Wpisy z tagiem: ciałopozytywność

poniedziałek, 15 stycznia 2018

 

„Moje piersi obwisają. To mieszanka grawitacji, wieku i genów. Sutki zawsze były niżej niż u większości kobiet, dlatego nawet gdy byłam młodsza, wyglądały staro. [...] Nie jesteś „nie taka, jak trzeba”. Jesteś, do cholery, człowiekiem, i do tego pięknym!" (@thelaundrylady)

 

Dziś trochę nietypowo, bo mniej o staniku, a bardziej o biuście. Nie martwcie się, dalej kocham bieliznę (czeka recenzja kolejnej śliczności) - ale to, co pod nią, jest dla mnie równie ważne, a właściwie to nawet ważniejsze - i mam nadzieję, że dla Was też ;-) 

Najpierw powiedzmy sobie szczerze, jak jest. W naszym kręgu kulturowym każda dziewczyna i kobieta wie, że piersi mogą być duże (byle nie „za duże”) albo małe (tylko nie „za małe”), ale przede wszystkim nie mogą być obwisłe. Obowiązkiem biustu, który jest ładny, ponętny, zadbany, młody, czyli wszystko, co dobre - jest sterczeć. Jeśli wisi, to znaczy, że jest: ciężko doświadczony, stary i/albo wykarmił stado potomstwa, zaniedbany. Po prostu brzydki. Tak czy inaczej - godny jedynie szyderstw, litościwych spojrzeń oraz współczucia dla jego właścicielki. Ech... Znacie to, prawda? Każda z nas to zna. 

Te oczekiwania wobec damskich piersi wylewają się ze wszystkich mediów, od mody i reklamy zaczynając, a na pornografii kończąc, a także z tego, co o swoich piersiach mówią kobiety. „Jestem jeszcze młoda, ale mam obwisłe piersi jak staruszka. Co robić? Ratunku!” - pytają miliony nastolatek i młodych kobiet codziennie. Nie tylko pytają, ale i robią - liftingi, implanty, a o najmniej kremy, masaże, prysznice i „ćwiczenia na jędrny biust” (które tak jakby nie działają). Ideałem jest biust zbudowany z dwóch kulek, na które nie działa grawitacja. Za co zresztą częściowo odpowiedzialne jest... noszenie staników. Widzimy wokół siebie same piersi okrągłe i podniesione, a więc uznajemy, że tak powinny wyglądać zawsze i cały czas.

 

Fajnie sobie podnieść

Osobiście zawsze byłam zdania, że stanik to fajne urządzenie (jakbyście jeszcze nie zauważyły ;-) ). Biust, zwłaszcza większy i nie sterczący naturalnie, prezentuje się zgrabnie i dziarsko, gdy się go odklei od brzucha. Podtrzymane piersi nosi się wygodniej, bo: nie grzeją, nie kołyszą się, nie wchodzą w paradę przy ruchach.

Staniki oddały mi w życiu i oddają codziennie nieocenione usługi i w dającej się przewidzieć przyszłości nie przewiduję spadku entuzjazmu wobec nich. Po prostu dobrze się w nich czuję. Na pewno wiele z Was zna te uczucie, gdy wreszcie porządnie dobrany stanik zaczął robić to, do czego został stworzony, czyli - podnosić i podtrzymywać. Ten miły dreszcz, gdy patrzymy na siebie w lustrze i widzimy zgrabne kulki w pięknych koronkach. 100 do poczucia atrakcyjności. To jest miłe.

Ale, zawsze jest jakieś ale. Źle, gdy nosimy staniki ze społecznego przymusu, nawet gdy jest nam w nich tylko niewygodnie, bo i tak bywa. Ostatnio część kobiet zaczęła nie tylko z biustonoszy rezygnować, ale i odważnie o tym mówić, pisać i pokazywać się w wydaniu braless. Mnóstwo kobiet przechodzi na bezfiszbinowe, miękkie braletki, które mało ingerują w naturalny kształt piersi. I bardzo dobrze. Jeśli w żadnym, nawet najlepiej dobranym druciaku kobieta nie czuje się lepiej niż bez - to jaki sens ma noszenie go? Róbmy ze swoimi biustami to, co dla nas i dla nich dobre i wygodne. 

 

Natura ma w nosie standardy urody

A teraz drugie „ale”. Ciesząc się podniesionymi piersiami, część z nas zapomina o tym, że #biustysąróżne i że duża część z nich jest - uwaga - wisząca z natury. Nie jest to do końca powiązane z rozmiarem - po prostu kształty piersi są różne. Są sterczące małe, sterczące średnie i sterczące nawet całkiem spore (choć rzadziej), oraz: obwisłe, wiszące, dyndające, spływające w dół we wszystkich możliwych rozmiarach, rozstawach, kształtach. Obwis nie ma nic wspólnego z noszeniem lub nienoszeniem staników, stopniem „dbania o piersi”, w sensie tych nieszczęsnych kremów i natrysków, bzdurnych ćwiczeń „na jędrny biust” (w piersiach nie ma mięśni, remember!) itp. Jeśli masz obwisłe piersi, nie daj sobie wmówić, że to dlatego, że o nie nie dbasz, albo że jesteś wybrykiem natury. 

Natura kompletnie nie przejmuje się aktualnie modnym kształtem piersi. I ty też nie musisz. 

Niedawno trafiłam na instagramie na taga #saggyboobsmatter (w dosłownym tłumaczeniu: obwisłe piersi mają znaczenie, czyli: mają takie samo prawo do istnienia, jak wszystkie inne) i jego twórczynię @theslumflower - londyńską prezenterkę, blogerkę i aktywistkę. Chidera Eggerue, z pochodzenia Nigeryjka, propaguje wolność nienoszenia biustonosza i ubiera swoje wiszące piersi w wydekoltowane kreacje. Jej odpowiedź na pytanie, jak wystylizować obwisły biust, to: 1) załóż to cholerne ubranie, 2) nie przejmuj się - i tak wszyscy umrzemy. :-)

 

 

Można? Można. Jeśli masz serdecznie dość staników i jest ci wygodniej z wiszącym nieostanikowanym biustem - nie musisz od razu zrzucać „chomąta”, ale przynajmniej o tym pomyśl. Zamiast z góry odrzucać ten pomysł, popatrz, jak robią to inni, jak wyglądają kobiety bez wypchniętych do góry biustów. Daj im chociaż serduszko na instagramie. Od czegoś trzeba zacząć. 

 

Twój biust nie musi być „zasłużony”! 

I jeszcze jedna moim zdaniem - szalenie ważna sprawa dla wszystkich właścicielek obwisłych biustów. 

Zarówno w głosach poparcia dla wyżej wymienionej akcji hasztagowej, jak i w wielu innych ciałopozytywnych kontekstach regularnie czytam argumenty, że nasze ciała mają prawo być takie, jakie są, „bo coś”. Innymi słowy: twoje ciało ma prawo odbiegać od medialnego ideału, BO przecież tak wiele dokonało: zaszło w ciążę, wykarmiło dzieci, przebiegło maraton, podniosło X kilogramów, schudło, przeżyło X lat, i tak dalej. Swoje cechy wyglądu mamy zatem obnosić niczym wyniesione z licznych pojedynków blizny, ordery w uznaniu zasług. Mam rozstępy, bo urodziłam dzieci, mam obwisły biust, bo karmiłam piersią, mam brzuch, bo byłam w ciąży.

A co, jeśli nie byłaś w ciąży, nie rodziłaś, nie karmiłaś - nie robiłaś żadnej z tych rzeczy, a mimo to masz obwisły biust, co gorsza, jeszcze z rozstępami, a do tego nie-płaski brzuch i cellulit, jak większość kobiet? W takim razie po prostu jesteś brzydka i nie masz nic na swoje usprawiedliwienie.

Wiem, choć nie z autopsji, co z kobiecymi piersiami robi karmienie. Zmienia się ich wielkość, skład, konsystencja. Chyba nie ma na świecie biustu, który z takiej przygody wyszedłby w dokładnie takiej samej formie, w jakiej ją rozpoczął. Nic dziwnego, że te zmiany nas niepokoją, frustrują, wściekają. Nie uprawniają nas jednak do tego, by czuć wyższość nad kobietami, które ich nie doświadczyły. Błagam, nie mówcie naszym córkom: „Co to za głupie kompleksy? Zobaczysz, jak urodzisz i wykarmisz, to inaczej zaśpiewasz.” One nie muszą nikogo rodzić ani niczego doświadczać, by mieć prawo do takiego ciała, jakie mają, czy kiedykolwiek będą miały. Nie dawajcie im powodów do mówienia: jestem młoda, a mam piersi jak matka karmiąca, bo to jest złe na kilku poziomach. 

Może nie każda z nas wie, że obwisła forma piersi wcale nie musi być spowodowana ani karmieniem, ani gwałtownym chudnięciem czy starzeniem się - choć wszystkie te okoliczności temu sprzyjają. Naprawdę. Moje piersi - kobiety bezdzietnej, która nigdy nie karmiła, nigdy gwałtownie nie schudła - nie sterczą, a wiszą. Wiszą teraz, gdy mam lat 45 i wisiały, gdy miałam lat 20. Wtedy wisiały mniej i mniej się zapadały, ale też radośnie dyndały - prawie od początku swojego istnienia. Nie przypominają konsystencją doświadczonego post-karmieniowego biustu, ale gdy się jeszcze zestarzeją, to zapewne zaczną. Nie przypominają też w niczym okrągłych anty-grawitacyjnych baloników. 

Pamiętajcie: by mieć obwisłe piersi, wcale nie trzeba nikogo nimi karmić. Tak samo, jak nie trzeba być w ciąży, by mieć duży biust ani w niej nie być, żeby mieć mały. Można się po prostu z takim „urodzić”. Bez żadnej zasługi ani uzasadnienia.

Ciało nie musi sobie niczym zasługiwać na prawo do wyglądania tak, jak wygląda. Ono po prostu to prawo ma. Nie róbmy z siebie męczennic ciąż, bohaterek odchudzań, weteranek starzenia, przestańmy wreszcie tłumaczyć się przed światem z tego, że nie wyglądamy jak Barbie. 

Pamiętajcie, nie musicie się nikomu tłumaczyć ani usprawiedliwiać ze swojego ciała. 

 

wtorek, 02 stycznia 2018

Victory_selfie_newyear_b3

 

Podsumowania są nudne, conie? :-) Nie wiem, czy bardziej dla czytelnika, czy dla twórcy, bo przyznam się Wam, że za każdym razem czuję się zmęczona tematem, jeszcze zanim do niego zasiądę. Dlatego nie każdy stanikowy rok chciało mi się podsumowywać. Ale, teraz będzie Ale :-) Ale tym razem jest inaczej, bo naprawdę tyle się fajnego przez ostatni - jedenasty, dodam - rok istnienia Stanikomanii wydarzyło, że wraca mi się do tego wszystkiego niesamowicie przyjemnie. 

W związku ze Stanikomanią poznałam mnóstwo ciekawej bielizny (polskiej zwłaszcza!) i zrobiłam sobie w niej mnóstwo selfie ;-),  przemyślałam wiele spraw (dotyczących ciała, psyche, mody, społeczeństwa, mediów, praw kobiet, ciało- i sekspozytywności), poznałam świetnych ludzi (bra-blogerki! polskie firmy!), spotykałam się z Wami na żywo (Warszawa! Gdańsk! Kraków! Łódź!) i otrzymałam olbrzymiego inspiracyjnego kopa. Oraz uświadomiłam sobie, że aby wykorzystać te inspiracje, w nadchodzącym roku będę miała pełny biust i ręce roboty. Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać na tej mozolnej drodze, tak by udało nam się zrobić wspólnie jak najwięcej fajnych rzeczy: zachęcić jak najwięcej firm do robienia świetnych staników, i jak najwięcej kobiet do ich noszenia (koniecznie w dobrym rozmiarze! ;-) ), albo nienoszenia, i do patrzenia na swoje i nieswoje biusty jeśli nie zachwyconymi, to przynajmniej akceptującymi oczami :-)

A oto, co nam się udało w 2017 roku :-) 

 

Rok polskiej bielizny! 

Wystarczy zerknąć do recenzji... W minionym roku polskie marki prawie całkowicie zawładnęły Stanikomanią! Na 24 recki ogółem, aż 16, czyli 2/3, dotyczyło modeli made in Poland. Najwięcej przetestowałam modeli firmy Ava - aż 6, na drugim miejscu uplasowała się Samanta (3 modele). Do mojej szuflady wpadły też modele Nessy, Gai, Ewy Michalak, Ewy Bien, Gorteksu, Le Vernis (straplessa recenzowała gościnnie Miss Alchemist).

 

Ava_Noire_selfie_00_b

Noire by Ava

 

Testowało się też marki brytyjskie: Cleo, Gossarda, Elomi, Sculptresse, Panache, Scantilly oraz duńską Change

Prezentacji całych kolekcji po raz pierwszy doczekały się Ava oraz Kinga. 

 

Kinga_AW17

Kinga - kolekcja jesień-zima 2017

 

W wakacje po raz pierwszy odwiedziłam Samantę i zdałam Wam relację zdjęciową i filmową z tego spotkania, której towarzyszył wywiad. Gdybym miała wskazać moje prywatne odkrycie roku 2017 wśród polskich firm, to byłaby nim właśnie Samanta, a kolejnym miłym zaskoczeniem - Nessa.

 

Samanta_projektowy_01_b

Samanta. Dział kreatywny :-)

 

W eksploracji oferty polskich marek pomagają wszystkim targi Salon Bielizny, które w tym roku odbyły się po raz pierwszy aż dwa razy - w marcu i w październiku. I ja tam byłam oraz to i owo przymierzyłam! :-) (tudzież, tradycyjnie już, matronowałam medialnie).

 

SalonV_Ava_01_b

Ava na V Salonie Bielizny w październiku 2017

 

Rok strappy bra

Czyli paseczkowca :-) Trend to już bardzo nienowy, ale wciąż żywy, a w segmencie D-plusowym ożywiony szczególnie dzięki m.in. marce Elomi i jej modelom z rodziny Soraya - Nicole - Sachi (tę pierwszą już dla Was zrecenzowałam). Przypuszczam, że ten rok przyniesie kolejne modele tego typu, a jeśli nie - zadowolę się harness bras w wykonaniu naszej Jastin ;-) 

 

Soraya_selfie_01_b

Elomi - Soraya

 

Harness bra by Jastin :-)

 

Rok braletki

Nie pamiętam, który z minionych lat po raz pierwszy okrzyknięto rokiem braletki, ten był już chyba któryś z kolei ;-) (obecnie, zdaje się, świat bieliźnianej mody zadaje sobie już pytanie „co po braletce”). Bezfiszbinowe, lekkie produkty zachowujące naturalny kształt biustu były nadal szalenie w trendzie (a jak nie braletki i bratopy, to przynajmniej udające je modele - „Wysokie Szczyty, czyli kto nosił koronki po szyję, zanim to było modne”).

Z ciałopozytywnego punktu widzenia trend cieszy, bo ani podtrzymywanie czy modelowanie biustu, ani w ogóle noszenie stanika nie powinno być niczyim ciężkim obowiązkiem. Z punktu widzenia biuściastej miłośniczki staników może jednak niepokoić („Mam niebraletkowy biust - i co teraz?”). W minionym roku nie udało mi się jeszcze zrecenzować żadnej bezfiszbinowej braletki, ale przypuszczam, że w 2018 w końcu do tego dojdzie. Ciekawe, czy będzie to pozytywna recenzja... ;-)

 

ImpishLeeSpring17

Braletka Impish Lee [foto: Impish Lee] 

 

Rok brafittingu

Jeśli chodzi o naszą branżę brafittingową - moim zdaniem rok 2017 minął pod znakiem rozwoju szkoleń. W tej dziedzinie jestem pod wielkim wrażeniem działalności Agnieszki Sochy i jej Akademii Profesjonalnego Brafittingu. Czy wiecie, że dzięki niej w Polsce szkolą się już adeptki brafittingu z innych krajów? Agnieszka, wymiatasz! :-)

Oprócz tego branża w osobie Izabeli Sakutovej (dystrybutorki firmy Panache w Polsce) postawiła na edukację kobiet i powstał popularny poradnik „Brafitting - lifting piersi bez skalpela”, któremu miałam zaszczyt matronować medialnie, w którym znalazło się kilka moich wypowiedzi i który oczywiście dla Was zrecenzowałam :-)

 

Brafitting_Lifting_01_b

 

Blogosfera - brasfera

Rok 2017 był moim zdaniem przełomowy dla rozwoju blogów o bieliźnie. Wciąż jest nas tylko kilka, ale za to aktywnych. Rozwój brasfery to więcej osób - pasjonatek tematu, z którymi mogę wymieniać informacje i konfrontować opinie, podejmować wspólne działania i fronty. Oczywiście, najważniejsze jesteście zawsze Wy, moje czytelniczki, i Wasze komentarze, ale koleżanki po fachu to dla mnie też istotne źródło inspiracji.

 

miski_skrin

 

Prężną działalność kontynuują Miski Dwie, które spotykam już regularnie na targach i innych bieliźnianych eventach. Aga i Magda testują, relacjonują, nie boją się kontrowersyjnych tematów i prowokują do dyskusji (np. pamiętny artukuł o marce Victoria's Secret). Z przyjemnością dyskutuję z autorkami i czytam recenzje Blue Bralette i Brafiterki. Mam nadzieję, że dziewczyny wytrwają w blogowaniu.

Powiew świeżości w bra-blogosferze zapewniła Jagna, która patrzy na bieliznę pod kątem mody i światowych trendów tudzież dostarcza nowinek z bardziej drobnorozmiarowego segmentu. Jej recenzje zdobią fajne naturalne zdjęcia.

 

Screen_Shot_20180102_at_20.07.33

 

Działalność rozpoczął prężny medialnie blog będący dziełem ważnej osoby z branży - Stanikowy zawrót głowy Izabeli Sakutovej. 

Autorka doświadczonego już branżowego bloga Stanikowe biz-perypetie pisze wytrwale (choć mogłaby częściej ;-) ), a ostatnio włożyła środowiskowy kij w mrowisko i zaapelowała do brafitterek o protest przeciwko nadmiernemu retuszowi zdjęć reklamowych bielizny.

Temat bielizny i brafittingu pojawił się też u blogerek zajmujących się na co dzień inną tematyką, takich jak Galanta Lala, z którą wywiad miałyście okazję niedawno poczytać. Odbyłyśmy w tym roku bardzo inspirujące spotkanie na żywo, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że kobiety plus size można i trzeba przekonywać do dobrej bielizny. Bielizna drogą do body positive! :-) 

 

Ciałopozytywność

A skoro już o bopo mowa :-) 2017 to pierwszy rok, w którym usłyszałyśmy polską wersję terminu body positivity i przeczytałyśmy ją w ogólnopolskiej gazecie. Wiosną „Wysokie Obcasy” namówiły kobiety, by pokazały się światu w bikini (akcia #ciałopozytywne, #ciałogotowenaplażę), z czego skwapliwie skorzystałam („Twoje ciało żyje teraz”). Miałam przy tym trochę smutną refleksję, że bez klasycznych mediów wciąż bardzo trudno ruszyć w kraju jakikolwiek kontrowersyjny temat :-( Rzecz jasna, łakniemy ruchu body positivity jak kania dżdżu, tylko wciąż wstydzimy się chyba do tego przyznać.

Nasze ciała zasługują na szacunek, na publiczną obecność bez cenzury, na otwarte mówienie o ich potrzebach bez względu na rozmiar, wiek, kształt. Niezależnie od formy czy wieku ciała, każda z nas ma prawo do wyrażania siebie poprzez strój czy bieliznę. Chyba wiele z Was zgadza się ze mną, bo „Manifest Dzidzi Piernik” zebrał w minionym roku rekordową liczbę Waszych komentarzy.

 

Kolaz_04_1

 

Mamy też dość cenzurowania reklam bielizny w mediach i pruderii social mediów, w których za pokazanie kobiecych piersi grożą bany („Biust ocenzurowany”). Zachęcałam Was też do tego, byśmy oprócz domagania się zmiany myślenia w mediach, zaczęły przemeblowanie we własnych głowach i dały naszym ciałom i biustom prawo do własnej, naturalnej formy - w staniku czy bez („Nie muszę pasować do formy"). 

Last but not least - protestowałam przeciwko nadmiernemu retuszowi zdjęć reklamowych bielizny, który szkodzi nam nie tylko na samoocenę, ale też źle wpływa na nasze decyzje zakupowe („Nie daj się rozwałkować”). 

 

waek

 

Media

To był kolejny rok coraz fajniejszej, ciekawszej i bardziej bra-ciało-pozytywnej prasy branży bieliźnianej. Każdy numer „Modnej Bielizny” czytam już od deski do deski, znajdując ciekawe ankiety (np. o potrzebach klientek z dużym biustem, 50+), wywiady z właścicielkami sklepów i marek, które znamy i lubimy, plus zawsze jakąś porcję wiedzy. Z nudnych (przepraszam, ale tak było) magazynów reklamowych zrobiły się opiniotwórcze czasopisma, które da się czytać, a nie tylko kartkować reklamowe fotki.

Fotki zresztą też stają się coraz lepsze - dość wspomnieć świetną sesję „Piękne bez retuszu” w ostatnim numerze „Modnej...”, z modelkami plus size.

 

modne_bezretuszu

 

W tym samym numerze o ciałopozytywności w bieliźnie wypowiedziały się blogerki (łącznie z niżej podpisaną) :-) 

 

 modna_blogerki

 

Trochę zaniedbałam ostatnio Magazyn Mody Intymnej, ale zdaje się, że i tam dzieje się coraz ciekawiej i w 2018 roku zamierzam nadrobić lekturę. 

W telewizorze ważnym wydarzeniem był program Supermodelka Plus Size - choć nie jestem jego entuzjastką, doceniam jednak, że poruszył umysły i dzięki niemu internety zawrzały od dyskusji o miejscu ciała w większym rozmiarze w naszym medialnym i społecznym krajobrazie. A Iza Sakutova miała tam swoje bieliźniane 10 minut i ubrała ładne stadko biustów. 

A soszal media? Pochwalę się własnymi - na fejsie Stanikomania przekroczyła liczbę 7000 fanek i fanów, na instagramie - 2000 (czy już mówiłam, że kocham Instagram? Szczerze zachęcam do obserwowania nie tylko mojego instagramka, bo dużo się tam fajnego dzieje). Waszej uwadze polecam też tagi #ciałopozytywne oraz #wolneodretuszu.

 

Co na Stanikomanii w 2018?

Przyznam się Wam szczerze, że nie lubię planować - ani w życiu, ani w blogu :-) Raczej wolę marzyć i definiować zamiary. A zatem, Stanikomania w nadchodzącym roku postara się robić więcej i lepiej!

Jeśli chodzi o konkrety, zastanawiam się poważnie nad zwiększeniem częstotliwości artykułów. Co o tym sądzicie? Myślę, że sporo zagadnień zasługuje na więcej niż krótkie wrzutki na fejsie czy insta - ich tworzenie zajmuje mniej czasu, ale też daje mi mniej satysfakcji i poczucie, że prześlizguję się po tematach.

Co dalej? Na pewno będę, jak zwykle, recenzować, prezentować i opisywać, co się w bra-nży, zwłaszcza D-plusowej, dzieje, ale oprócz zachwytów nad modelami i markami chcę dalej rozmawiać z Wami na różne bardziej ogólne związane z bielizną tematy, takie jak ciałopozytywność, obraz ciała w reklamie i mediach, normy społeczne dotyczące noszenia i ubierania biustu. A także... psychologia brafittingu, że tak to szumnie nazwę, czyli o tym, jakiego podejścia oczekujemy od brafitterek i wszelkich doradczyń bieliźniano-stylistycznych. W tym także tych przekazujących nam swoje porady w książkach, prasie czy telewizji.

Chciałabym, żebyśmy w 2018 roku wspólnie zastanowiły się, na ile pozwalamy modzie czy medialnym kanonom urody narzucać nam spojrzenie na nasze ciała, jak wypracować zdrowy dystans do społecznych oczekiwań, a także, czy możemy same te kanony zmieniać?  Niech 2018 stanie się Rokiem Wolnego Biustu, czyli dążenia do maksymalnej swobody wyboru, jak i w co będziemy odziewać nasze piersi. Co wy na to? :-) 

 

Czego Wy sobie życzycie?

Czego najbardziej życzyłybyście sobie w 2018 roku, w dziedzinie bielizny?

Ja sama oprócz standardowego „więcej fajnego w moim rozmiarze” życzyłabym sobie rozwoju zmysłowo-erotycznej bielizny nie tylko  pasującej na mnie, ale także o przyzwoitej, nie-bazarowej jakości i dobrze (nie byle jak) skonstruowanej (z tym jest wieczny problem!). Może też trochę eksperymentów z formami pośrednimi między biustonoszem a topem (underwear as outerwear) dla większych rozmiarów. Do tego mniej cenzury i pruderii w mediach, mniej retuszu w reklamie, więcej różnorodnych ciał w ich naturalnej formie w katalogach... I coraz lepszej polskiej bielizny - może pojawienia się większej liczby małych, niezależnych producentów o ciekawych pomysłach designerskich, nie tylko w rozmiarze XS?

Z chęcią posłucham Waszego koncertu życzeń! Może się spełnią już w tym roku? Niektórym na pewno możemy w tym spełnianiu się dopomóc, a zatem: do roboty! :-) 

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...