Wpisy z tagiem: ciałopozytywne

poniedziałek, 15 stycznia 2018

 

„Moje piersi obwisają. To mieszanka grawitacji, wieku i genów. Sutki zawsze były niżej niż u większości kobiet, dlatego nawet gdy byłam młodsza, wyglądały staro. [...] Nie jesteś „nie taka, jak trzeba”. Jesteś, do cholery, człowiekiem, i do tego pięknym!" (@thelaundrylady)

 

Dziś trochę nietypowo, bo mniej o staniku, a bardziej o biuście. Nie martwcie się, dalej kocham bieliznę (czeka recenzja kolejnej śliczności) - ale to, co pod nią, jest dla mnie równie ważne, a właściwie to nawet ważniejsze - i mam nadzieję, że dla Was też ;-) 

Najpierw powiedzmy sobie szczerze, jak jest. W naszym kręgu kulturowym każda dziewczyna i kobieta wie, że piersi mogą być duże (byle nie „za duże”) albo małe (tylko nie „za małe”), ale przede wszystkim nie mogą być obwisłe. Obowiązkiem biustu, który jest ładny, ponętny, zadbany, młody, czyli wszystko, co dobre - jest sterczeć. Jeśli wisi, to znaczy, że jest: ciężko doświadczony, stary i/albo wykarmił stado potomstwa, zaniedbany. Po prostu brzydki. Tak czy inaczej - godny jedynie szyderstw, litościwych spojrzeń oraz współczucia dla jego właścicielki. Ech... Znacie to, prawda? Każda z nas to zna. 

Te oczekiwania wobec damskich piersi wylewają się ze wszystkich mediów, od mody i reklamy zaczynając, a na pornografii kończąc, a także z tego, co o swoich piersiach mówią kobiety. „Jestem jeszcze młoda, ale mam obwisłe piersi jak staruszka. Co robić? Ratunku!” - pytają miliony nastolatek i młodych kobiet codziennie. Nie tylko pytają, ale i robią - liftingi, implanty, a o najmniej kremy, masaże, prysznice i „ćwiczenia na jędrny biust” (które tak jakby nie działają). Ideałem jest biust zbudowany z dwóch kulek, na które nie działa grawitacja. Za co zresztą częściowo odpowiedzialne jest... noszenie staników. Widzimy wokół siebie same piersi okrągłe i podniesione, a więc uznajemy, że tak powinny wyglądać zawsze i cały czas.

 

Fajnie sobie podnieść

Osobiście zawsze byłam zdania, że stanik to fajne urządzenie (jakbyście jeszcze nie zauważyły ;-) ). Biust, zwłaszcza większy i nie sterczący naturalnie, prezentuje się zgrabnie i dziarsko, gdy się go odklei od brzucha. Podtrzymane piersi nosi się wygodniej, bo: nie grzeją, nie kołyszą się, nie wchodzą w paradę przy ruchach.

Staniki oddały mi w życiu i oddają codziennie nieocenione usługi i w dającej się przewidzieć przyszłości nie przewiduję spadku entuzjazmu wobec nich. Po prostu dobrze się w nich czuję. Na pewno wiele z Was zna te uczucie, gdy wreszcie porządnie dobrany stanik zaczął robić to, do czego został stworzony, czyli - podnosić i podtrzymywać. Ten miły dreszcz, gdy patrzymy na siebie w lustrze i widzimy zgrabne kulki w pięknych koronkach. 100 do poczucia atrakcyjności. To jest miłe.

Ale, zawsze jest jakieś ale. Źle, gdy nosimy staniki ze społecznego przymusu, nawet gdy jest nam w nich tylko niewygodnie, bo i tak bywa. Ostatnio część kobiet zaczęła nie tylko z biustonoszy rezygnować, ale i odważnie o tym mówić, pisać i pokazywać się w wydaniu braless. Mnóstwo kobiet przechodzi na bezfiszbinowe, miękkie braletki, które mało ingerują w naturalny kształt piersi. I bardzo dobrze. Jeśli w żadnym, nawet najlepiej dobranym druciaku kobieta nie czuje się lepiej niż bez - to jaki sens ma noszenie go? Róbmy ze swoimi biustami to, co dla nas i dla nich dobre i wygodne. 

 

Natura ma w nosie standardy urody

A teraz drugie „ale”. Ciesząc się podniesionymi piersiami, część z nas zapomina o tym, że #biustysąróżne i że duża część z nich jest - uwaga - wisząca z natury. Nie jest to do końca powiązane z rozmiarem - po prostu kształty piersi są różne. Są sterczące małe, sterczące średnie i sterczące nawet całkiem spore (choć rzadziej), oraz: obwisłe, wiszące, dyndające, spływające w dół we wszystkich możliwych rozmiarach, rozstawach, kształtach. Obwis nie ma nic wspólnego z noszeniem lub nienoszeniem staników, stopniem „dbania o piersi”, w sensie tych nieszczęsnych kremów i natrysków, bzdurnych ćwiczeń „na jędrny biust” (w piersiach nie ma mięśni, remember!) itp. Jeśli masz obwisłe piersi, nie daj sobie wmówić, że to dlatego, że o nie nie dbasz, albo że jesteś wybrykiem natury. 

Natura kompletnie nie przejmuje się aktualnie modnym kształtem piersi. I ty też nie musisz. 

Niedawno trafiłam na instagramie na taga #saggyboobsmatter (w dosłownym tłumaczeniu: obwisłe piersi mają znaczenie, czyli: mają takie samo prawo do istnienia, jak wszystkie inne) i jego twórczynię @theslumflower - londyńską prezenterkę, blogerkę i aktywistkę. Chidera Eggerue, z pochodzenia Nigeryjka, propaguje wolność nienoszenia biustonosza i ubiera swoje wiszące piersi w wydekoltowane kreacje. Jej odpowiedź na pytanie, jak wystylizować obwisły biust, to: 1) załóż to cholerne ubranie, 2) nie przejmuj się - i tak wszyscy umrzemy. :-)

 

 

Można? Można. Jeśli masz serdecznie dość staników i jest ci wygodniej z wiszącym nieostanikowanym biustem - nie musisz od razu zrzucać „chomąta”, ale przynajmniej o tym pomyśl. Zamiast z góry odrzucać ten pomysł, popatrz, jak robią to inni, jak wyglądają kobiety bez wypchniętych do góry biustów. Daj im chociaż serduszko na instagramie. Od czegoś trzeba zacząć. 

 

Twój biust nie musi być „zasłużony”! 

I jeszcze jedna moim zdaniem - szalenie ważna sprawa dla wszystkich właścicielek obwisłych biustów. 

Zarówno w głosach poparcia dla wyżej wymienionej akcji hasztagowej, jak i w wielu innych ciałopozytywnych kontekstach regularnie czytam argumenty, że nasze ciała mają prawo być takie, jakie są, „bo coś”. Innymi słowy: twoje ciało ma prawo odbiegać od medialnego ideału, BO przecież tak wiele dokonało: zaszło w ciążę, wykarmiło dzieci, przebiegło maraton, podniosło X kilogramów, schudło, przeżyło X lat, i tak dalej. Swoje cechy wyglądu mamy zatem obnosić niczym wyniesione z licznych pojedynków blizny, ordery w uznaniu zasług. Mam rozstępy, bo urodziłam dzieci, mam obwisły biust, bo karmiłam piersią, mam brzuch, bo byłam w ciąży.

A co, jeśli nie byłaś w ciąży, nie rodziłaś, nie karmiłaś - nie robiłaś żadnej z tych rzeczy, a mimo to masz obwisły biust, co gorsza, jeszcze z rozstępami, a do tego nie-płaski brzuch i cellulit, jak większość kobiet? W takim razie po prostu jesteś brzydka i nie masz nic na swoje usprawiedliwienie.

Wiem, choć nie z autopsji, co z kobiecymi piersiami robi karmienie. Zmienia się ich wielkość, skład, konsystencja. Chyba nie ma na świecie biustu, który z takiej przygody wyszedłby w dokładnie takiej samej formie, w jakiej ją rozpoczął. Nic dziwnego, że te zmiany nas niepokoją, frustrują, wściekają. Nie uprawniają nas jednak do tego, by czuć wyższość nad kobietami, które ich nie doświadczyły. Błagam, nie mówcie naszym córkom: „Co to za głupie kompleksy? Zobaczysz, jak urodzisz i wykarmisz, to inaczej zaśpiewasz.” One nie muszą nikogo rodzić ani niczego doświadczać, by mieć prawo do takiego ciała, jakie mają, czy kiedykolwiek będą miały. Nie dawajcie im powodów do mówienia: jestem młoda, a mam piersi jak matka karmiąca, bo to jest złe na kilku poziomach. 

Może nie każda z nas wie, że obwisła forma piersi wcale nie musi być spowodowana ani karmieniem, ani gwałtownym chudnięciem czy starzeniem się - choć wszystkie te okoliczności temu sprzyjają. Naprawdę. Moje piersi - kobiety bezdzietnej, która nigdy nie karmiła, nigdy gwałtownie nie schudła - nie sterczą, a wiszą. Wiszą teraz, gdy mam lat 45 i wisiały, gdy miałam lat 20. Wtedy wisiały mniej i mniej się zapadały, ale też radośnie dyndały - prawie od początku swojego istnienia. Nie przypominają konsystencją doświadczonego post-karmieniowego biustu, ale gdy się jeszcze zestarzeją, to zapewne zaczną. Nie przypominają też w niczym okrągłych anty-grawitacyjnych baloników. 

Pamiętajcie: by mieć obwisłe piersi, wcale nie trzeba nikogo nimi karmić. Tak samo, jak nie trzeba być w ciąży, by mieć duży biust ani w niej nie być, żeby mieć mały. Można się po prostu z takim „urodzić”. Bez żadnej zasługi ani uzasadnienia.

Ciało nie musi sobie niczym zasługiwać na prawo do wyglądania tak, jak wygląda. Ono po prostu to prawo ma. Nie róbmy z siebie męczennic ciąż, bohaterek odchudzań, weteranek starzenia, przestańmy wreszcie tłumaczyć się przed światem z tego, że nie wyglądamy jak Barbie. 

Pamiętajcie, nie musicie się nikomu tłumaczyć ani usprawiedliwiać ze swojego ciała. 

 

środa, 27 grudnia 2017

waek

 

Pewnie nie możecie już patrzeć na świąteczne ciasta, ale bez obaw - nie zmieniam branży na wypieki ;-) Ostatnio przez soszal media przetacza się - za sprawą kilku osób, do których się dumnie zaliczam - dyskusja na temat zdjęć reklamowych bielizny. Mówimy o pladze złej samooceny u kobiet, o szkodliwości nierealistycznego obrazu ciała w przesadnie wyretuszowanych zdjęciach, mówimy o reprezentacji - a raczej jej braku - różnorodnych sylwetek w reklamie. Na temat tego, co w reklamie powinno być, a co nie, czym może nas karmić bez szkody, a co infekuje nasz mózg kompleksami, można (i warto) dyskutować długo. Teraz proponuję skupić się przez chwilę na jednym z bardzo namacalnych wpływów reklamy na nasze życie. Zastanówmy się, jak reklama wpływa na to, w jaki sposób dobieramy sobie bieliznę.

Zacznę mniej standardowo, czyli od tyłu.

 

Plecy nie deska

Niedawno na instagramie którejś z brafitterek spoza naszego kraju przeczytałam komentarz dziewczyny, że chłopak zwrócił jej uwagę: „ten biustonosz jest na ciebie za mały, bo widać jego linię przez ubranie!”. Chodzi o te zagłębienia, czy też zmarszczki materiału, które widzimy czasem na swoich plecach, gdy ubranie choć trochę do nich przylega, a pod spodem mamy tył biustonosza.

Rozumiem, że zdaniem owego dżentelmena plecy dziewczyny powinny być równe jak stół. Serio? Jeśli mam być szczera, moje plecy nie są równe, nawet gdy zdejmę z siebie bieliznę. No ale dobra, załóżmy, że chodziło tylko o tę jedną konkretną nierówność, tworzoną przez gumki stanika. 

Muszę Was zmartwić, albo pocieszyć - zależy, z której strony patrzycie na zagadnienie. Ludzkie plecy nijak nie przypominają kawałka deski. Pod skórą znajduje się: tkanka tłuszczowa (tak, ten okropny TŁUSZCZ, słowo dla wielu z nas niemal niewymawialne, mają nawet bardzo szczupłe osoby - nieposiadanie go w ogóle jest oznaką patologii) oraz mięśnie. Na plecach konkretnie - mięśnie grzbietu, które umożliwiają nam poruszanie korpusem, schylanie się i podnoszenie tudzież stanie prosto. Chyba nie muszę tłumaczyć, że bez nich byśmy - dosłownie - leżały? Mieśnie, nawet najsilniejsze, też nie są ze stali i się, o zgrozo, uginają lub tworzą wybrzuszenia.

 

Dołek wyklęty

Skoro już wiemy, że nasze ciało, nawet jeśli nie mamy grama nadwagi - nie jest twarde, to wyobraźmy sobie, że je naciskamy. Co się dzieje? Powstaje dołek. Nierówność, wgłębienie, linia, skaza na tej wymarzonej gładkiej i twardej powierzchni, która, jak wiemy, jest fikcją. A obok dołka - górka, bułka, wałek, czy jak go tam zwał czy zwała. 

Uprzedzę dalszy tok rozważań i już teraz napiszę, że nie istnieje na świecie gumka od bielizny, która opinając ciało nie stworzy w nim żadnego dołka. Nawet jeśli jest bardzo luźna i bardzo sprężysta - jeśli nie ma zsunąć się z ciała, tylko ma się na nim trzymać, musi zagłębić się w nim choćby na milimetr. 

 

Tłuszczofobia

Przecież wiemy, jak wyglądamy i co się dzieje z naszym ciałem przy nacisku. Skąd zatem te dziwaczne przekonania o tym, że wszelkie nierówności to zło, bo ideał jest gładki, twardy plastik jest fantastik, a naturalne miękkie ciało to zgroza?

Pierwszą przyczyną obsesji gładkiego i twardego ciała jest, jak sądzę, powszechna tłuszczofobia. Mamy tak mocno wtłoczone do głów, że grube i tłuste to najgorsze zło i brzydota, że nie potrafimy zaakceptować tłuszczu jako nieodłącznego elementu naszej cielesności. Nawet wtedy, gdy mamy go w tak zwanej normie, a nawet jeszcze mniej. A to miękkie, w czym powstają dołki, to przecie tłuszcz.

 

Wałkowanie photoshopem

Idealizację gładkiego i twardego odzwierciedla, a zarazem wzmacnia, obraz ciała serwowany nam w reklamach. W tym - w reklamach bielizny, bo tam, siłą rzeczy, ciała jest najwięcej. Przyjrzymy się, jak wyglądają plecy modelek i tyły biustonoszy na zdjęciach reklamowych. O ile w ogóle są pokazane - bo bardzo często się ich nam skąpi. Zapewne sądzi się, że najważniejszy w ocenie biustonosza jest jego przód, a najlepszą reklamą stanika - pokazanie dwóch pokaźnych idealnych kulek, które jakoby tworzy on z piersi. Co też najczęściej nie odpowiada prawdzie (ale o tym w innym odcinku ;-) )

Wracając do pleców - na większości zdjęć reklamowych skrzętnie minimalizuje się jakiekolwiek nierówności tworzone przez tylne skrzydełka biustonosza. Częściowo dzieje się to przez zatrudnianie bardzo szczupłych modelek, u których te nierówności są bardzo niewielkie. Ale to byłoby jeszcze pół biedy.

 

Panache_Clara_back

Zdjęcie tyłu biustonosza Clara marki Panache. Nierówności są minimalne, ale widać, że pas biustonosza lekko zagłębia się w ciele modelki, mimo że jest bardzo szczupła. Widać także zagłębiające się gumki fig.

 

Panache_Clara_Figleaves_b

Ten sam biustonosz na zdjęciu sklepu internetowego Figleaves.com. Kontur ciała modeki jest dość równy, ale nie tworzy idealnie gładkiej linii. Tu także nieco bardziej realistycznie wyglądają majtki.

 

Panache_ClaraBravissimo_b

Jeszcze jedna fotka - tym razem z Bravissimo.com. Widać, jak tył biustonosza naciska na plecy i tworzy w nich lekkie zagłębienie. Nie ma też wątpliwości, że modelka posiada mięśnie grzbietu ;-)  

 

Powyższe trzy fotki przedstawiają szczupłe kobiety - firmy nie zdecydowały się pokazać nam, jak produkt układa się na innych typach sylwetki. Nieco większe zróżnicowanie do tego obrazu dokłada nam firma Curvy Kate. Modelki na zdjęciach tej marki są przeważnie pulchniejsze.

 

CurvyKateVictory_back

Tył biustonosza Victory marki Curvy Kate - tu już całkiem dobrze widać, jak pas biustonosza zagłębia się w ciele. 

 

A teraz - uwaga - pokażę Wam prawdziwy popis mistrza wałka! 

 

EB_Gloria_ty

EB_Gloria_tyl_2

Zdjęcie tyłu biustonosza Gloria z najnowszej kolekcji marki Ewa Bien. Plecy modelki w miejscu, gdzie leży biustonosz, są proste jak od linijki. Nie widać najmniejszej nierówności, nawet materiał jest jakby z plastiku. W powiększeniu da się nawet zauważyć ślad po retuszu. Czy ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, że ten biustonosz nie leżał w ten sposób naprawdę? 

 

Na wszystkich fotkach oprócz ostatniej modelki wyglądają może mało reprezentatywnie dla ogółu kobiet (są bardzo szczupłe lub raczej szczupłe, a gumki zagłębiają się w ich ciałach minimalnie), ale obrazy te mają przynajmniej pozory realizmu. Ostatnia fotka wraz z zoomem przedstawia fikcję. Fikcję, która utrwala się w naszych mózgach, bo widujemy takie zdjęcia setkami. Wiele z nas wyrabia sobie na tej podstawie wyobrażenie, jak powinnyśmy wyglądać w biustonoszu. Jest to wyobrażenie błędne, a nawet szkodliwe, bo powodujące, że kupujemy źle dopasowane biustonosze. Co zresztą i tak nie pomaga nam w osiągnięciu tego wymalowanego przez grafika ideału, bo jego zwyczajnie osiągnąć się nie da. 

 

Robią mi się wałki

Chyba nie ma na świecie brafitterki, która nie słyszała w przymierzalni narzekań na te okropne wałki na plecach. Wałki od biustonosza. Proszę dać mi inny rozmiar, ten jest za ciasny. W tym robią mi się wałki. Wyglądam, jakbym była jakaś tłusta! Sama we własnym skromnym doświadczeniu spotkałam się z setkami uwag tego typu. Jak mam dobrać sobie biustonosz, w każdym robią mi się wałki na plecach. Proszę mi pomóc dobrać biustonosz, byle nie za ciasny, bo robią mi się wałki. Poszukuję biustonosza, ale koniecznie w bardzo dużym rozmiarze, co najmniej 100 pod biustem, bo jestem gruba i robią mi się wałki! 

Chcecie znowu złą, albo, zależnie od punktu widzenia, dobrą wiadomość? Te wałki będą Wam się robić. Zawsze. 

Możecie oczywiście próbować nosić luźne staniki, które nie podniosą Wam piersi z przodu, ponieważ tył stanika z tyłu nie będzie miał się jak zatrzymać i wjedzie Wam na łopatki, a może i niemal pod kark. Jeden ze sklepów nawet zrobił o tym hasło z obrazkiem i postawił w salonie w widocznym miejscu:

 

brabirds  

Noszenie za luźnego stanika może czasem zmniejszyć ten spędzający sen z powiek nosicielek staników problem, a czasem nie, ponieważ podnoszący się do góry tył, ściągany z przodu przez obwisające piersi, i tak będzie pchał do góry tłuszczowy wałek.

Jeśli tak wolicie - okej, może nie zależeć Wam na podniesieniu piersi. Obowiązku nie ma, mówię to całkowicie szczerze i bez ironii! Biust ma prawo wisieć, jeśli tyko jego właścicielka nie ma nic przeciwko. Ale warto przemyśleć, czy na pewno nie wolicie wałków z tyłu zamiast biustu niżej i czy na pewno jest Wam wygodnie w luźnym rozmiarze pod biustem, zwłaszcza jeśli biust jest duży. Może być bardzo niekomfortowo, a do tego niezdrowo. Bo w tak dobranym klasycznym staniku, jeśli piersi są ciężkie - cierpi kręgosłup i nadmiernie obciążone ramiona, albowiem cały ciężar piersi zawiśnie w takim układzie na ramiączkach. Wybór należy do Was. Jeśli preferujecie naturalny look i minimum nacisku na skórę - rozważcie miękką, elastyczną braletkę, bez wyprofilowanych drutem misek i konieczności precyzyjnego dopasowania.  

 

Nasze ciała to nie wasza wizja artystyczna

Aby dokonać wyboru, potrzebujemy prawdziwej informacji. Moim zdaniem nieetyczne jest przedstawianie nam obrazów fałszujących rzeczywistość tak, że może nam to zaszkodzić. Nie obrażę się, jeśli grafik zmieni modelce kolor włosów, bo tak mu pasuje do kompozycji, ale jeśli zmieni formę ciała na nierealną, tak że może to wpłynąć na niekorzystną dla mnie decyzję zakupową (jak kupno nieodpowiedniego rozmiaru) - sorry, to już zupełnie, ale to zupełnie co innego! To tak, jakby zdjęcie przedstawiało inny produkt, niż jest oferowany. Pokazuje mi się stanik, który ani na mnie, ani na nikim innym nie będzie wyglądał tak, jak na zdjęciu. Nazwijmy rzecz po imieniu - to jest oszustwo. 

Czemu stosuje się te praktyki? Czy naprawdę kobiety wolą oglądać rozwałkowane ciała? Trudno jednoznacznie ocenić, bo jesteśmy już tak przyzwyczajone do odrealnionych obrazów, że to te prawdziwe czasem budzą szok i niedowierzanie. Wierzę mimo wszystko, że w większości z nas tli się jeszcze na tyle zdrowego rozsądku i realizmu, by nie wierzyć w takie „wałki” grafików i nie zachwycać się photoshop disasters. Bardziej realistyczne zdjęcia (np. te z kampanii Curvy Kate, czy - z naszego podwórka - katalogi Avocado czy zdjęcia Ewy Michalak) spotykają się z bardzo pozytywnym odbiorem, a firmy chyba nie narzekają na brak klientek. 

 

Pretty_plecy

Biustonosz Pretty Ewy Michalak. Widać zarówno zagłębiające się w ciele gumki, jak i wybrzuszenie ciała pomiędzy dolną a górną gumką skrzydełka oraz nad nim. 

 

Clarisse_selfie_10_b

Tył biustonosza Clarisse marki Nessa na zdjęciu z mojej recenzji. Naga prawda - tu na pewno nie było żadnego wygładzania ani zmniejszania wałeczków. Mam dużo tkanki tłuszczowej w górnych partiach ciała oraz w pasie. Spora jej część znajduje się właśnie z tyłu i z boków.  

 

 Avocado_CESOIR2

Avocado - firma, która nie wstydzi się pokazać, jak jej komplety wyglądają z tyłu. Na zdjęciu kompletu Ce Soir ciało modelki jest szczupłe, ale zachowuje naturalną miękkość i nikt nie udaje, że jest lalką z plastiku, w którym nie zagłębiają się gumki od biustonosza czy majtek. 

 

Realny sposób na wałek

Czuję się w obowiązku poczynić dygresję. A co z tymi z nas, którym wałki na plecach psują radość z bielizny? Nie udaję, że problem nie istnieje, ale są na niego sposoby inne niż np. wybieranie luźnego obwodu. Po pierwsze - wybierajmy biustonosz we właściwym rozmiarze (za luźny nie podtrzyma biustu i będzie obcierał, za ciasny - utrudni oddychanie i będzie cisnął). 

Po drugie, zwracajmy uwagę na jakość tyłu. Przy pulchniejszej figurze i większym biuście sprawdza się szerszy tył, bo rozkłada nacisk na większą powierzchnię. Dzianina nie powinna być zbyt wiotka i elastyczna, by to nie gumki wykonywały większość podtrzymującej pracy. Praktyczne jest szerokie zapięcie (na trzy haftki). Dobrzy producenci wiedzą, że nie oczekujemy od biustonoszy pogłębiania naszych kompleksów i mają sposoby na to, by w dobrze dobranym rozmiarze tył biustonosza wyglądał w miarę gładko i jednocześnie był wygodny. 

 

#wolneodretuszu

Co kieruje photoshopowymi manipulatorami? Myślę, że często zwykła nieświadomość i brak wyobraźni. Twórcy katalogów otrzymują zadanie stworzenia „ładnych” obrazów, a więc, wedle ich standardów, nie obrażających nikogo widokiem tego okropnego tłuszczu w okolicach gumek. Nie biorą w ogóle pod uwagę, że na podstawie ich twórczości podejmowane będą decyzje zakupowe oraz będzie kształtowała się wiedza kobiet o tym, jak dobierać biustonosz czy majtki (postawię hipotezę, że najczęściej są to panowie, którzy nie noszą biustonoszy). Co więcej, na tej podstawie działają niedoświadczeni i niefachowi sprzedawcy bez wiedzy brafittingowej, przekonując kobiety, że stanik może, a nawet powinien wyglądać na za mały w miseczkach i za duży pod biustem - bo przecież na wszystkich reklamach tak właśnie wygląda. 

Dlatego uważam, że najwyższy czas się zbuntować przeciwko nadmiernemu, szkodliwemu retuszowi zdjęć bielizny. Buntować się mogą klientki (od czego soszal media, fanpejdże i profile firmowe, tudzież - last but not least - głosowanie portfelem?), ale także brafitterki i właścicielki sklepów. To do nich trafiają katalogi bielizny oraz to brafitterki muszą mierzyć się na co dzień z błędnymi przekonaniami kobiet o dobieraniu biustonosza kształtowanymi przez reklamę. To właścicielki i właściciele sklepów są pierwszymi odbiorcami producentów i mogą im różne rzeczy sygnalizować, sugerować, a nawet wymagać. Brafitterki - bądźcie rzeczniczkami swoich klientek i wymagajcie od producentów zmiany stylu obróbki zdjęć!

Kobiety! Nie dajmy sobie rozwałkować mózgów. #wolneodretuszu! 

 

 

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...