Wpisy z tagiem: body positive

środa, 04 kwietnia 2018

ModnaBieliznaWiosna2018b

 

Za chwilę kolejne targi bielizny (Salon Bielizny w Łodzi), a tam - nowe kolekcje i trendy, którymi będziemy się zachwycać, albo wręcz przeciwnie. Będziemy też jak zwykle utyskiwać na to, że ten czy inny pomysł znowu trafi tylko do bardzo ograniczonych rozmiarówek. Że na ten czy ów piękny projekt będziemy mogły tylko sobie popatrzeć, a na jego twórcę - wściec się słusznym gniewem stanikomaniaczki :-) Może nie będzie tak źle, może okaże się, że większość targowych modeli cudownie objawi się w rozmiarze 80H i większych? Pomarzyć zawsze można, a ponieważ ostatnio targi zaskakiwały mnie głównie pozytywnie - jadę raczej z optymizmem. Ale i z wymaganiami. 

piątek, 08 grudnia 2017

Galanta_Lala_czerwona

 

Każda Stanikomaniaczka wie, że o bieliźnie można bez końca :-) I że bieliźniane pogawędki często-gęsto rzucają nowe światło na całkiem, wydawać by się mogło, odległe sprawy. A jeśli jeszcze nie wie - to za chwilę się dowie!

Przedstawiam Wam nowy pomysł: cykl wywiadów z interesującymi ludźmi, pod hasłem "O bieliźnie z...". Będę pytać moje rozmówczynie i rozmówców o ich bieliźniane preferencje. Czy wolą figi czy stringi, odziewają ciało w beż, czy może wolą tęczę? A potem zobaczymy, dokąd nas temat zaprowadzi!

Na początek zapraszam do rozmowy z Galantą Lalą, blogerką plus size, która tworzy fundamenty ruchu body positive w naszym kraju. Kiedy trafiłam na jej blog, powiedziałam: Wow! Na taką osobowość właśnie czekałam! 

 

czwartek, 14 września 2017

Kadr z reklamy marki Berlei

 

Ten news mógłby stać się krótkim postem na facebooku - tyle że, no właśnie, nie bardzo może. Reklama australijskiej marki Berlei, z której kadr widzicie wyżej, została bowiem zakazana zarówno na tym portalu społecznościowym, jak i na Instagramie. Mam nadzieję, że mój prowajder blogowy nie będzie robił mi kłopotów z powodu jej zamieszczenia :-) Chodzi o ten spot:

 

 

Wiadomość dotarła do mnie przez portal „The Lingerie Insight” i pewnie nie dowiedziałabym się o tym inną drogą, bo Berlei rzadko znajduje się w centrum moich zainteresowań ze względu na małą ofertę D+ (choć modele sportowe są podobno interesujące). Dlaczego więc z kolejnej z rzędu wiadomości o fejsbukowej cenzurze (może się znudzić, prawda?) postanowiłam zrobić notkę?

Bo uważam, że obsesyjne cenzurowanie treści związanych z ciałem - zwłaszcza kobiecym - jest złe i trzeba o tym jak najczęściej mówić.

Bo uważam, że ta akurat reklama jest niezła i przekazuje istotną dla kobiet treść. 

 

Womankind?

Na filmiku widzimy kobiety nieomal walczące ze swoimi piersiami - próbując ja na różne sposoby podnieść, upchnąć, wypchnąć tudzież zakryć, pomagając sobie różnymi promowanymi szeroko wynalazkami, typu naklejki, dziwaczna taśma, samoprzylepne staniki... Wyraźnie widać, jak cierpią, wkładając bądź zdejmując z piersi te wszystkie narzędzia tortur. Wśród nich znajdują się też zwykłe biustonosze, tyle że przeważnie za małe.

Oczywiście, jak można się było spodziewać, na ratunek uciśnionym biustom przybywa nowy model marki Berlei - gładki t-shirt bra robiący faktycznie wrażenie komfortowego, codziennego stanika nie wywierającego na piersi większej presji. Model nazywa się Womankind - co można tłumaczyć jako „dobry dla kobiety” - albo „kobiecość”, przez analogię do „ludzkość” (mankind). Brzmi całkiem feministycznie, nieprawdaż? Na fotkach reklamowych - galeria kobiet o różnej tuszy, wieku i kolorze skóry. W spocie na końcu - pani o pełniejszych kształtach. Wyraźnie chciano tu wpisać się w nurt promowania różnorodności tudzież body positive. My, kobiety - potrzebujemy być dobre (kind) dla siebie i naszych ciał!

 

foto: Berlei Australia

 

Rzecz jasna, żaden cudowny stanik nie rozwiąże problemów wszystkich kobiet marzących o wygodzie na co dzień. Po pierwsze - nasze piersi i ciała są ogromnie różnorodne i to, co dla jednej z nas będzie superkomfortowe, dla innej może okazać się udręką. Po drugie - wracając do reklamowanego modelu - sięga on zaledwie miseczki E ;-) Pomijając jednak ten „drobny” szczegół, spot mówi wyraźnie i dobitnie: my, kobiety, mamy bardzo dokuczliwy problem! Masa kobiet boryka się z dyskomfortem związanym z koniecznością noszenia czegoś na piersiach. Czy będą to naklejki maskujące brodawki, czy staniki eksponujące kuszące dekolty - nasze biusty są przez nie ściskane, przepychane, oblepiane, a to wszystko dzieje się w celu nadawania im określonego wyglądu. Kobiety znoszą te wszystkie niewygody w milczeniu.

A jakby tak, dla odmiany, zacząć mówić o tym głośno? Jakby tak zacząć domagać się od przemysłu, by dostarczał nam produktów przyjaznych ciału, a od kultury - by wreszcie się od niego odczepiła i przestała nam z takim uporem dyktować, jak mamy je zmienić?

 

Nasze piersi SĄ nasze!

Zbanowanie spotu przez fejsbuka tudzież wycofanie z australijskiej telewizji jest symptomatyczne. Oto mamy opowieść o tym, że kobiety cierpią w sytuacji, w której muszą pozbawiać swoje piersi naturalnego wyglądu. By ich biust był akceptowany, czy pożądany, muszą znosić bolesne ściskanie, wypychanie i zalepianie sutków. Piersi kobiet de facto nie należą do nich - muszą spełniać wymagania otoczenia, czyli na przemian pojawiać się w dekoltach i znikać pod naklejkami. Aż tu nagle ktoś wpada na pomysł, by dla odmiany umieścić biust w czymś przede wszystkim wygodnym dla kobiety

Opowieść ta okazuje się jednak „niewygodna”, ponieważ... pokazuje piersi! Piersi, które redukowane są przez naszą kulturę do obiektów seksualnych. Kawałek nagiej piersi, nawet wypikselowany, może pobudzić kogoś erotycznie. Musimy więc je schować i o nich milczeć. A jeśli pokazywać - to tylko w dozwolonym kontekście oraz, rzecz jasna, w ściśle określonej, podniesionej, upchniętej i wypchniętej formie.  

Cała ta historia na przemian gniewa mnie i śmieszy. A reklama mi się podoba - jest zabawna, sensowna i ma pozytywny przekaz. Szukajmy tego, co dla nas dobre - nie upychajmy się na siłę w wymyślone przez innych formy. Wielka szkoda, że nie może zdobyć wirusowej popularności na fejsie, bo komuś fragment mojego, twojego ciała - kojarzy się tylko z wyzwalaczem popędu. 

środa, 29 marca 2017

 

 

Niedawno internety obiegła informacja o pewnym ciekawym projekcie fotograficznym, przedstawiającym kobiece ciała. Mowa o dziele kanadyjskiej fotografki Julii Busato, która wykonała serię zdjęć pod hasłem „Kobiety, które nie pasują do formy” (Women who don't fit into the mold). Zdjęcia przedstawiają nagie kobiety o najróżniejszych sylwetkach i typach urody, w różnym wieku, pozujące z plastikowym manekinem o „idealnych” kształtach.

Oczywiście jakieś ciasnogłowe indywidua szybko doprowadziły do zablokowania facebookowego profilu artystki. Nie wiem, czy problem udało się rozwiązać, tym niemniej dzieło pani Busato i tak rozprzestrzeniło się na cały świat w setkach tysięcy udostępnień, wśród których znalazło się i moje. Na widok tych zdjęć pomyślałam: szkoda, że przez skrzywiony stosunek społeczeństw do nagiego kobiecego ciała nie możemy oglądać biustów modelek (choć kilka fotek z odsłoniętymi piersiami trafiło na bardziej tolerancyjny Instagram). Pomyślcie, jakże ciekawe byłoby pokazanie przy okazji różnych kształtów kobiecych piersi, które tak samo nijak nie chcą pasować do wzorca...

A propos nagich biustów. Tym z Was, które jeszcze nie znają Normal Breasts Gallery, czyli Galerii Normalnych Biustów, zdecydowanie ją polecam. Galeria zawiera realne, pozbawione podtekstu seksualnego zdjęcia najróżniejszych biustów, bez retuszu, bez modyfikacji - tak by każda kobieta mogła zobaczyć, jak wielka różnorodność kształtów, proporcji, kolorów charakteryzuje nasze popiersia. Większość piersi ma niewiele wspólnego z manekinowym ideałem i nie ma w tym niczego dziwnego, nienormalnego, domagającego się zmiany.

 

W niewoli kulek

A więc już wiemy, że biust nieubrany ma prawo odbiegać od formy podniesionej i kulistej. Czy jednak nie pozostałyśmy niewolnicami tego kształtu, domagając się modelujących piersi biustonoszy? Na ile potrafimy zaakceptować naturalny kształt naszych piersi? Z tym jest chyba słabo. Biusty „na wolności” wciąż nie podobają nam się tak, jak biusty ubrane w kształtujące je staniki - przybierające kształt miseczek, do których je „wlewamy”.

 

Avocado - Calypso, Panache - Elise. Calypso - kształt „naturalny”, Elise - wymodelowany usztywnioną miseczką

 

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w noszeniu stanika nie chodzi nam tylko o estetykę. Biustonosze nosimy też dlatego, że chronią delikatną skórę sutków, oddzielają piersi od brzucha (co przydaje się zwłaszcza w upalne lato), a w przypadku biustów ciężkich - pomagają je unieruchomić, odciążyć kręgosłup, chronić piersi przed przeciążeniami przy intensywniejszym ruchu. Jestem daleka od anty-biustonoszowych krucjat. Nikogo nie namawiam do wyrzucania staników. Jednak proponuję, byśmy w uzależnieniu od biustonoszy i ich modyfikacyjnych możliwości zachowywały pewien umiar. Umiar zaczyna się od uświadomienia sobie, jak bardzo jest się uzależnionym.

 

Pułapka perfekcji

Pasjonując się brafittingiem, zachłysnęłyśmy się tym wszystkim, co dają nam staniki. Zachwycone wyglądem biustu w odpowiednio dopasowanych miskach, wpadamy czasem w pułapkę nadgorliwości i perfekcjonizmu. Nagle okazuje się, że stanik ma nie tylko zmieścić oraz jako tako podnieść i zebrać, ale wręcz zamienić nasz biust na całkiem inny - idealną sterczącą kulkę nie wystającą broń Bogini na boki. Tymczasem ciało nie jest plasteliną i wszystkiego zrobić się z nim nie da, a w każdym razie - nie bez kosztów.

Ja też lubię popatrzeć na to, co z piersiami potrafi zrobić porządny podnośnik, zbieracz i zaokrąglacz. Mam jednak taki biust, jaki mam - z piersi nisko osadzonych, o szerokiej podstawie i z wiekiem coraz mniej jędrnych nie zrobię sterczących nieomal spod brody, zepchniętych z boków w przód kulek. Oczywiście są kobiety, które mają zupełnie inną formę piersi niż ja - takim z kolei trudno byłoby osiągnąć kształt zbliżony do mojego. Na chwilę, dla efektu, dla fajnej fotki, dla zrobienia wrażenia - jasne, mogę się nieco przemodelować, ale wielu godzin w niewygodzie znosić nie zamierzam.

 

 

Ewa Bien - Daria, Sculptresse - Chi Chi. Daria - kształt „naturalny”, Chi Chi - mocno podniesiony, choć wciąż jeszcze wygodny.

 

Sądzę, że z tym nieperfekcjonistycznym podejściem nie jestem odosobniona. Żeby daleko nie szukać, przeciętna kobieta, dla której brafitting nie jest życiową pasją, kieruje się przy doborze bielizny po prostu jako-takim wyglądem i wygodą. A i czasem - o zgrozo - zdarza jej się przedkładać fajny design, fikuśną koronkę nad idealnie podniesiony kształt ;-) Mam pełno staników, które nadają mojemu biustowi najróżniejsze formy - i wszystkie, choć różne, uważam za dobre.

 

Wystarczająco dobry kształt

Czy zatem modelowanie biustu to zuo? Nie no, bez przesady ;-) Jeśli chodzi o mnie - owszem, wymagam od stanika, by podniósł mi biust. Jednak profil piersi w nim nie musi tworzyć prostej linii od podstawy stromo do góry. Pierś może się w tym miejscu zaokrąglać, nawet nieco wisieć, choć nie za bardzo. Powinna jednak być dobrze oddzielona od tego, co pod nią, czyli między dolną częścią piersi a ciałem pod piersią powinien występować kąt w miarę możliwości nieostry.

 

Po lewej - naturalny kształt piersi bez stanika, po prawej - moja komfortowa wysokość podniesionego biustu.

 

Jak wysoko biustonosz powinien podnieść pierś? Myślę, że warto spróbować wyobrazić sobie, jaki kształt uzyskałaby nasza pierś, gdyby nagle wyłączyć przyciąganie ziemskie. Gdzie znajdowałby się jej szczyt? Oczyma wyobraźni widzę, że jest pewna naturalna granica, na której pierś by się zatrzymała i nie wędrowała już wyżej. Na pewno potraficie wyczuć tę wysokość. Powyżej tej granicy podnoszenie piersi jest już ciągnięciem, „wygniataniem” jej do góry, na siłę, co w moim przypadku zaczyna być bolesne zarówno dla piersi, jak i dla ramion.

Każda z nas ma swoją indywidualną komfortową wysokość podnoszenia biustu. 

 

Po lewej - moja komfortowa wysokość podniesionego biustu, po prawej - pierś podniesiona zbyt mocno. Na zdjęciu widać zmarszczony materiał - pod spodem marszczy się również skóra. Nie jest mi wygodnie. To nie jest wysokość, na którą chciałabym podnosić swój biust. 

  

Jeśli chodzi o zebranie z boków - nie wymagam od stanika, by moje piersi w ogóle nie wystawały na boki poza obrys ciała. Moje piersi w swoim naturalnym kształcie kierują się właśnie na boki oraz mają szeroką podstawę. Mogę nieco skierować je do środka, ale ani ich nie zwężę, ani nie rozpłaszczę sobie boków jak deską ;-)

 

Po lewej - piersi bez stanika, po prawej - w usztywnianym biustonoszu Julieta marki Ava

 

Nie wymagam też od moich piersi w staniku, by miały kształt wybrzuszających się w dekolcie kulek (mój biust puszczony wolno nie wybrzusza się do góry, tylko zwisa równo w dół), ani by owe kulki były przytulone do siebie (naturalnie są rozstawione). Akceptuję zarówno kształty kulkowate, jak i noskowate, a nawet trochę spłaszczone.

Jak więc oceniam kształt, gdy recenzuję stanik? Mam pewne wymagania minimum (jak wspomniane wcześniej podnoszenie), a poza tym - musi mi się po prostu podobać, a przy tym nie zniekształcać nadmiernie naturalnej formy biustu. Nie zaakceptowałabym np. stanika wpychającego mi biust pod pachy, tak samo jak nie oceniłabym dobrze ekstremalnych „kaczych dziobów” czy szpiców.

Ciekawa jestem, co Wy nazwałybyście wystarczająco dobrym dla Was kształtem biustu? Czy są staniki, które odrzucacie tylko ze względu na nieodpowiednie modelowanie?

 

Prawo do zwisania

#Możenapiszęcośniepopularnego, ale bardzo podoba mi się moda na braletki, czyli staniki, które, prócz ozdabiania, wiele z biustem nie robią. Nareszcie pierś, przynajmniej ta niewielka i lekka, dostała od nas pozowolenie na kształt zbliżony do naturalnego. I powiem szczerze - chciałabym, by takie pozwolenie uzyskał także biust duży. Nie upieram się, że niepodtrzymująca braletka nadaje się dla każdego i na każdą okazję, ale w wielu okolicznościach mogłabym taki stanik-niestanik nosić. Chciałabym dać swoim piersiom prawo do naturalnego i nieskrępowanego zwisania, a sobie - do lubienia tej formy.

 

 

Toru & Naoko: Juana Wrap Bra

 

Powyższy akapit może dla wielu z nas brzmieć jak rewolucja, a w każdym razie - jak coś trudnego do zaakceptowania. Nie musimy od razu popadać w radykalizm - jak już wspomniałam, nie namawiam ani do wyrzucania staników, ani przesiadania się wyłącznie w miękkie trójkąty z koronki.

Jednak gorąco zachęcam was do tego, byście przy dobieraniu stanika, czy to dla siebie, czy dla kogoś innego, nie ulegały za bardzo presji jedynego, idealnego kształtu biustu. Kulki nie są obowiązkowe - cieszmy się także innymi formami i doceniajmy inne, „pozakształtowe” walory staników, jak skuteczne podtrzymanie, wygodę, ciekawy wzór. Rzecz jasna, nie ma nic złego w tym, że chcemy czasem coś stuningować, poprawić, podkręcić. Jednak róbmy to z pełną świadomością i na mocy własnej decyzji. Spróbujmy przekonać się do myśli, że naturalna forma naszego biustu też jest OK (taki stanikomaniacki wkład w ciałopozytywność). Oraz, że nigdzie nie jest powiedziane, że w stanikach nasze biusty muszą być jednakowe, jak ten manekin z fotografii Julii Busato. Mamy prawo być inne, mamy prawo się różnić, mamy prawo być sobą.

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...