, intensywnie - to wg mnie najciekawsza część pokazu). Chyba nieźle odzwierciedla to reprezentowaną na targach stylistykę. Było bazowo, ślubnie, erotycznie (np. typowo frywolna marka Livia Corsetti) oraz słodko i kolorowo.

Przed pokazem każdy z widzów (a było ich kilkuset) otrzymał „rozkład jazdy” marek przyporządkowanych do każdej z tendencji, wyświetlano je także na telebimach, jednak mimo to co chwila się gubiłam. Szukałam wzrokiem większych biustów i D-plusowych modeli, jednak tych było niewiele. Rozpoznałam jedną z modelek, uroczą biuściastą blondynkę - znamy ją juz z pokazów marki Freya, pojawiała się jednak stanowczo za rzadko i niestety nie zawsze miała właściwie dopasowaną bieliznę...

Krótko mówiąc - jako stanikomaniaczka i biuściasta mam niedosyt. Za mało dużego biustu na pokazie! W czasie pokazu nie robiłam zdjęć, lecz usiłowałam kręcić film - jeśli uda mi się go zmontować, wrzucę go tutaj :-) Tymczasem jednak pokażę materiały autorstwa innych. Dobrą relację i zdjęcia zrobiła też autorka bloga Boskie Biusty, który niedawno się zreaktywował po przerwie.

Oto kilka zdjęć, które wybrałam z zestawu udostępnionych mi przez organizatorów - te, na których rozpoznaję model bądź modelkę :-)

To chyba semisoft Lupoline :-) Kwiatki zaliczano zwykle do tendecji Folk. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Miękka balkonetka w większym rozmiarze - Kinga (?). Tendencja: Nimfa. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)


Z levej - Ava :-) Tendencja: Cukierki. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Znovu Ava :-) Wygląda mi to na semisofta. Też Cukierki. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Czarny Łabędź - Belinda marki Kris Line (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)


Jeśli chodzi o dopasowanie - cóż, było różnie, ale przyznam, że spodziewałam się festiwalu podjeżdżających obwodów, a tu nawet trzymały poziom. Oby tak dalej więc :-)

 

Migawki z pokazu zobaczyć możecie na tej krótkiej filmowej relacji z imprezy by Fashion Film:

 

Ciąg dalszy nastąpi!

W kolejnej notce przedstawię Wam wrażenia z prelekcji i warsztatów (z bardzo ciekawym warsztatem brafittingowym w roli głównej) oraz próbę odpowiedzi na pytanie, jakie perspektywy ukazał Salon Bielizny nam - biuściastym - i naszymi sklepom, jeśli chodzi o D-plusy produkcji polskiej. Mam nadzieję na ciekawą dyskusję :-)

czwartek, 03 kwietnia 2014

Wiele razy tutaj zbierało mi się na wspomnienia z czasów moich, nazwijmy to, bra-początków. Zwykle rozpisywałam się o godzinach spędzanych w przymierzalniach nieistniejącego już przybytku Marks&Spencer, w którym to zaopatrywałam się w piękne koronkowe (już takich ładnych nie robią!) 38DD tudzież 36E (większych nie było), przy okazji po raz pierwszy zgłębiając tajniki UK-rozmiarówki. Dziś sięgam do jeszcze głębszych pokładów wspomnień.

Polska firma Lupoline działa na naszym rynku ponoć już od 1992 roku. Nie pamiętam, kiedy oglądałam ich kolorowe staniki, wiszące na wieszakach nieistniejącej już także Galerii Centrum w centrum Warszawy, mogło to być nawet przed czasami przybycia Marksa do naszego kraju, czyli naprawdę dawno. Pamiętam za to, że jak na polską bieliznę, miseczki były zaskakująco duże, jednak z podtrzymaniem mojego wtedy już nie tak małego biustu nie radziły sobie. Firma nie zaskarbiła sobie więc mojej sympatii - no bo jak to tak, rzucać we mnie turkusowym tiulem z różowymi haftami (coś takiego zapamiętałam - nie wiem, czy firma to potwierdzi ;), nie zapewniając jednocześnie supportu - a nie byłam wtedy jeszcze tak wybredna, jak teraz!

Z pewną rezerwą podchodziłam więc do propozycji przetestowania obecnych produktów marki. I owszem, sprawdzone przeze mnie modele nie są bez wad, ale jeśli Lupoline poprawi te drobne mankamenty, to mamy kolejną szansę na przyzwoitą, ładnie leżącą, i co ważne, przyjaźnie kosztującą bieliznę D+.

Przed Wami więc:

Lupoline, model 1404, rozmiar: 85F, kolor: czarny [Rozmiary: 85-95 C-D, 75-95 E-F, 75-90 G, 75-85H, 75-80I, cena: 84,99 63,74 zł. Biustonosz został mi dostarczony przez producenta.]

Od frontu. Niestety nie da się ułożyć tak, by było ładnie widać środek :)

 

Estetyka

Zacznę od estetyki nazwy :-) „Model 1404” nie przemawia do mnie zbytnio, będę zatem nazywać go pieszczotliwie Lupką. Co prawda większość nazw modeli biustonoszy jest nieciekawa i powtarzalna (te wszystkie Pamele, Klaudie... większość firm angielskich również nie wykazuje nazewniczej inwencji), jednak zawsze przyjemniej byłoby zwracać się do swojego stanika po imieniu, nieprawdaż? ;-)

Wracając do wyglądu samej Lupki - nie jest to może designerski fajerwerk, ale nie jest też nieprzyjemna dla oka. Za to sfotografować ją „na pusto” tak, żeby było widać choć kawałek koronki i żeby całość miała możliwie mało dziwaczny kształt, jest niepodobieństwem :-) Lupka na leżąco układa się w najdziksze formy - jak zresztą każdy pólsztywniak. Nie została jednak przeznaczona do oglądania luzem, lecz na biuście :-)

Jej klimat bardziej pasowałby na jesień lub zimę niż wiosnę - być może dlatego właśnie jest przeceniona, co zresztą czyni z niej prawdziwą okazję dla załapujących się na rozmiarówkę (czyli obwodów 75+ i do tego całkiem sporych, jak się okaże za chwilę, biustów). 

Mostek z miniaturową kokardką. Koronka, czego tu nie widać, jest w różyczki :-)

 

Koronka jest ładna, miękka w dotyku i elastyczna, przez co pięknie, gładko leży na piersi, ułożonej w ładną kulkę przez usztywnianą część dolną. Miła w dotyku jest też drukowana dzianina pokrywająca miseczkę, z wzorem również przypominającym koronkę, czego z daleka jednak nie widać. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale ten deseń kojarzy mi się trochę męsko, jakby z wzorem na krawacie, muszce czy fularze. Odbiega od wzorów, do których jesteśmy przyzwyczajone w bieliźnie, i to jest w nim ciekawe. Aczkolwiek budzi też lekkie asocjacje obiciowo-zasłonowe.

Deseń przypominający czarną koronkę na beżowym tle

 

Lupka jest uszyta porządnie, nie widać żadnych większych kiksów. 3-haftkowe zapięcie nie odkształca się. Kokardka jest skromniutka, ale to dobrze, bo na plan pierwszy wysuwa się tu deseń. Ramiączka z przodu zdobi krótka ozdobna naszywka, co dodatkowo trochę ujmuje im (za dużej) elastyczności. No właśnie - ramiączka. Lupka to coś dla miłośniczek wąskich ramiączek - mają szerokość zaledwie 1,5 cm. Co wygląda przyjemnie, ale ma niestety swoje wady.

Wąskie, 1,5-centymetrowe ramiączko

 

Dopasowanie

Tabela rozmiarów opracowana przez Lupoline w moim przypadku się nie sprawdza, a raczej sprawdza się połowicznie. Co ciekawe, słusznie sugeruje mi obwód 85. 80tki były na mnie autentycznie za ciasne w obu przymierzanych modelach - a mierzyłam jeszcze jasny Model 1366 (zobaczcie, jaka cena!). Tym samym jednak mój rozmiar w Lupoline różni się od zdecydowanej większości noszonych przeze mnie staników, bo z reguły 80 pasuje. Można więc pochwalić produkty za uczciwość wobec tabeli, ale jednocześnie narzekać na niestandardowość. Gdybym miała kupować Lupoline w e-sklepie innym niż firmowy, to pewnie nie szukałabym wcale tabel (które dalece nie zawsze mają sens), tylko kupiła to, co zwykle pasuje i miała nadzieję... Podsumowując, Lupki wyglądają na wąskie obwodowo.

Pełnym zaskoczeniem są duże miseczki. Wedle tabeli powinnam celować w rozmiar 85G, zresztą ledwie się weń mieszcząc. Tymczasem ten rozmiar był na mnie wyraźnie za duży. Skończyło się na 85F, który pasuje doskonale. Co ciekawe, metka zawiera także przeliczenie na rozmiar angielski - 38F. Ja dałabym jej raczej FF.

Zapięcie od spodu, widać metkę

 

Kształt

Duży pozytyw. Półusztywniana Lupka daje wspaniale podniesione i zebrane kulki. To kolejny, po przymierzanej wcześniej Avie, półusztywniany model dający tak dobry kształt (by the way, zachęciło mnie to pośrednio do skonkretyzowania planów związanych z Avą - rozglądam się intensywnie za czymś fajnym z tej marki, może coś polecicie?). Ogromnie mnie cieszy, gdy widzę, że polska firma potrafi coś naprawdę dobrze skroić. Łączenie części koronkowej z usztywnianą nie odznacza się pod ubraniem ani nie daje szpiczastego kształtu (z daleka wygląda trochę jakby obszyto szew jakąś lamówką czy aksamitką, jednak niczego takiego tam nie ma). Koronka jest elastyczna niczym w panaszowskiej Jasmine i świetnie dopasowuje się do kształtu piersi.

 

Okrągły, podniesiony i zebrany kształt - z biustem w środku prezentuje się świetnie :-)

 

Konstrukcja

Oddzielam ocenę konstrukcji od podtrzymania, choć zwykle są razem. Po to, by móc bez przeszkód konstrukcję pochwalić. Miseczki są skrojone bardzo dobrze, dają wspomniane już wcześniej piękne podniesienie, zebranie i zaokrąglenie. Krój jest trzyczęściowy - balkonetkowy. Wysokość miseczek pod pachami jest jak w przeciętnej balkonetce, za to mostek jest trochę niższy, co daje bardzo przyjemny efekt w dekolcie.

 Mostek - nieco niższy niż w brytyjskich balkonetkach

 

Podtrzymanie

Najchętniej tę kategorię też bym podzieliła - na „podtrzymanie obwodem/miseczkami” i „podtrzymanie ramiączkami”, ale że to byłaby już przesada, muszę postawić z żalem ocenę uśrednioną. Dlaczego? Miseczki półusztywniane, dobrze skrojone, świetnie trzymają piersi w ryzach. Tył trzyhaftkowy, z dzianiny może nie pancernej, dość elastycznej, ale w sumie nieźle pracujący i trzymający poziom. To wszystko sprawia, że nieszczęsne ramiączka nie mają tu tak wiele do roboty, jak w wielu innych modelach. I całe szczęście, bo większej pracy wykonać nie są one w stanie. Ramiączka są wąziutkie, półtoracentymetrowe, i przy tym dosyć ciągliwe, przez co biust dostaje lekkiego baunsu. To nie jest jakiś uciążliwy bauns. Zdarzało mi się kilka razy zwracać stanik do sklepu z powodu tragicznie rozciągliwych ramiączek, tu jednak nie czuję takiego przymusu. Nosić się da. Ale gdybym miała taką możliwość, poprosiłabym producenta o wymianę ramiączek na szersze i/albo mniej rozciągliwe.

Od tyłu: widać dokładnie skrzydełka i ramiączka

 

Co ciekawe, w miseczkach G ramiączka są już szersze - uzyskują szerokość przeciętną dla mojego rozmiaru, ok. 18 mm. Te 3 milimetry robią różnicę. Tak więc te z Was, które potrzebują większego rozmiaru miseczki niż ja, mogą się nie obawiać za wąskich ramiączek.

Przy dobieraniu ramiączek producent powinien brać pod uwagę nie literkę miseczki, która w różnych rozmiarach obwodów da przecież różną objętość miseczek i co za tym idzie, ciężar piersi. Powinien brać pod uwagę właśnie ciężar biustu. W obwodzie 85 już przy miseczce E w tym modelu wymaga on moim zdaniem szerszych, a już na pewno mniej rozciągliwych ramiączek. 

 

Wygoda

To mógłby być idealnie wygodny biustonosz... Wyściełane bawełną miseczki, niewpijające się gumki, niegniotące fiszbiny. Dobra konstrukcja, usztywnienie miseczek i szeroki tył powodują, że nie dochodzi do nadmiernych naprężeń, ucisków i wgniotów. Nawet te wąskie ramiączka, o dziwo, nie uwierają.

Gorzej, że obcierają boczne usztywnienia pionowe. Nie są wszyte tak, jak moim zdaniem powinny, czyli z końcówkami wprowadzonymi pod spód taśmy, lecz przyszyte na wierzchu. Dolny koniec mi dokucza, czego nie zauważyłam po wstępnych przymiarkach i krótszym noszeniu, a dopiero po 5 godzinach w staniku. Przez pierwszych parę godzin jest wygodne, później zaczynam się irytować. Być może nie będą na to narzekały osoby, które w tych akurat miejscach nie mają miękkiego ciała, w które sztywny element mógłby się wbijać. Ja jestem w tym miejscu wrażliwa... Nie rozumiem, czemu nie wszyscy producenci ukrywają te końcówki, czy jest to istotnie bardziej pracochłonne w szyciu?

Końcówka usztywnienia bocznego. Wygląda niepozornie, a gniecie.

 

Cena

Dla mnie bomba, zwłaszcza po zniżce. Choć i cena regularna jest zachęcająca w porównaniu ze stukilkudziesięciozłotowymi cenami zdecydowanej większości D-plusów, nawet polskich marek.

Jeszcze bardziej zdumiała mnie regularna cena modelu 1366, który także przymierzałam - 39 zł! Model ten nie ustępował konstrukcyjnie ani jakościowo opisywanej tu Lupce, nie zdecydowałam się na niego głównie ze względu na niepraktyczny dla mnie kolor. Bo leżał tak samo dobrze. Zwracam uwagę na fakt, że bielizna Lupoline jest szyta w Polsce. A zatem można w naszym kraju wyprodukować niedrogi biustonosz D+, w co zaczynałam już bardzo wątpić. Ciekawe, w jaki sposób firmie udaje się uzyskać tak przyjazną cenę, podczas gdy inne mają z tym trudności. Przyznam, że nie mam pojęcia, ile bielizna Lupoline kosztuje stacjonarnie - może tylko firmowy e-sklep może zaoferować tak przyjazne ceny?

 

Galeria

Zapraszam do rzutu okiem na większą liczbę fotek. Lupka nie okazała się niestety zbyt fotogeniczna, dopiero w kontakcie z biustem rozkwita :-)

 

 

Podsumowanie

Co tu dużo mówić, Lupka natchnęła mnie optymizmem. Kolejna z polskich firm zdecydowała się zaopatrywać większe biusty i konstrukcyjnie całkiem nieźle daje sobie radę. Do poprawienia są właściwie detale - takie jak dopasowanie szerokości ramiączek do wielkości miseczki, czy sposób wszycia usztywnień. A cena zaczyna zbliżać się do poziomu, przy którym można zacząć mówić o ostanikowaniu na każdą kieszeń.

Pozytywnie zaskakuje całkiem spory zakres rozmiarowy miseczek. Jeżeli ja mieszczę się w F lub G, to znaczy, że zarówno brytyjskie GG, jak i H, a może nawet HH, mają szansę zmieścić się w Lupkowe H, I czy J. W dziale na duży biust dyskryminuje się jednak węższe obwody - brak nie tylko 65, ale i 70... Choć z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę ścisłość obwodów. Może więc osoby noszące zwykle 70 załapią się na 75?

Jestem nad wyraz ciekawa, jak z trwałością tej bielizny. Mam Lupkę na tyle od niedawna, że trudno mi to ocenić. A może Wy będziecie mogły rzucić nieco światła na sprawę?

Na zakończenie podkreślę raz jeszcze, że firma Lupoline szyje swoją bieliznę w Polsce, czym zresztą słusznie chwali się na opakowaniach wysyłanych towarów. Tym lepiej.

 

Uwaga, promocja!

Promocja jest tym razem naprawdę mega :-) Firma Lupoline zdecydowała się zachęcić nas do wypróbowania swoich produktów 20% rabatem do końca kwietnia! Rabat będzie dostępny w sklepie firmowym na hasło „stanikomania” - do wpisania w koszyku zakupowym - i dotyczy wszystkich produktów, z wyjątkiem działów „Wyprzedaże” „Najtaniej” „II gatunek”. Nie obejmuje jedynie transportu. Jeśli wartość zakupów przekroczy 150 zł, wysyłka pocztą jest gratis. Można więc zaszaleć zakupowo bez większych wyrzutów sumienia ;-)

Jeśli znacie już firmę Lupoline, proszę podzielcie się swoją opinią :-) Jej przedstawiciele, z tego co zauważyłam, chętnie słuchają uwag i sugestii. Miło byłoby kolejną polską firmę przeciągnąć na biuściastą stronę mocy, nieprawdaż? :-)

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...