Wpisy z tagiem: zielono mi!

piątek, 16 stycznia 2015

Przedstawiam Wam mój kolejny nabytek z serii „ostanikuj się w sieciówce”, czyli niejaką Rachel, zakupioną jesienią podczas opisanej wcześniej brafittingowej wizyty w warszawskim sklepie Marks&Spencer na Marszałkowskiej 104/122 (czyli w dawnej Sawie). Jest to sezonowe wcielenie modelu, który miałam okazję wcześniej nabyć w Anglii w wersji czarnej. Ponieważ tamten nosił mi się świetnie, nie mogłam się oprzeć wersji w jednym z moich ulubionych kolorów :-)

Trudno naleźć Rachel w sieciowej wersji Marksa, ponieważ e-sklep nie uwzględnia imiennych nazw modeli (to chyba w ogóle nowy trend w Marksie) i musiałam się do niej pracowicie dokopać przez kolekcję marki Autograph, do której należy (przy okazji obejrzałam sobie inne cudeńka, na przykład taką przejrzystą balkonetkę). Na stronie omawiana wersja petrol nie jest już dostępna, są za to bazowe - czarna (której jestem zadowoloną posiadaczką) i biała. W warszawskich Marksach zaś widziałam ją na wieszakach z przeceną i nie zostało jej już wiele - zatem, jeśli chcecie wydać mniej więcej o połowę mniej niż pierwotna cena 139 zł (nie sprawdziłam dokładnie, żeby się nie denerwować ;), musicie się spieszyć :-) Mam nadzieję, że oprócz sezonówki da się wciąż znaleźć tę bazową czerń w wersji DD-G, przynajmniej na Marszałkowskiej, bo w pozostałych sklepach często nie ma nawet tego, co tam. Mam nadzieję, że obecne zaopatrzenie polskich Marksów w D-plusy to dopiero początek napływu tej obfitej oferty do naszego kraju...

 

Marks&Spencer (Autograph) - Scallop Floral Lace Padded Plunge DD-G Bra (Rachel),  kolor: petrol, rozmiar: 36G  [Rozmiary miseczek: DD-G, obwody: 32-40, cena: 139 zł]

 

Estetyka

Rachel to mój drugi usztywniany nabytek od Marksa, po Rosie w dwóch wcieleniach kolorystycznych. Stylistycznie są one pokrewne, choć w Rosie miałyśmy jedwabną, błyszczącą satynę, a Rachel jest jedwabiu pozbawiona, choć dzianina również lekko lśni. Brak jedwabiu mogę zaakceptować (mniej obawiam się, że się zniszczy :), mniej jednak podoba mi się układ szwów w górnej części miseczek. Chyba wolę pionowe, promieniste układy od poziomych. Przy tym zaznaczam, że szwy mają tu znaczenie wyłącznie ozdobne - Rachel jest bowiem modelem kształtowanym termicznie, o miseczkach tylko z zewnątrz pokrytych dzianiną i koronką.

Atutem Rachel jest oczywiście piękny kolor - ciemna, „iglasta” zieleń, na koronce wpadająca w jaśniejsze, bardziej szmaragdowe tony (zdobyła sobie zaszczytne miejsce w ostatnim wpisie z cyklu zielono mi! :). Jeśli już jesteśmy przy koronce - warto przyjrzeć się jej z bliska, a zobaczymy więcej kolorów :-)

Koronka została bardzo starannie przycięta i rozplanowana na miseczkach. Miło, że są nią zdobione również nasady ramiączek oraz boki. Szkoda natomiast, że nie ma jej z tyłu, tak jak w Rosie :-( Tyły są gładkie, dzianinowe i pod tym względem Rachel robi mniej luksusowe wrażenie od swoich jedwabistych krewniaczek.

Mimo to Rachel wyróżnia się bardzo dużą starannością wykonania i sprawia dużo bardziej luksusowe wrażenie niż opisana w poprzedniej notce pierzasta Juliet. Dzianina jest gładka i delikatna w dotyku, lekko połyskująca, koronka mięciutka, a miseczki wyścielone cudownie przyjemnym dla skóry materiałem. 

Ładne są obciągniete dzianiną ramiączka (w przedniej części - bo tylna to gumka z wytłoczonym logo marki Autograph) i metalowe detale: regulatory, haftki, plakietka z logo - w kolorze różowawego złota. Fantastyczna jest zawieszka-łezka na mostku. Znamy już takie łezki, ta jednak jest dość oryginalna. Z daleka wydawała mi się czarna, po bliższym przyjrzeniu okazało się, że jest półprzejrzysta, ciemnoszmaragdowa. Podobna zawieszka zdobi majteczki.



 

Dopasowanie

W przymierzalni byłam rozczarowana nieco za luźnym obwodem. Dzianina z tyłu jest cienka i dość elastyczna. Brafitterka, z którą rozmawiałam, zwróciła uczciwie na ten fakt uwagę. Mimo to jednak skusiłam się na Rachel i nie żałuję. W noszeniu nie odczuwam, że jest za luźna - zapewne pomaga w tym szeroki, trzyhaftkowy tył i usztywniane miseczki, które ułatwiają podtrzymanie. Miseczki pasują idealnie. Jeszcze raz zaznaczam, że w M&S nie ma rozmiaru FF, a mimo to miseczka G zarówno tutaj, jak i w większości pozostałych nabytków pasuje na mnie idealnie, podobnie jak G z innych brytyjskich marek. 

 

Kształt

Rachela doskonale podnosi biust i nadaje piersiom kształt zaakcentowanych kulek. Podobnie jak Rosie, jest niezbyt niskim plandżem (ma mostek o ok. 1 cm wyższy od Deco i nieco wyżej zabudowane miseczki) o serduszkowatym kształcie dekoltu. Gorsze jest tu jednak zebranie, za co odejmuję punkt, dekolt też nieco na tym cierpi - nie ma tak ładnej dolinki, jak w Rosie.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Do konstrukcji nie mam zastrzeżeń, nie czuję zbyt wysokich miseczek pod pachami, ani innych objawów złej konstrukcji.

Podtrzymanie także jest dobre, choć nie supermocne, ze względu na większą rozciągliwość obwodu, przy czym uspokoję Was, że nie jest jednowarstwowo-satynowy, lecz podszyty siatką, a cienka dzianinka stanowi jedynie warstwę wierzchnią. Pomaga jednak, że tył jest szeroki, z szerokim zapięciem na 3 haftki.

 

 

 

Wygoda

Z przyjemnością stawiam maksa. Rachela jest wygodniczkiem - wszystko jest tu milutkie i mięciutkie, w tym spektakularnie miły w dotyku materiał, którym pokryte jest wnętrze termicznie kształtowanych miseczek. Nic nie kłuje, nic nie drapie, nic nie gniecie, nie wbijają się fiszbiny, brak usztywnień bocznych, które w cielistej Rosie mi doskwierały. Świetny, komfortowy stanik, który zakładam z przyjemnością, zwłaszcza że daje bardzo dobry podnoszący efekt.

 

Do kompletu

Majteczki (kupiłam je w rozmiarze UK14, czyli EUR 42) są bardzo gustowne i wygodne, w całości superprzyjemne w dotyku. Podoba mi się ich wykończenie w górnej części - pas dzianiny i zawieszka, oraz ładna, miękka koronka. Często producenci skąpią nam ozdób na dołach - miło, że tu także mogę się cieszyć szmaragdową łezką. Naprawdę trudno mi było nie kupić tych majteczek, mimo że nie mają mojego ulubionego fasonu (wolę wysokie majtki).

 

 

Cena

Mimo że Rachel była droższa (przed przeceną) od Juliet, uważam jej cenę za dobrą. Moim zdaniem zbliża się klasą do biustonoszy Freya. Mocno zabrzmiało, prawda? :-) Co prawda Rachel kupiłam ze zniżką (w ramach promocji, korzystając z usługi brafittingu mogłam kupić biustonosz 25 zł taniej), ale  zdecydowałabym się wydać na nią pełną cenę, bo zachwyciła mnie już w przymierzalni wygodą i kolorem. No i design tego typu nieczęsto się spotyka w typowych D-plusowych markach, które najczęściej hołdują schematowi nadruczek+hafcik ;-)  

 

Galeria

Rachel w różnych ujęciach i zbliżeniach. Okazała się dość fotogeniczna, więc nie żałowałam jej zdjęć, mimo zimowych warunków oświetleniowych ;) (na szczęście miałam do dyspozycji trochę słońca i dwie ultramocne żarówki).

 

 

Podsumowanie

Oby tak dalej, drogi (na szczęście niezbyt drogi ;) Marksie&Spencerze. Wygodny i elegancki sztywny plandż dla D+, w cenie nie powodującej bankructwa, komfortowo przymierzony i nabyty stacjonarnie, to na naszym rynku gratka. Z zakupu jestem bardzo zadowolona i niewykluczone, że skuszę się jeszcze kiedys na Rachelę, jeśli nasz polski oddział Marksa zdecyduje się zaoferować nam kolejny ciekawy kolor - na przykład czerwony czy fioletowy. Bo czarny już mam, a bieli nie kocham. Czekam więc na kolejny sezon!

Ciekawa jestem, czy któraś z Was też miała okazję docenić ten model?

czwartek, 02 października 2014

Ostatnio jedna z wiernych czytelniczek przypomniała mi na forum o tym, jak to kiedyś domagałyśmy się chóralnie bielizny w kolorze zielonym :-) I jak okazało się, że dla każdej z nas ten wymarzony odcień zieleni jest inny... Powiem szczerze, że sama nie jestem zbyt wybredna pod tym względem. Lubię większość zieleni, w tym także barwy tylko w zieleń wpadające - choć im bardziej zielone, tym oczywiście lepiej. Ostatecznie nie chodzi tu ani o żółty, ani o niebieski - lecz zielony.

Praktyka jednak wciąż pokazuje, że na trawiaste zielenie nie mamy co liczyć. Producenci ważają ten kolor za nietwarzowy i być może faktycznie wiedzą z doświadczenia, że nie sprzedałby się zbyt dobrze. Tak czy owak sądzę, że wiele miłośniczek zieleni ma w tym sezonie w czym wybierać. Oto więc mały zielony przegląd!

Jeszcze tylko przypomnę Wam, że klikając w taga zielono mi! znajdziecie cykl recenzji zielonych staników (już kolejny czeka w kolejce!), a wszystkie notki, w których przewijają się zielenie, oczywiście pod tagiem zielony :-)

 

Trawniczek Bravissimo

Brytyjski sklep Bravissimo znają chyba wszystkie prawdziwe stanikomaniaczki. Bravissimo oprócz tego, że sprzedaje wybrane modele biuściastych marek, ma jeszcze własną markę bielizny, która zwie się po prostu Bravissimo. Ponieważ poza sklepami tej sieci nie da się owej marki kupić, postrzegam te produkty jako rarytasy i patrzę na nie coraz łakomiej, mam bowiem wrażenie, że jakość ostatnio wzrosła.

Rzadko się pisze i mówi w Polsce o Bravissimo, ze względu na ograniczoną dostępność tej marki - w porównaniu z innymi. W końcu Panaszki czy Frejki możemy kupić już w tak wielu polskich sklepach, nie tylko internetowych, ale i stacjonarnych. Bravissimo zaś, jako że dostępne tylko na Wyspach (i oczywiście internetowo) w naszym kraju się nie promuje i w związku z tym pozostało marką dla prawdziwych maniaczek :-) I niesłusznie - myślę, że stanikowy ruch powinien o niej pamiętać. Mówią, że dla J+ wciąż nie ma niczego lepszego konstrukcyjnie od Bravissimo.

A oto, do czego wzdycham najgłośniej - kwitnąca wiśnia :-)

Cherry Blossom to nowość tego sezonu, dostępna w rozmiarach 28 F-J oraz 30-38 DD-K. Skądinąd wiadomo, że Bravissimo potrafi zaoferować bardzo dobre konstrukcje w miseczkach GG+ (mocne, nie odkształcające się fiszbiny, nieprzesadnie zabudowane miseczki), być może więc warto zainwestować czasem w tę markę, zamiast np. podobnej stylistycznie Frei, gdzie z konstrukcjami wciąż bywa różnie. Nadruk oczywiście nawiązuje do japońszczyzny, natomiast trochę nie wiem, co myśleć o hafcie - niezbyt dobrze go widać i z daleka sprawia wrażenie z lekka bylejakie. Może jednak dla takiego wesołego odcienia warto zaryzykować?

Ortodoksyjne fanki zieleni być może parskną z pogardą na widok Betsy Bow. Jest to bowiem bardzo blada mięta, w naturze może nawet bledsza, niż na fotce. Ja jednak widzę zieleń. Do tego stopnia, że Betsy Bow sobie kupiłam i to właśnie dzięki niemu zyskałam przekonanie, że Bravissimo jakościowo pnie się w górę :-)

Drugi kolor tego zestawu to brąz wpadający w grafit, czy też grafit wpadający w brąz. Moja dusza jednak widzi tu czekoladę i miętę, zestaw, który lubię w wydaniu zarówno kolorystycznym, jak i smakowym. I wybaczyłam mu groszki -  to wiele znaczy! :-) Haft tym razem mnie urzekł i oprócz koloru stanowił główny magnes. Te kokardki są świetne i nigdzie jeszcze takich nie widziałam.

Niestety Betsy Bow już trochę się wyprzedał, braki widać zwłaszcza wśród G+. Rozmiary (już nie wszystkie dostępne): 28 F-J oraz 30-38 DD-K.

 

Sweet Medley - kolejny Bravissimowy cukiereczek, niestety już prawie całkiem wyprzedany. Godny uwagi przede wszystkim dlatego, że jest miękkim plandżem! Ten rzadki gatunek zawsze mnie intryguje - tak trudno znaleźć jego przedstawiciela, który naprawdę dobrze leży. Niestety Sweet Medley już nie wypróbuję. Zestaw kolorów - limonka czy też pistacja plus fuksja czy róż - jest bardzo popularny, dość wspomnieć limonkową Portię by Curvy Kate czy pewne historyczne już modele Frei. Oraz... ale o tym za chwilę :-)

 

I na koniec jeszcze jeden plandż, tym razem usztywniany, w sensacyjnej rozmiarówce DD-J! Recenzje w sklepie są bardzo pozytywne, w tym także od nosicielek tej największej w tym modelu miseczki. To bardzo pozytywnie mnie nastraja do Bravissimowskich plandży - po balkonetce Betsy Bow przyjdzie chyba czas na któregoś z nich (hmm, może Bohemia? :-) Jeślu zaś chodzi o design - nie wiem, czy Wild At Heart bardziej kojarzy mi się z Freyą czy Cleo (swoją drogą, marka Bravissimo mogłaby się pokusić o nieco bardziej indywidualny styl!), kojarzy mi się też trochę zbyt cukierkowo-młodzieżowo, ale zieleń jest, i to też się liczy :-)

Rozmiary: 28-38 DD-J

 

Limonkowce

Wspomniane wyżej plandżyki Sweet Medley i Wild At Heart też zapewne należałoby zaliczyć do tendencji limonkowej :-) Chodzi o te wszystkie jasne, blade zielenie o żywszych, cieplejszych tonach. Niekiedy limony wpadają w neony, jak na przykład Kali by Cleo.

Ten model na zdjęciach producenta wygląda na bardziej żółty, niż jest w rzeczywistości. Moje zdjęcie, choć zdecydowanie mniej profesjonalne, lepiej oddaje jego kolor, choć też nie idealnie. Neony są bardzo kapryśne pod tym względem...

Uwagę zwraca ciekawy zestaw akcentów - fuksjowe-amarantowe serduszko i pomarańczowa kokardka. No i serduszka... Kali był moim musisztomieciem, niestety po przymiarce utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że modele typu bandless ("wiszące fiszbiny") z Cleo są nie dla mnie - jest mi w nich niewygodnie. Krój ten oparty jest na znanej wszystkim miłośniczkom Cleo Lucy. Rozmiarówka: 28-38 D-J.

 

Co ciekawe - i znowu powracamy do Bravissimo - firma Panache stworzyła także limonkową Lucy, jako wersję limitowaną dla tej sieci. Co prawda kolor i tak już się praktycznie wyprzedał, więc może nie ma już sensu rozpaczać, ale... nie można było zamiast Lucy wyprodukować limonkowej Marcie? Nie wszystkie miłośniczki świeżej kwaśnej zieleni lubią krój Lucy :-(



 O marce Tutti Rouge dowiedziałam się od blogerek piszących po angielsku. Marka ta jest jeszcze młoda i w Polsce praktycznie nieznana. Pierwszy sklep, w którym ją zauważyłam, to Bravissimo, z którego pochodzi powyższa fotka. Do Figleaves jeszcze nie zdążyła zawitać, w Bravissimo zaledwie 3 modele - oferta online jest raczej skąpa. Żeby przetestować coś więcej udałabym się chyba do Asos Marketplace...

Wracając jednak do powyższej ślicznotki imieniem Fifi - oprócz limonkowego koloru, miłej przejrzystości i rzadko spotykanej falbanki interesujący jest krój - toż to pionowy krój halfowaty, marzenie biuściastych, w wydaniu miękkim i do miseczki JOT! Buzz na blogach marka miała doskonały, ale ja jak zwykle, nie uwierzę, póki nie założę - więc opinii o Tutti Rouge na razie jeszcze nie wydam.

Rozmiarówka: 28-38 DD-J.

 

Sosny nad morzem

Spośród tonacji zbliżonych do zielonego, wszelkich turkusów i szmaragdów zawsze było najwięcej. Uwielbiam takie odcienie, jednak nie rzucam się już z okrzykiem na każdego z ich przedstawicieli i w związku z tym wybiorę tylko niektórych :)

Zacznę od mojego nowego nabytku, o którym pisałam niedawno w notce o brafittingu w M&S. Rachel, którą wreszcie udało mi się zlokalizować w internetowym M&S (a którą można kupić stacjonarnie w Warszawie) jest termicznie modelowanym, niezbyt niskim plandżem, ozdobionym dzianiną z dekoracyjnymi przeszyciami (udają trochę plisowanie) i ładną koronką, w której wyróżniają się trochę jaśniejsze tony. Kolor jest bardzo ciemny i chłodny, ale zdecydowanie zielony, moim zdaniem doskonały na jesień i zimę.

Niestety największa miseczka dostępna w tym modelu to G, a najmniejszy obwód to 32 (jeśli wierzyć sklepowi internetowemu).

 

Z jaśniejszych odcieni - gdzie niegdzie można jeszcze dostać Freyowe Deco Honey w kolorze Jade z poprzedniego sezonu jesiennego. Deco, jakie jest, każdy widzi :-) Ale ten kolor... Swoją drogą, katalog na jesień 2013 był naprawdę fajny. Rozmiary D-GG.

 

Warto też moim zdaniem wspomnieć o kilku modelach marki Fauve, które co prawda już schodzą ze sceny (podobnie, jak i sama marka), ale zapisały się w jej historii pięknie zielonymi zgłoskami ;-) Zacznę od mojej ulubionej Chloe w kolorze zwanym co prawda peacock blue, ale moje oko zdecydowanie widzi tu peacock green:

Chloe, którą mam w dwóch kolorach, jest jednym z moich ulubionych staników i należy jej się zdecydowanie dłuższa recenzja :) Zastanawiam się, czy nie polować na kolejne kolory - skoro niebawem ma nas opuścić.

 

Agnes początkowo bardziej skradła moje serce w wersji miękko-balkonetkowej, w końcu jednak skusiłam się na half-cupa. W moim 36G okazała się na mnie jednak za duża (ktosia może ma ochotę korzystnie odkupić? :-). Zieleń jest tu raczej zimna i miętowa, ale w zestawieniu z czernią całość nabiera jakiegoś takiego sosnowego charakteru :-) Jeśli niepokoiły Was te czarne draperie u dołu miseczek - w produkcji z nich najwyraźniej zrezygnowano, w każdym razie moja Agnieszka ich nie posiada i nie ujmuje jej to wcale urody.

Agnes halfowa niestety tylko do G, za to balkonetka jest łaskawsza - "aż" do GG...

 

Przeskoczę teraz na nasze, polskie podwórko, gdzie szmaragd na aktualną jesień serwuje nam m.in. Dalia. Roisin występuje w kilku krojach, w tym znanych z szerokiej rozmiarówki półusztywnianym K-24 oraz miękkim K-26. Ten pierwszy, prawdę mówiąc, już mi się znudził, z większym zainteresowaniem patrzę na ten drugi, zwłaszcza że jego przedstawicielkę, i to właśnie zieloną (pistacjową Patricię) już raz testowałam. Rozmiary w Dalii są oczywiście inne niż brytyjskie, ale przypuszczam, że na moje brytyjskie 36G obecnie dobrym wyborem może być 80H. Nową kolekcję można kupić w internetowym sklepie firmowym (gdzie nadal nie można zalinkować do pojedynczego produktu i wciąż wygląda on archaicznie, a jakość zdjęć jest przedpotopowa - Dalio, odśwież e-sklep!). Poza tym wersję K-26 znalazłam w bardzo niewielu miejscach, jednym z nich jest Szyfoniera.

Rozmiary Roisin K-26: 65-70 D-K, 75 C-K, 80 C-J, 85 C-I, 90 C-F.

 

Zielony Comexim

Postanowiłam i tę markę wyróżnić osobnym tytułem, ponieważ ostatnio proponuje coraz ciekawsze wzory. Marzę tylko (oprócz dalszego poszerzenia rozmiarówki) o tym, by... zmieniła nazwę! Na jakąś mniej osadzoną w nazewniczym klimacie PRLu... Piszę o tym dopiero teraz, bo dotąd jakoś głupio było mi krytykować markę za jej nazwę, poza tym jest to marka dla polskich biuściastych zasłużona. Minęło już jednak tyle lat... Comeximie, czas na wizerunkowy lifting!

Jedną najbardziej intrygujących propozycji w zielonych rejonach barwnych jest Carnival. To znowu morski odcień. Nie miałam jeszcze do czynienia z half-cupami by Comexim (jedynie z usztywnianym plandżem i stanikiem miękkim, zresztą też zielonym :), i nie jestem pewna, czy będę, bo nie wiem, czy dam radę zmieścić się w 80H (czy ktosia mogłaby podzielić się doświadczeniami o obecnej rozmiarówce Comeximów?). Jest to ostatnia miseczka w 80-kach, w węższych obwodach zakres sięga np. L w 60, K w 65. Czemu Carnival nie dorobił się w sklepie zdjęcia na modelce - nie wiem. Wzorniczo kojarzy mi się trochę z Ewą Michalak, trochę z Fauve.

 

Daphne („Dafhne” to chyba literówka?) możemy już podziwiać nabiustnie :-) To już drugi half-cup w zielonej tonacji tej marki. Rozmiarówka jest niestety skromniejsza niż Carnivalu, sięga do J w 65, do G w 80. Przypominam, że nie są to rozmiary brytyjskie. Tabela rozmiarów marki Comexim różni się znacznie od tej by UK :)

 

Najbardziej obiecująca z mojego rozmiarowego punktu widzenia jest miętówka, zwana, a jakże, Mint :-) Pewnie dlatego, że to „stary dobry” comeximowski plandż, krój już nieco zasłużony i długo rozwijany. W moim 80 sięga aż do J, a może warto byłoby wypróbować też 85 - nie znam ściśliwości dzisiejszych Comeximów. Mam też nadzieję, że od czasów, gdy testowałam plandża Palomę, poprawiła się jakość materiałów i wykonania, tam bowiem trochę na nią narzekałam... Na zdjęciu wygląda interesująco, choć jest ono nieco nieostre, a kolor może być przekłamany.

 

Melissa

Zanim zakończę zielony przegląd - przypomnę o jeszcze jednej polskiej marce i jej zielonej propozycji, którą wymieniałam już trzy lata temu w podobnej przeglądowej notce i która nadal jest w sprzedaży :-) Chodzi o Melissę i jej model 0059. W rozmiarach 60 i 65 sięga miseczki K, w moim 80 - J, według oczywiście własnej rozmiarówki. Może to nie do wiary, ale o tej pory nie miałam jeszcze ani jednego biustonosza tej marki. Troszkę zniechęca mnie „obiciowy” design tego biustonosza (i zdjęcia na manekinach... ech), ale trzeba przyznać, że ostatnio pojawiło się kilka ciekawszych wzorów, jak np. ten.

 

Zieleniomaniaczki - czy są zadowolone?

A teraz czekam na Was - czy te z Was, które wcześniej poszukiwały zielonego stanika, już zdążyły się zaopatrzyć w szmaragd, miętę, oliwkę czy też limonkę marzeń? :-) Czy też dalej szukacie swojej zieleni, bo ten ulubiony odcień wciąż jest na rynku nieobecny? A może są wśród z Was takie, które wcześniej za zielenią nie przepadały, a przekonały się do niej niedawno?

Mam świadomość, że powyżej nie udało mi się pokazać wszystkich dostępnych na rynku zieleni - dorzucajcie więc śmiało Wasze propozycje :-)

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...