Wpisy z tagiem: Nipplex

czwartek, 19 lutego 2015

Jako przerwa od efektownych kusidełek - coś bardziej codziennego :-) Nipplex to jedna z tych polskich marek, których nazwę kojarzę już od lat, a które uparcie pozostawały dla mnie „pod kreską” jeśli chodzi o rozmiarówkę. „Kreska” to mój rozmiar, czyli angielskie 36G, a w polskich markach czasem 80H, a czasem co innego. Rozmiar to iście pechowy. Miseczka, no może dwie mniej - i już załapałabym się i na Ewę Bien, i na Allesa, i jeszcze pewnie na parę marek. Pech ów jest tym bardziej przeze mnie odczuwalny, że oferta polskich firm ostatnio pomału rośnie, nie tylko rozmiarowo, ale też i jakościowo. Dziś, w dobie zwyżki kursu funta, bielizna PL ma dla nas tym większy urok...

Wróćmy jednak do Nipplexa. Na widok tej nazwy zawsze się uśmiechałam - nipple to po angielsku sutek :-) Spoważniałam wobec Nipplexa dopiero na targach Salon Bielizny, gdzie trafił w moje ręce model, który zaraz opiszę. Przy okazji też okazało się, że Nipplex to sympatyczna firma rodzinna, którą tworzy mama i trzech synów (być może Nipplexowa rodzina jest liczniejsza, ale ja miałam przyjemność poznać jedynie tych jej członków). Zabawnie było odbyć taki dialog: „- Rozmawiałam z pana kolegą na stoisku... - A, to z moim bratem! O, a to też mój brat!” :-)). Warto też odnotować, że bielizna Nipplex szyta jest w Polsce. Jest więc swojsko, lokalnie i tym fajniej, że Anna okazała się zupełnie niezłym produktem.

 

Anna - gwiazda Salonu Bielizny - w ręku jednego z Nipplex Brothers ;-)

 

Nipplex - Anna BIG, kolor: beżowy, rozmiar: 80H [Rozmiary dostępne w sklepie firmowym: 65 G-K, 70 F-K, 75 D-J, 80 C-I, 85 B-H, 90 C-G, cena: 99,90 zł - uwaga zniżka, info na końcu! :-)]

 

Estetyka

- (cztery z minusem :-)

Jak widać, Anna to typowy gładki nudziarz, określany też podobno „biustnoszem korporacyjnym” (korpostanik?) :-) Coś niecoś jednak można o jej urodzie powiedzieć. Ma naprawdę przyjemny, jasny odcień beżu, nie sprawiający wrażenia brudnego. Została wykończona gładko, oszczędnie, ale niebrzydko. Nie krępuję się jej w przebieralni fitness-klubu ;) Kanaliki fiszbin z zewnątrz obszyto satynową lśniącą taśmą, co stanowi główny ozdobny akcent. Lekki połysk mają też wszystkie lamówki oraz ramiączka. Do tego małe kokardki (mniejsze niż na zdjęciu katalogowym) - i to wszystko.

Anna kojarzy mi się z czymś w rodzaju szkieletu stanika :-) Trochę podobnie, jak panaszowska Idina. Takie jakby rusztowanie, na którym dopiero można by coś interesującego zawiesić. Ale nie takie jest jego zadanie. Ma znikać, i rzeczywiście - znika.

Miseczki to „goła”, bez dodatkowego pokrycia pianka typu spacer foam, o ile dobrze rozpoznaję. Czyli coś miększego od Freyowskiego Deco, jednak w tym przypadku twardszego - mam wrażenie - od Rebeki marki Fantasie. Trochę swoją surowością przypomina dawne modele Ewy Michalak, gdzie sztywne piankowe miseczki były zdobione jedynie lamówkami na szwach, choć oczywiście jest w zupełnie innym stylu. Anna to kwintesencja codzienności, bez aspektów kusidełkowych.

Jakość materiałów jest nadspodziewanie dobra. Solidnością chyba jednak nie dorównuje Deco... Po kilku tygodniach noszenia i paru praniach niby nie stało się nic poważnego, ale: w dwóch miejscach, z tyłu, zaciągnęła się dzianina w pobliżu szwu, a miseczki po pewnym czasie zaczęły się lekko marszczyć z wierzchu, na szczęście pod ubraniem nie jest to zupełnie widoczne.

Nawiasem mówiąc, dzianina tyłu jest przyzwoita i dobrze pracująca, żadne tam ultra rozciągliwe niewiadomoco, w czym niestety wielu producentów PL wciąż się lubuje. Zapięcie również jest dobrej jakości i nie odkształca się.

 

Dopasowanie

Jeśli miałabym oceniać zgodność Anny z tabelą rozmiarową Nipplexu, to nie byłaby ona wysoka. Wedle tej tabeli mój rozmiar wypada bowiem poza tabelą - w hipotetycznym rozmiarze 80J. Nawiasem mówiąc, tabela rozmiarów jest nieaktualna - Anna dochodzi bowiem do miseczki K (choć nie we wszystkich obwodach), a tabela na H się kończy. Z oceną dopasowania w markach PL mam wieczny problem, brakuje mi bowiem punktu odniesienia. Najczęściej w markach nie-brytyjskich (francuska Chantelle, czy od niedawna testowana przeze mnie niemiecka Ulla) pasuje na mnie miseczka H, co jest sprzeczne z większością tabel rozmiarów EU, jakie widziałam w sieci. Albo rozmiary EU to tak naprawdę od początku do końca fikcja, albo to vanity sizing doprowadził do sytuacji, że podczas gdy z tabeli wynika miseczka J, w rzeczywistości pasuje H. Może więc powinnam ostatecznie przyjąć za swój punkt odniesienia rozmiar 80H? Jeśli tak, to Anna wpasowuje się świetnie i mogę postawić jej piątkę.


Co do obwodu - 80 jest komfortowe, nie za luźne, po prostu dobrze dopasowane.

 

Kształt

Anna nie jest plandżem i nie robi cudów w dekolcie - leży jak balkonetka. Pod tym względem jest to coś raczej dla amatorek Rebeki niż Deco. To jednak nie full-cup i na jakiś dekolt pozwala. Podnosi dobrze, ale nie spektakularnie, zbiera dobrze i daje okrągły kształt. Miseczki mają kształt raczej zamykający, co może u niektórych grozić wcinaniem się krawędzi, u mnie tego na szczęście nie ma.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Nie mam zastrzeżeń. Miseczki mają dobry kształt, nic nie wpija mi się w pachy. Fiszbiny są raczej wąskie, ale jeszcze dają u mnie radę. Są również krótkie z boków, co na pewno spodoba się tym z nas, które narzekają na zbyt wysokie fiszbiny pod pachami. 

Pas obwodowy podtrzymuje bardzo dobrze, zapięcie jest trzyhaftkowe, a dzianina dobrze pracująca - czyli recepta na dobry support w moim rozmiarze. Duży szacun dla Nipplexu za docenienie roli dobrze pracującej dzianiny obwodowej. O co chodzi z tymi obwodami - ciekawie ostatnio opisały noszebiustonosze.pl :-)

 

Wygoda

Nie mogę doszukać się żadnych wad. Nic nie gryzie, nie uwiera ani nie swędzi. Można się zaprzyjaźnić z Anną na co dzień.


 

Cena

Jeśli porównywać z Freyowskim Deco, to jest super - zamiast dwóch stówek, za Annę zapłacimy jedną. To duża różnica. Choć szczerze mówiąc, za model tak podstawowy, w którym nie ma nic oprócz zwykłej pianki i dzianiny (owszem dobrej) - zastanawiałabym się, czy zapłacić tyle. Wolałabym np. 80 zł :-) Nie wiem, ile czasu przetrwa Anna, ale nie wygląda na szczególnie heavy duty produkt. Konkludując, stawiam czwórę.

 

 

Galeria

Anna w wielu ujęciach - nie jest to może designerska uczta dla oczu, ale warto przyjrzeć się szczegółom wykonania.

 

 

Podsumowanie

Bardzo żałuję, że oferta Nipplexu objęła mój rozmiar dopiero w tym jednym modelu. Pozostałe staniki dochodzą w rozmiarze 80 maksymalnie do miseczki G, która, jak sprawdziłam, jest na mnie wyraźnie za mała. Te o największych zakresach miseczkowych mają w nazwie dodane słowo BIG - trochę się już odzwyczaiłam od takich nazewniczych pomysłów :-) BIG-i znajdziemy w firmowym sklepie w kategorii „na duży biust”. Większość z nich jest usztywniana, wypatrzyłam jednego semisofta. Najciekawsza jest moim zdaniem szmaragdowa Rafaela, która oczywiście również jest na mnie za mała :-( Wszystkie ceny na poziomie dwucyfrowym!


Może więc tym bardziej należy podziwiać firmę za odwagę wkroczenia na nowe terytoria i to z bardzo potrzebnym bazowym produktem. Jak dotąd, polskie marki nie oferowały klientkom bezszwowych formowców w szerokim zakresie rozmiarów. Wyjątkiem, i to też od niedawna jest Kris Line i jego konstrukcja „deco plunge” - która zapowiada się atrakcyjnie, dekoplandż Krisowy kosztuje jednak już około 150 zł. Nie wiem jednak, czy szykuje się takowy w kolekcji bazowej. Anna może być więc spełnieniem naszego postulatu dotyczącego stworzenia maksymalnie przystępnej cenowo bazówki D+, tak by jak najwięcej z nas mogło wyposażyć swoją bra-szufladę w pasujące rozmiary.

 

Uwaga, promocja!

Tradycyjnie - kolejna firma wychodzi nam naprzeciw, proponując 10% zniżki stanikomaniackiej. Model Anna kupicie 10% taniej na kod „stanikomania” - od dziś do końca lutego :-)

A czy Wy znacie już firmę Nipplex „nabiustnie”? Jakie macie wrażenia z użytkowania staników tej marki?

 

czwartek, 23 października 2014

Jak już wiecie, w zeszłą sobotę wybrałam się na tytułową imprezę do Łodzi. Od razu zwierzę się Wam, że do miasta dotarłam już rankiem poprzedniego dnia (na szczęście ze stolicy mam bardzo blisko - dojazd autostradą A2 był przyjemniejszy niż się spodziewałam) i przystąpiłam do eksploracji łódzkiego rynku bieliźnianego. Odwiedziłam jedną firmę produkcyjną i trzy sklepy, z których z jednym byłam wcześniej umówiona, a pozostałe dwa to był czysty spontan :-)

Wyjechałam z miłym poczuciem niedosytu i nadzieją na kolejną stanikomaniacką wycieczkę do tego miasta. Jest to bowiem ważne miejsce na bieliźniarskiej mapie Polski (obok Białegostoku) - oprócz słynnej Ewy Michalak mieszczą się tam takie firmy, jak Kris Line, Alles (obie z Głowna w pobliżu Łodzi), Gorsenia, Comexim... Wrażenia z innych łódzkich miejsc skrupulatnie Wam przedstawię w kolejnych notkach.

Polski Salon de la Lingerie (podobieństwo nazwy do tej prestiżowej paryskiej imprezy od razu rzuciło mi się w oczy ;-) odbył się w tym roku po raz pierwszy. Można oczywiście zarzucić imprezie, że zabrakło na niej wielu polskich firm. Z tego, co udało mi się dowiedzieć od organizatorów, niektórzy producenci po prostu nie byli zainteresowani udziałem. Mam jednak nadzieję, że po nagłośnieniu medialnym to się zmieni i kolejne edycje będą bardziej tłumne. Organizatorom udało się nadać przedsięwzięciu całkiem niezłą oprawę, zaczynając od lokalizacji w nowoczesnym Centrum Promocji Mody przy łódzkiej ASP, kończąc na organizacji pokazu i ciekawym doborze tematów prelekcji. Tylko przestrzeń wystawowa mogłaby być bardziej wypełniona...

Co zaś najważniejsze dla nas, stanikomaniaczek - na imprezie wyraźnie obecny był silny duch brafittingu! ;-) Duża w tym zasługa ciekawych warsztatów brafittingowych i wielkiego zainteresowania, jakie wzbudziły, a także oferty samych producentów, w której D-plusy stanowiły istotny segment. Być może nam, zblazowanym użytkowniczkom staników z całego świata, wyda się on wciąż mało imponujący. Jeśli jednak uświadomimy sobie, ile zmieniło się w tej dziedzinie w ciągu ostatnich kilku lat - myślę, że jest już czego gratulować zarówno producentom, jak i sklepom, choć ze świadomością, że droga przed nami jeszcze długa.

Rzecz jasna, największą uwagę skupiłam na tych firmach, które oferowały największe zakresy rozmiarów oraz... były najbardziej otwarte na dialog. Zaczynam od najlepszych :-)

 

Ava - kolory na lato i Freyowe ramiączka

W stronę stoiska Avy udałam się w drugiej kolejności (bo pierwsza była firma Lupoline, o której za chwilę :-) - szukałam go wzrokiem już od wejścia, firma ta bowiem ostatnio mnie mocno zaciekawiła i śmiem twierdzić, że to jedna z najciekawszych marek D+ na rynku polskim (zauważyłyście? Nazwałam ją „marką D+!” ;-). Rozmiary w Avie sięgają miseczki J, co przekłada się na ok. HH w rozmiarówce UK (jeśli macie inne zdanie, poprawcie mnie). Na pewno pamiętacie recenzję modelu Vitrolles, miękkusa z side-supportem, który ma moim zdaniem jedną z najlepszych konstrukcji w naszej krajowej bieliźnie. Na stoisku od razu wdałam się w rozmowę z przedstawicielkami, które z dużym zaangażowaniem opowiedziały mi o ofercie.

Pokaźną jej część stanowią znane nam dobrze semisofty (czyli modele półusztywniane) z szerokim zakresem rozmiarów. Co prawda nie pogardzę dobrze skonstruowanym semisoftem, moje serce jednak zawsze należeć będzie przede wszystkim do miękkusów. Szczęśliwie, na wiosnę/lato 2016 szykowane są także miękkie modele. Po pierwsze: koronkowy 1154 - wiosną pojawi się jako trio żółć-róż-turkus. To być może osłodzi nam rozłąkę po zimie, bo nie widzę tego modelu wcale w katalogu jesienno-zimowym :(

Nowe wiosenne wcielenia 1154

 

Turkusowa wersja koronkowego miękkusa

 

Drugim miękkusem będzie znany nam już side-supportowiec o takim samym kroju, jak recenzowany przeze mnie wcześniej cielak. Wystąpi w dwóch wCIELeniach, z których jedno będzie zbliżone do cielistego ;) - będzie to jednak nie beż, lecz elegancki, zgaszony różyk. Prawdziwą gwiazdą będzie jednak druga wersja - piękny, nasycony koral. Gdybym miała wybierać debeściaka Salonu, on wygrałby pierwszą nagrodę :-) Zwróćcie uwagę na ozdobę - mieniący się koralik à la dyskotekowa kula, na widok którego moja wewnętrzna sroka zapiała ze szczęścia ;-)

Koralowy side-support

 

Ozdobę udało mi się także sportretować na kolejnym kolorowym modelu - tym razem półusztywnianym:

Niebiesko-limonkowy semisoft

 

Ciekawostką był też model do karmienia - usztywniany, na fiszbinach, w przyjemne kropki.

Usztywniany model do karmienia

 

Oprócz tego, jak zawsze, sporo modeli półusztywnianych, z których moją uwagę najbardziej przykuły oczywiście te najbardziej kolorowe :-) Typowe bladawce oczywiście też w kolekcji się pojawią.

W naszej rozmowie pojawił się temat problemu falujących ramiączek, na który zwracałam uwagę w recenzji. Ava zaklina się, że uwzględnia wszystkie reklamacje dotyczące owych feralnych partii. Wadliwe ramiączka nie są już używane, a w kolekcji letniej mają je zastąpić całkiem nowe, które wyglądają dokładnie tak, jak ulubiony rodzaj wielu z Was - „pikowane” ramiączka à la Freya! Wprawdzie mają one także swoje krytyczki (narzekające na szerokość) - ale powiedzmy sobie szczerze, są to jedne z najlepszych ramiączek na światowym rynku. Konsumencka dociekliwość każe mi spytać: ciekawe, czy w związku z tym ceny w Avie skoczą? ;)

Nowe, „Freyowe” ramiaczka Avy

 

Warto zauważyć, że oprócz kolekcji sezonowej Ava ma także rozbudowaną bazę (osobny katalog). Wśród bazówki powracają zarówno oba kroje miękkie, jak i oczywiście cała masa półusztywnianych i usztywnianych. Przedstawicielki firmy zwróciły moją uwagę na... minimizer, który ponoć wcale nie rozstawia biustu pod pachy. Mój stosunek do minimizerów jest delikatnie mówiąc nieufny, ale mimo to jestem go ciekawa. Możliwość lekkiego spłaszczenia może się czasem w życiu przydać ;)

Ava oferuje także D-plusowe kostiumy kąpielowe!

Poniżej galeria z resztą fotek Avy:

 

Cukiereczki Lupoline

Stoisko Lupoline odwiedziłam jako pierwsze i tu także spotkałam się z bardzo ciepłym i aktywnym przyjęciem. Mój wzrok na początek powędrował w stronę kolorowych propozycji sezonowych. Paleta barw podobna do znanej nam już z innych kolekcji: odcienie różu, żółtego, beżu. Pastele i cukierki. Na uwagę zasługują zdobienia: podobnie jak w Avie, Lupoline też lubi interesujące detale :-) Mamy więc skomplikowane kokardki, koraliki, ciekawe nadruki, w tym jeden kolorowy (czego w Avie trochę brakowało). W interesujących nas rozmiarach znajdziemy przede wszystkim modele półusztywniane i miękkie.

Mój faworyt. Przyjrzyjcie się nadrukowi - coś dla miłośniczek rękodzieła :-)


Gustowny beżowy model miękki z haftem i nadrukiem

 

Różowy miękkus ze słodką kokardką

 

Kolekcja nieduża, choć efektowna - niestety ograniczona rozmiarowo. Lupoline po macoszemu traktuje węższe obwody - rozmiarówka zaczyna się od 70 lub 75 (nieliczne 65tki mamy w modelach usztywnianych z miseczkami kończącymi się na G).

Rozmiary cukierkowego semisofta

 

Obok kolorowego sezonu, osobny wieszak należał do kolekcji bazowej, w tym koszulek - zarówno z wbudowanym stanikiem na fiszbinach, jak i bez. Niestety czerwona była tylko bezstanikowa, a te stanikowe mają rozmiary dopiero od 85 :(

Koszulki Lupoline

 

Przeglądając bazę nie zwróciłam uwagi na miękką balkonetkę w kolorze białym (bo kto by patrzył na białe staniki? :), którą potem przymierzyłam na warsztatach z brafittingu - i tu miłe zaskoczenie, konstrukcyjnie bez zarzutu! W katalogu znalazłam podobną, lecz z nieco innym wzorem haftu - mam nadzieję, że zarówno bazowa miękkuska, jak i sezonowe (np. koronkowa różowa, czy beżowa z nadrukiem) będą leżały tak samo ładnie. Niestety ciągliwość dzianiny na tyłach w tej marce wciąż pozostawia co nieco do życzenia. Lupoline, popraw tyły!

Oddzielnie zaprezentowano zaskakująco obfitą kolekcję bielizny do karmienia - Beauty Mama. Wszystkie biustonosze przyjemne w dotyku, z dużym udziałem bawełny, w modnych odcieniach (żółty, szarość plus przydymiony róż, koral, mięta...).

Kolekcja Lupoline dla karmiących Beauty Mama: koszulki i biustonosze

 

Najszersze zakresy rozmiarów (od 65, miseczki w 75 - do I) mają modele z pionowym szwem - nie znam tej konstrukcji i ciekawa jestem, jak będzie się sprawowała. Trzyczęściowe balkonetki zaś występowały tylko w dużych obwodach - od 85 wzwyż. Niestety w żadnym z karmników nie znalazłam rozmiaru 80H - w tym obwodzie są tylko do G (pionowe szwy).

Karmnik - trzyczęściowa balkonetka

 

...i jego skąpa rozmiarówka


Kostiumy kąpielowe (marka Bast) to kolejny, obiecujący fragment oferty Lupoline. Co prawda nie specjalizuję się w kostiumach, ale nadruki od razu zwróciły moją uwagę. Każdy z modeli występuje w kilku krojach, z których jeden to balkonetka na fiszbinach z szerokim zakresem miseczek. Niestety poniewczasie dopiero zauważyłam, że nie mam katalogu kostiumów, jedynie ulotkę, która chyba nie prezentuje całej oferty (mam nadzieję?). Wynika z niej jednak, że rozmiarówki tych dużobiuściastych balkonetek zaczynają się dopiero od obwodu 75.

Kostiumy Lupoline - marka Bast

 

A oto pełen zestaw fotek Lupoline - sporo, bo było to bardzo fotogeniczne stoisko :-)

 

Krisa kiksy i plusy

Miałam nadzieję zapoznać się dogłębnie z propozycjami marki Kris Line na wiosnę - i tu nieco się rozczarowałam, ponieważ mogłam, owszem, obejrzeć modele, ale zabroniono mi robienia im zdjęć. Mogłam portretować tylko bazę oraz modele z regału zawierającego „ogony” z minionego lata. Pokażę Wam więc kolekcję SS15/16 jedynie z daleka - mam nadzieję, że firma nie bedzie mi miała tego za złe, zwłaszcza że zdjęcie wyszło totalnie nieostre ;-) Kolory wpisują się w dostrzegane wszędzie tendencje: coś niebieskiego (piękne, mocne odcienie), coś różowego, coś fuksjowego. Tylko żółtego jakoś u Krisa nie widać.

Katalogu na przyszły sezon również jeszcze nie ma - przekazano mi za to katalog na obecną jesień/zimę.

Nielegalna fotka kolekcji wiosennej

 

Cieplej o Kris Line pomyślałam jednak przy okazji warsztatów brafittingowych - przymierzyłam nareszcie bazowy model Fortuna i przekonałam się, za co jest ceniony - to naprawdę bardzo ładnie leżący miękkus, tylko małomiskowy, bo pasował na mnie dopiero w 80GG.

Fortuna w delikatnym różu - ja przymierzałam czarną i bardzo się sobie w niej podobałam ;)

 

Przy okazji zwróciłam uwagę, że już w minionej letniej kolekcji, a także w aktualnym katalogu jesień-zima, pojawia się nowa konstrukcja o znanej nam bardzo dobrze nazwie... deco plunge (pisana z małych liter). Jest to termicznie modelowany, usztywniany plandż o szerokim zakresie rozmiarów, w 65 do K, w 80 do I (I to rozmiar, który w rozmiarówce Kris znajduje się między HH a J), obciągniety dzianinką, najczęściej z nadrukiem. W katalogu naliczyłam 6 „deco plandży”, obok innych krojów, jak brassiere czy soft bra.

 

Ulotka przedstawiająca zalety kroju deco plunge (w środku o tym, jak fajnie wygląda dekolt w tymże).

 

I o ile bardzo się cieszę, że polskie marki chcą dorównać brytyjskim producentom i dostarczyć nam równie dobrych bezszwowców w szerokiej rozmiarówce, o tyle nie rozumiem, po co taka szanująca się marka jak Kris Line kopiuje nazwę od konkurencji (mam na myśli oczywiście markę Freya i jej bestseller - model Deco plunge). Ciekawa jestem, jaka jest reakcja na ten zabieg wśród klientów. A oprócz tego oczywiście ciekawa jestem nowego modelu :-)

 

Marilou w konstrukcji brassiere - dostępna również w deco plunge. Słyszałam o tym modelu, a nawet czytałam, ale nie miałam pojęcia, że tak brzmi oficjalna, katalogowa nazwa tego kroju.

 

Abstrahując od powyższego dziwnego pomysłu, trzeba przyznać, że oferta Krisa jest obfita i ciekawa (w końcu to jeden z najlepszych producentów D-plusów w Polsce, uznany też za granicą), choć na stoisku targowym ciut jakby brakowało energii.

 

Nipplex i jego bezszwowiec

Przyznam, że z tej marki zawsze się trochę podśmiewałam, a konkretnie - wesołość budzi we mnie jej nazwa :-) Oferta nigdy nie zbliżała się na tyle do moich wymiarów, bym mogła coś przetestować.

 

I oto na Salonie Bielizny zaskoczenie: Nipplex proponuje na przyszły sezon termicznego bezszwowca do miseczki (polskiej) K, chwaląc się 52 rozmiarami. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona, dopóki nie przymierzyłam go na warsztatach z brafittingu - Anna leży zupełnie nieźle i ma całkiem dobrze pracujący (nie „rajstopkowy”) tył, co w przypadku polskich produktów nie zawsze niestety jest standardem.

Nie udało mi się tylko trafić na mój rozmiar - 80G było za małe, a 80I za duże (choć niewiele). Wytłoczek made in Poland, w którym się mieszczę - to jest coś! Z tego co zauważyłam, model budził na targach duże zainteresowanie. Był także obecny na warsztatach brafittingowych i przymierzało go wiele osób.

Anna by Nipplex. Szkoda, że firma nie oferuje większej liczby modeli w tym zakresie rozmiarów...

 

Więcej fotek:

 

 

Gaia i Kinga

O obu tych polskich markach nie napiszę Wam wiele. Gaię nawet próbowałam szturmować kilka razy - może zbyt łatwo się zniechęcam, ale zanim zacznę fotografować wieszaki, czuję się w obowiązku nawiązać kontakt z przedstawicielami. To jednak mi się nie udało, bo byli zbyt zajęci ;-) Na wieszakach z większych miseczek wisiały głównie modele półusztywniane.

Na warsztatach brafittinowych udało mi się przymierzyć jeden ciekawy miękki model (z czarnej koronki z geometrycznym wzorem), ale był za mały :-( Był tam również prezentowany bardzo ładny sztywny half na mniejsze biusty, widoczny na okładce jesienno-zimowego katalogu (nie umiem go znaleźć na stronie marki, może mi pomożecie? Kompletnie się tam gubię, po dłuższym pobycie na stronie odkryłam, że wyszukiwarka nazywa się tam "konfigurator" :-). Obiecująco wyglądał też liliowy semi-soft, którego jednak nie przymierzałam, zraziwszy się rozciągliwym czarnym, którego dla odmiany przymierzyłam (za mały i za rozciągliwy z tyłu). Podsumowując, Gaia warta jest zapewne eksploracji, ale jeszcze nie dałam rady ;)

Do Kingi nie dotarłam wyłącznie z braku czasu, za to rozmawiałam z szefową i mam nadzieję jeszcze przybliżyć Wam tę markę - oczywiście, o ile się zmieszczę :-)

 

Orhideja i Kleo - zza wschodniej granicy

Orhideja zaintrygowała mnie po informacji, że szczyci się rozmiarami do 100G :-) Luksusowa marka z Łotwy (ceny rzędu 70 EUR), i to z tendencjami D+ - to trzeba było sprawdzić. Niestety rozczarowałam się - rzeczywiście, rozmiarówka kończy się na europejskim G, ani miseczki więcej. Nie mogłam nawet zweryfikować wielkości owego G, ponieważ na Salonie Bielizny dostępne były tylko małe rozmiary :-( Jakość jednak wyraźnie dobra - koronki, hafty, satyny świetne w dotyku, staranne szycie. Jakościowo moim zdaniem na poziomie brytyjskiej Fantasie, a konstrukcyjnie - nie mam pojęcia.

 

 

Z ukraińską marką Kleo zapoznałam się dopiero na warsztatach brafittingowych - i tu podobne rozczarowanie, G w 80 za małe na mnie, a H już brak. Modele dostępne na warsztatach to były bazowe softy, których konstrukcji nie bardzo mogłam z powyższego powodu docenić :-( Modele wiszące na stoisku za to zachwyciły mnie ładnymi nadrukami. Gdyby tylko rozmiarówka była łaskawsza... No właśnie. Kolejna firma, która prawie dorasta do mojego rozmiaru, ale zatrzymuje się o miseczkę niżej. Całkiem jak w Polsce.

 

Pokaz - gdzie duże biusty?

Pokazu byłam ogromnie ciekawa. Trzeba przyznać, że był to naprawdę profesjonalnie zorganizowany pokaz, z efektami świetlnymi, niezłą muzyką, w odpowiedniej do tego celu sali. Prezentowano modele chyba wszystkich obecnych na Salonie Bielizny firm, w kolejności ułożonej nie według marek, a tendencji, czy też stylów (pełną listę marek znajdziecie na stronie imprezy): Folk (kolorowy, fantazyjny, romantyczny), Nimfa (tu królowała biel i kolekcje ślubne), Cukierki (słodycz i róż), Basic (wiadomo - bazówka :) i Czarny Łabędź (mrocznie, intensywnie - to wg mnie najciekawsza część pokazu). Chyba nieźle odzwierciedla to reprezentowaną na targach stylistykę. Było bazowo, ślubnie, erotycznie (np. typowo frywolna marka Livia Corsetti) oraz słodko i kolorowo.

Przed pokazem każdy z widzów (a było ich kilkuset) otrzymał „rozkład jazdy” marek przyporządkowanych do każdej z tendencji, wyświetlano je także na telebimach, jednak mimo to co chwila się gubiłam. Szukałam wzrokiem większych biustów i D-plusowych modeli, jednak tych było niewiele. Rozpoznałam jedną z modelek, uroczą biuściastą blondynkę - znamy ją juz z pokazów marki Freya, pojawiała się jednak stanowczo za rzadko i niestety nie zawsze miała właściwie dopasowaną bieliznę...

Krótko mówiąc - jako stanikomaniaczka i biuściasta mam niedosyt. Za mało dużego biustu na pokazie! W czasie pokazu nie robiłam zdjęć, lecz usiłowałam kręcić film - jeśli uda mi się go zmontować, wrzucę go tutaj :-) Tymczasem jednak pokażę materiały autorstwa innych. Dobrą relację i zdjęcia zrobiła też autorka bloga Boskie Biusty, który niedawno się zreaktywował po przerwie.

Oto kilka zdjęć, które wybrałam z zestawu udostępnionych mi przez organizatorów - te, na których rozpoznaję model bądź modelkę :-)

To chyba semisoft Lupoline :-) Kwiatki zaliczano zwykle do tendecji Folk. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Miękka balkonetka w większym rozmiarze - Kinga (?). Tendencja: Nimfa. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)


Z levej - Ava :-) Tendencja: Cukierki. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Znovu Ava :-) Wygląda mi to na semisofta. Też Cukierki. (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)

 

Czarny Łabędź - Belinda marki Kris Line (fot. Modna Bielizna/Tomasz Półgrabia)


Jeśli chodzi o dopasowanie - cóż, było różnie, ale przyznam, że spodziewałam się festiwalu podjeżdżających obwodów, a tu nawet trzymały poziom. Oby tak dalej więc :-)

 

Migawki z pokazu zobaczyć możecie na tej krótkiej filmowej relacji z imprezy by Fashion Film:

 

Ciąg dalszy nastąpi!

W kolejnej notce przedstawię Wam wrażenia z prelekcji i warsztatów (z bardzo ciekawym warsztatem brafittingowym w roli głównej) oraz próbę odpowiedzi na pytanie, jakie perspektywy ukazał Salon Bielizny nam - biuściastym - i naszymi sklepom, jeśli chodzi o D-plusy produkcji polskiej. Mam nadzieję na ciekawą dyskusję :-)

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...