Wpisy z tagiem: DimitySO

czwartek, 07 października 2010

Przeglądając tutejsze zapowiedzi kolekcji D-plusowych tudzież kolejne newsy o wprowadzeniu tego czy innego modelu z kolekcji jesiennej trudno się oprzeć wrażeniu, że kręcimy się wciąż w tym samym kółku kilku najpopularniejszych marek. Zaczyna trochę wiać nudą - poszerza się co prawda oferta rozmiarowa, ale poza tym można dojść do wniosku, że wszystko już było. Ciągle te same balkonetki, podobne half-cupy, podobne materiały i wzory. Innowacje są nieliczne i ostrożnie wprowadzane, o co trudno mieć pretensję do producentów. Tych jest wciąż niewielu, więc przyzwyczajamy się do ich propozycji i kolejne kolekcje nawet dla stanikomaniaczek nie są już tak intrygujące, jak bywało. Potrzebny nam jakiś, hm, powiew świeżości! Dlatego postanowiłam regularnie, w miarę możliwości, sięgać do nowych czy też nieznanych w Polsce marek, takich jak DimitySO, którą Wam przedstawiłam przed dwoma miesiącami. Na początek zapoznałam się z jej satynowo-kwiecistym przedstawicielem:


DimitySO - Vivid Light, rozmiar: 36G [Rozmiary miseczek: D-G, obwody: 30-38, cena: £32]


Estetyka

Wzorzysta satyna i fiolet zaliczają się do tego, co kasice lubią najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy się okazało, że Vivid Light estetycznie i jakościowo staje na wysokości zadania. Kolory w części kwiecistej są, jak nazwa wskazuje, świetliste i żywe dzięki subtelnemu połyskowi, a chłodny fiolet - należycie fioletowy, choć zdjęcia w świetle dziennym wydobywają z niego niebieskie nuty. Budzący dalekowschodnie skojarzenia nadruk ma precyzyjne kontury.

Dużym atutem są pokryte gładką satyną ramiączka - nie przesadzono z szerokością (16 mm), a taśmy znajdujące się wewnątrz satynowego „pokrowca” nie zamieniają się na ramionach w mało estetyczne sznurki. Satyna jest gęsta i sprawia wrażenie mocnej, a całość została uszyta bardzo starannie, bez jakichkolwiek niedoróbek. Vivid Light to produkt solidny i elegancki -widać, że producent naprawdę się przyłożył.

Zaskoczyło mnie pewne designerskie dziwactwo, przez które o mało nie zaczęłam pakować Vivida na wymianę. Otóż jeden z zaczepów ramiączek z tyłu jest, zamiast fioletowego, biały. Uważnie obejrzałam zdjęcie sklepowe - i tam też znalazłam białą tasiemkę! Był to zatem zabieg celowy, nie jestem jednak pewna, czy się udał, biorąc pod uwagę moją pierwszą reakcję („Uuu, taki błąd w staniku za 30 funtów?”)... Potem jednak przypomniałam sobie nazwę innego modelu tej samej marki - Ribbon Thief (na zalinkowanej fotce to ten po prawej), czyli złodziej wstążeczek. Czyżby to ten sam złodziej grasował w fabryce i przywłaszczył sobie połowę fioletowych tasiemek? :-) Dziwactwa mają swój urok, ale chyba bardziej mi się podobała asymetria w wydaniu właśnie Ribbon Thief - ozdoba umieszczona w taki sposób, że nikt nie ma wątpliwości, że to przemyślany detal.

Cieszyłam się na detal konstrukcji mostka - końcówki fiszbin nie są połączone u samej góry, co tworzy prześwit. Szczegół ten jednak ginie po założeniu stanika - końce fiszbin między piersiami się po prostu stykają. Ładnie za to prezentuje się dolna część mostka z krzyżującymi się szwami (od wewnątrz mamy krzyżujące się taśmy). Dzięki temu u dołu tworzy się wycięcie w szpic i dół biustonosza przypomina odwrócone serce.


Dopasowanie

Vivid trochę zaskoczył mnie ciasnym obwodem. Uważam to jednak za zaletę - w końcu powinno się dążyć do realnych rozmiarów, nie wymagających przesadnego zaniżania. W tym modelu na pewno nie powinnam próbować rozmiaru 34 - zdecydowanie należy do „ściśliwców”.

Miseczki pasują idealnie i moim zdaniem mieszczą się w brytyjskiej normie.


Kształt

„No, tu jest gorzej”, że zacytuję Shreka. Tragedii nie ma, ale do zachwytu daleko. Modelowanie biustu w Vividzie jest, powiedzmy, dyskretne. Uniesienie biustu spełnia minimalne wymagania, to jest, pierś nie zwisa, ale też i linia dolnego profilu od podstawy słabo wznosi się ku górze - trochę podobnie, jak w recenzowanym ostatnio modelu Comeximu (Jade vel Kiwi Sorbet :-) Pod ubraniem biust sprawia trochę przyciężkie wrażenie - powodem, w większym stopniu niż nieznaczne uniesienie, jest słabe zebranie z boków. Piersi nie rozchodzą się, ale też i nie są dobrze zebrane. Przybierają kształt łagodnie półkulisty, bez żadnych akcentów.


Konstrukcja i podtrzymanie

Obawiałam się tego kroju miseczek - częściowo słusznie, bo nie radzą sobie zbyt dobrze z modelowaniem biustu. Od spodu znajduje się zrobiony z mocnej siatki element typu side-support, jednak nie czyni on cudów. Boki tuż za miseczkami niestety uwierają w pachy. Plusem jest niskie zabudowanie samych miseczek - mostek jest wprawdzie dość wysoki, ale górna część piersi pozostaje odkryta.

Mały mankament estetyczny: szew łączący górną część miseczki z dolną biegnie poziomo w tej części, gdzie jest doszyte ramiączko. Gdy ramiączko ciągnie miseczkę w górę, szew traci linię, co nie wygląda zbyt dobrze - efekt ten widać na sklepowej fotce.

Gdyby nie krój miseczek, postawiłabym wysoką ocenę ze względu na obwód - szeroki, podtrzymujący (satyna podszyta jest od spodu mocną siatką), z bocznymi usztywnieniami. Biust trzyma się w Vividzie przyzwoicie.


Wygoda

Z początku było mi w Vividzie zbyt ciasno, ale z czasem odrobinę się naciągnął. Niestety drapią zakończenia tunelików fiszbin pod pachami i za to odejmuję punkty. Druty na szczęście są krótsze od tunelików, w przeciwnym razie zapewne uwierałyby bardziej. „Języczek” pod zapięciem jest zbyt krótki, mimo to haftki nie gniotą.

Plus za ramiączka - są co prawda zrobione z dwóch części, ale są one ze sobą gładko zszyte bez pośrednictwa tych nieszczęsnych kółek, które tak często uwierają mnie w ramiona. Takie rozwiązanie mogłoby być stosowane zawsze.


Cena

Trudna ocena. Z jednej strony Vivid ma sporo wad, z drugiej - jest naprawdę wielkiej urody biustonoszem, z dobrych materiałów i starannie wykonanym - widać, że nikt na jakości nie oszczędzał. A po przeliczeniu waluty kosztuje około 150 zł, co w porównaniu z cenami podobnej jakości staników w Polsce wypada moim zdaniem korzystnie. Dlatego postanowiłam cenę pochwalić.

 


Podsumowanie

Jak widzicie, mimo zastrzeżeń, które mam do konstrukcji Vivid Lighta, nie zwróciłam go. Jestem zachwycona jego wyglądem - efektownym, choć nie efekciarskim. To naprawdę elegancki kawałek bielizny :-) Zaspokoił moją potrzebę odmiany, po tylu podobnie skrojonych i zaprojektowanych modelach, a także tęsknotę za efektownymi nadrukami na satynie. Nie wykluczam też, że w mniejszych rozmiarach (mój - 36G - jest jednym z największych dostępnych) jego krój sprawdza się lepiej niż w moim. Na pewno będę jeszcze próbowała testować markę DimitySO.

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...