Wpisy z tagiem: kampania

czwartek, 24 sierpnia 2017

Zdjęcie promujące aktualną kampanię marki Panache - Find Your Fit

 

Miałyście kiedyś brafitting? :-) I jak to wspominacie? Było OK, a może coś nie zagrało? Jeśli to drugie, albo jeśli w ogóle nie macie chęci na konsultację stanikową - to nie jesteście same. W sporej części kobiet wizyta u brafitterki nie budzi wcale ciekawości, a raczej obawy. Potwierdzają to sondaże. Jak donoszą źródła branżowe, firma Panache zleciła niedawno ankietę, w której zapytano około 3000 kobiet w Wielkiej Brytanii o ich stosunek do usługi profesjonalnego dobrania biustonosza, czyli brafittingu. Wynik moim zdaniem i tak napawa optymizmem - okazuje się, że aż prawie połowa (48%) badanych kobiet ma za sobą brafitting.

Warto jednak pamiętać, że sondaż dotyczył UK - ojczyzny wielu marek o szerokim zakresie rozmiarów, czyli kraju pełnego staników na praktycznie każdy biust. Nic tylko się brafitować! Gdyby nie to - podejrzewam, że wynik byłby skromniejszy. Aż połowa uświadomionych stanikowo kobiet - to wielki sukces, oczywiście pod warunkiem, że ten brafitting nie odbył się na zasadzie „dam pani 80C, to prawie to samo, co 75D” - ale że kobiety te rzeczywiście noszą teraz właściwy rozmiar biustonosza

A co z tą drugą połową kobiet, które z brafittingu nie korzystały? Zapytano je o powody. Co jest na pierwszym miejscu? Pewnie umieracie z ciekawości. Tadaaam! 41% kobiet podało, że unika brafittingu, ponieważ... wstydzi się rozebrać przed brafitterką. 

 

Kiedy tak stałam z oklapniętym biustem...

Niedawno trafiłam na facebooku na wpis rozczarowanej klientki pewnej (cenionej przez stanikomaniaczki) brytyjskiej sieci sklepów z bielizną, który bardzo mnie zaskoczył. Jak relacjonuje nasza bohaterka, na samym wstępie została poproszona o... zdjęcie biustonosza w obecności brafitterki. Dalej czytamy o tym, jakie emocje nią targały, gdy stała z oklapniętym, zapewne sporym biustem - w bluzce, bo stanik udało jej się ściągnąć trudną sztuką, bez zdejmowania topu - przed panią specjalistką i jak skrępowana się przy tym czuła. Oj, chyba ktoś tu czegoś mocno nie przemyślał... i nie chodzi tu o osobę korzystającą z usługi. Jeśli pierwszym doświadczeniem kobiety w przymierzalni jest zaskoczenie, wstyd i zmieszanie (w dodatku niczemu niesłużące - bo w czym, na Jowisza, brafitterce przyda się widok wystraszonej kobiety bez stanika na samym początku spotkania?), to nic dziwnego, że prawdopodobnie nigdy już z brafittingu nie skorzysta.

A teraz coś, co być może Was zaskoczy. Ten tekst nie jest o tym, że kobiety powinny się wstydzić tego, że się wstydzą. Szczerze mówiąc - nie lubię tego całego pokrzykiwania, do którego ma tendencję część bra-entuzjastek: no weźcie, nie ma się czego wstydzić, ludzka rzecz, ech te głupie kompleksy, nic wam się nie stanie jak zdejmiecie bluzkę, u lekarza też się wstydzicie rozebrać? - i tak dalej. Czy muszę wam tłumaczyć, że takie poszturchiwanie słowne wcale nie zmniejsza skrępowania tych, do których jest kierowane? Bo ja sądzę, że raczej służy podbiciu poczucia lepszości tym, które takie namowy wygłaszają: Ja się nie wstydziłam! A na spotkaniu stanikomaniaczek to nawet bez bluzki się pokazałam wszystkim, o! A ty chyba jakaś zacofana jesteś!

Jeśli chcemy rzeczywiście komuś pomóc, a do tego osoba ta musi przezwyciężyć skrępowanie - to podstawą jest stworzenie przyjaznej, bezpiecznej, akceptującej atmosfery. Możemy narzekać i załamywać ręce nad kulturą, która sprawiła, że kobiety traktują swoje piersi jak wstydliwą część ciała, wobec której w dodatku są niezmiernie krytyczne. Ale krytykowanie za to kobiet nie sprawi, że nastąpi magiczna zmiana i ich zawstydzenie wyparuje.

Swoją drogą, uważam, że żadna kobieta nie powinna być nakłaniana do rozbierania się przed brafitterką. Topless może, ale nie musi się pojawić, dopiero w trakcie przymiarek, gdy przydaje się pomoc w ocenie dopasowania czy prawidłowego założenia biustonosza. I dopiero w momencie, gdy obie strony nawiązały już ze sobą przyjazny kontakt i pojawiła się owa bezpieczna atmosfera. Jeżeli mam być szczera - a mówię to jako osoba, która w pewnych okolicznościach występuje publicznie bez bluzki - takie żądanie rzucone na wstępie wzbudziłoby u mnie chęć ucieczki, jako naruszenie moich granic. 

 

Jestem brafittingową samosią

Kobiety pytane o to, czemu nie korzystają z brafittingu twierdziły też, że: nie mają na to czasu, że obawiają się, że brafitterka nie znajdzie niczego pasującego oraz... boją się poznać swój prawidłowy rozmiar (!). Zwłaszcza ten ostatni powód zwraca uwagę. Jednak już drugim w kolejności, po wstydzie przed rozebraniem się, powodem niekorzystania z usług brafitterek jest po prostu brak takiej potrzeby. Stanik możemy dobrać sobie same - uważa 40% kobiet spośród tych, które nie korzystały z brafittingu - i tego powodu nie zamierzam kwestionować ani krytykować. Sama do brafitterek nie chodzę wcale :-) I uważam, że spokojnie można być swoją własną brafitterką. O ile nie umniejszam tu wcale roli tej usługi dla osób jej potrzebujących, to twierdzę, że każda z nas może osiągnąć bra-samodzielność. Jeśli nie wcale bez pomocy, to na pewno po jednej-dwóch sensownych wizytach u specjalistki i kilku zakupach. 

A zatem: nie po drodze ci do salonu z brafittingiem, albo już w takim byłaś, znasz swój rozmiar, wiesz, o co chodzi z tym dobieraniem? Nie zmieniły ci się wymiary ani konsystencja piersi, twoje biustonosze pasują? Tak jak żadna z nas nie ma obowiązku chodzenia do fryzjera ani kupowania co sezon nowej garderoby, tak samo polecany regularny brafitting co 6 miesięcy jest tylko „polecany”, a nie obowiązkowy. Do brafitterki możesz wybrać się dla przyjemności, gdy najdzie cię ochota na nowy komplet. Może przy okazji usłyszysz jakąś przydatną radę, może trafisz na niewypróbowaną jeszcze, dobrą konstrukcję? Nowy stanik to nie mammografia czy USG piersi (na badania, dla odmiany - polecam zgłaszać się regularnie). Nie ma musu, nie ma spiny.

Ale jeśli czujesz, że z twoimi biustonoszami jest coś nie tak, że nie pasują do twoich piersi i nie bardzo wiesz, jak to zmienić - czytaj dalej! :-) 

 

Foto: Panache

 

Twój rozmiar jest dla ciebie

Ten wpis nie miał być też o tym, dlaczego nie warto chodzić do brafitterek :-) Wręcz przeciwnie, chciałam zachęcić te z was, które się wahają albo już należą do tej niechętnej połowy. Jeśli czujesz, że „nie dogadujesz się” ze swoimi stanikami - spotkanie z fachowczynią może być znakomitym pomysłem. Dzięki niej nie będziesz skazana na szukanie po omacku i zgłębianie stanikowiedzy samodzielnie. Twój problem zostanie prawdopodobnie szybko zdiagnozowany i zostaną ci zaproponowane rozwiązania. Może inne modele i konstrukcje? A może zupełnie inny rozmiar? Aż 78% kobiet, jak donoszą wyniki wspomnianego wcześniej badania, w wyniku kontaktu z brafitterką zmieniło rozmiar stanika. Może popełniasz jakiś łatwy do wyeliminowania błąd w dopasowaniu rozmiaru (taki jak za szeroki obwód, za małe miseczki), a może po prostu nie znalazłaś jeszcze „swojej” marki czy kroju. 

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy rozmiarze. Według sondażu Panache niektóre kobiety nie mają ochoty na brafitting, ponieważ obawiają się usłyszeć „wyrok” - swój prawidłowy rozmiar stanika. Słyszały zapewne, że brafitterska diagnoza często-gęsto kończy się stwierdzeniem, że jednak nie 90E, tylko raczej 75G. A to przecież rozmiar, którego „się nie produkuje” (fakt: nie ma go w sieciówkach, ale jest w ofercie mnóstwa marek!) a przede wszystkim tak dziwaczny, że należy się go wstydzić. Lepiej udawać, że ma się D. Co z tego, że nie pasuje.

Powiem szczerze, że o ile rozumiem skrępowanie związane z kontaktem z obcą osobą przy dobieraniu bielizny, to tutaj już trochę mniej empatyzuję i raczej uderza mnie bezsens takiej postawy. Kobieto! Twój rozmiar to tylko numer (i litera). Dobrany rozmiar to nie powód do wstydu, a przepustka do lepszego świata! Świata staników dopasowanych do twoich piersi, i w związku z tym dużo wygodniejszych i poprawiających twój wygląd. Serio. 

W sumie, myślę sobie, że wszystkie te opory biorą się tak naprawdę z tego samego źródła: obawy, że brafitterka nas zawstydzi jakąś swoją uwagą czy zachowaniem. Że okaże zdziwienie naszymi wymiarami, że powie, jak sto sprzedawczyń przed nią: „TAKICH rozmiarów nie mamy”. Innymi słowy - że powodem jest wciąż ten sam nasz stary przyjaciel - wstyd. Być może wzmocniony wcześniejszymi, złymi doświadczeniami. 

 

Znajdź swoją brafitterkę

Dobra brafitterka - nie taka, którą opisywała rozczarowana klientka z początku notki - powinna umieć sprawić, że całe twoje zawstydzenie i obawy szybko rozpłyną się w niebycie, a jedynymi towarzyszącymi ci emocjami będą: ciekawość, radość z własnego widoku w lustrze, a w końcu - z nowego zakupu (plus ewentualnie dreszczyk emocji związany z pozbywaniem się pewnej sumy pieniędzy :-) ). Na pewno NIE zacznie od żądania zdjęcia bluzki, nie wspominając o biustonoszu. Jeśli więc trafisz na taką delikatną i taktowną, a zarazem fachową osobę, nie wahaj się polecać jej znajomym. 

Słyszałam i czytałam setki historii stanikowych metamorfoz, relacje kobiet wpadających w euforię po tym, jak dowiedziały się, jaki rozmiar nosić i jak powinien naprawdę leżeć i działać biustonosz. To wszystko po latach niewygody i stresu związanego z kupowaniem i noszeniem staników, kompleksów „niewymiarowego biustu”. Dobre brafitterki to prawdziwe bohaterki dnia codziennego :-) 

 

Wideo promujące kampanię Panache Find Your Fit 

 

Pamiętacie, jak namawiałam was do nominowania Waszych ulubionych brafitterek na wasze kobiece wzory do naśladowania? Było to rok temu w ramach kampanii organizowanej równiez przez Panache. Kto wie, czy czasem nie stanowiło to inspiracji dla tych, którzy wymyślają owe kampanie - bo w tej, która właśnie trwa (Find Your Fit) klientki nominują swoje brafitterki, a najpopularniejsza ma otrzymać tytuł Brafitterki Roku Panache. Jak to się odbywa i czy warto włączyć się do zabawy?

Sklepy biorące udział w kampanii po pierwsze - brafitują, a potem proszą klientkę o wypełnienie specjalnej karty. Można też zrobić to online. Karta ta zawiera między innymi: rozmiar klientki przed i po brafittingu i kupione przez nią modele, nazwisko brafitterki i bardzo ważne pytanie: Jak się czujesz w swoim nowym biustonoszu? Można też dodać swoje zdjęcie w nowym nabytku. Można też wrzucić je w soszal media i otagować #FoundMyFit (ja proponuję dodać nasze rodzime bra-selfiaczowe, ciałopozytywne hasło: #BiustySąRóżne :-) )

Dodatkową zachętą do wypełniania kart są oczywiście nagrody: co miesiąc na pięć szczęśliwych klientek czekają trzy komplety produktów Panache, Panache Sport i Panache Swim. A więc, stanikomaniaczko - jeśli masz ochotę, zbrafituj się (albo namów znajomą), a może przy okazji wygrasz komplet bielizny, sportowca i kostium? :-) Podoba mi się ten pomysł - walor edukacyjny, można coś wygrać - same zalety. Ale kampania kampanią - nie trwa cały czas, a dobry brafitting i dobre brafitterki popularyzować warto.

Ciekawa jestem, jak taki sondaż z pytaniami o brafitting wypadłby w Polsce. Czy Polki mają raczej dobre doświadczenia z brafittingiem, czy też wciąż się go obawiają, pomne złych doświadczeń przez lata słabego wyboru w sklepach? A jak jest u was? Czy korzystałyście z usług brafitterki przy dobraniu rozmiaru i czy czułyście się przy tym komfortowo? Czy znalazłyście swój rozmiar bez wstydu i obaw, w bezpiecznej atmosferze? Co było najważniejsze dla waszego poczucia komfortu? 

środa, 23 marca 2016

Przyznam, że nigdy nie ekscytowały mnie medialne plebiscyty na człowieka roku, bizneswoman roku i tym podobne - nie wnikałam, kto dokonuje nominacji i kto ustawia na podiach wszystkie te osobistości i nie interesowało mnie to. Wyróżniane osoby i tak były już znane, więc czym się tu ekscytować? Dlatego, kiedy w zeszłym roku pierwszy raz usłyszałam o kampanii „Modelled by Role Models - Nowy wymiar piękna”, nie od razu rzuciłam się na temat, jednak z czasem mnie zaciekawił. Po pierwsze, bohaterki kampanii pokazywały się na zdjęciach w bieliźnie znanej marki D+, prezentując różnorodne rozmiary i kształty, co samo w sobie zmusza do zainteresowania :-) Co jednak jeszcze ciekawsze, nie były to największe celebrytki świata znane z urody, lecz kobiety prowadzące godną uwagi działalność społeczną czy zawodową. Całkiem sensownie to wymyśliła firma Panache z punktu widzenia osoby takiej jak ja - której bliski jest zarówno temat różnorodności kobiecych ciał, jak i doceniania roli kobiet w świecie, innych niż rola „ozdobna”. Kampania ponoć się udała i dlatego doczekała się kolejnej edycji - która już trwa.

 

My wybieramy

O co chodzi tym razem? Inaczej niż w zeszłym roku, gdy grono bohaterek - kobiecych wzorców do naśladowania - było niejako narzucone z góry, w tym roku wybór role models należy do odbiorców kampanii, czyli również do nas. W kolejnej edycji „Modelled by Role Models – Nowy Wymiar Piękna” Panache prosi o pomoc osoby dla nich najważniejsze – swoje klientki, aby nominowały osoby, które są dla nich wzorcami. Mogą to być znajome, zwyczajne kobiety robiące niezwykłe rzeczy, bądź może to być ktoś zupełnie obcy lub będący osobą publiczną, sławną, której praca nas inspiruje”- pisze organizator.

Innymi słowy: my nominujemy. Potem dopiero międzynarodowe jury z dziennikarką Beatą Sadowską w składzie wybiera wstępną super 15-kę, potem jeszcze ma być głosowanie, w którym wyłonione 6 kobiet zostanie główymi bohaterkami kampanii. Trochę to skomplikowane i zawiera udział tajemniczego jury, tym niemniej udział klientek w całej sprawie rośnie i kto wie, czy za rok nie będziemy po prostu głosowały na nasze i tylko przez nas wybrane kobiece wzorce do naśladowania.

A jaką korzyść będą miały z tego zwyciężczynie? 12 kompletów bielizny Panache oraz udział w sesji foto (opłacona podróż i zakwaterowanie w Londynie). Sądząc po ubiegłorocznej sesji, i ta ma szansę wyjść fajnie. No i trochę lansu :-) Mam tu oczywiste skojarzenie z kampanią „Star in a Bra”, tam jednak chodziło o wybór modelek, tu zaś kładzie się największy nacisk na przymioty ducha - nie ciała.

 

Zwykłe kobiety i nowe wymiary

Co ważne, organizator podkreśla, że nie musimy wybierać sławnych osób publicznych. Mogą to być znajome, zwyczajne kobiety robiące niezwykłe rzeczy - a więc także nasze koleżanki, sąsiadki, członkinie rodziny. Można nawet nominować samą siebie. O jakie kobiety chodzi? Takie, o których myślimy: „chcę być, jak ta pani - ona robi coś fajnego”.

Przykład? Kogo sama bym nominowała? Nie wiem, czy Was to zaskoczy, ale moimi prywatnymi bohaterkami dnia codziennego są... kobiety bra-biznesu. Nie wskażę na razie nikogo konkretnego, ale stawiam na: brafitterki, właścicielki dobrych sklepów, a także dobrych firm bieliźniarskich, uwzględniających nasze różnorodne potrzeby.

W poprzedniej edycji uderzyło mnie, że bohaterki były znane przede wszystkim z działalności społecznej, charytatywnej, poświęcające się dla innych. Brakowało mi wśród nich osób na stanowiskach, bizneswomen, wybitnych ze względu na zawodowe mistrzostwo. A przecież, prowadząc biznes, wcale niekoniecznie myśli się tylko o korzyściach dla siebie. Dobry biznes może przyczyniać się do rozwoju lokalnej społeczności, dawać dobrą pracę okolicznym mieszkańcom (warto pamiętać, że w branży bieliźniarskiej pracują głównie kobiety!), wreszcie - zaspokajać potrzeby klientek pomijanych przez wielkie koncerny i masową produkcję. Biznes może być pożyteczny nie tylko dla jego właściciela. Oczywiście sama najchętniej popierałabym biznesy, które zasługują na miano etycznych, czyli spełniające takie warunki, jak godna płaca dla pracowników, dobre warunki pracy. To złożony temat i na marginesie chętnie powitałabym Wasze przemyślenia z tym związane.

A wracając do kobiet bra-biznesu - o wielu z nich można z całą pewnością powiedzieć, że w swojej pracy pomagają innym kobietom. Ile z nas przeżyło zmianę jakości życia w związku ze zmianą bielizny? Całe mnóstwo. Wiele z tych bra-przemian to przecież dzieło tych właśnie zwyczajnych kobiet, które odważyły się zacząć robić rzecz niezwykłą - bo taką niezwykłą rzeczą był w naszym kraju, i w wielu miejscach nadal jest, uczciwy brafitting. Wiele z tych kobiet postawiło wszystko na jedną kartę, zakładając sklep, czy firmę produkującą tak zwane „nietypowe” rozmiary. Dlatego Was też zachęcam, byście w swoim poszukiwaniu kobiecych wzorców zastanowiły się nad damami polskiego brafittingu, dzięki którym życie wielu z nas, a przynajmniej stosunek do własnego ciała, wkroczył w nowy wymiar w sensie nie tylko przenośnym, ale i całkiem dosłownym :-) Chyba można zastosować do nich słowa Silne, odważne kobiety. Kobiety, które wytyczają własne ścieżki. Zmieniają bieg historii. - nie uważacie?

 

Nominuj brafitterkę swojego życia ;-)

Rzecz jasna, wśród naszych wzorców mogą znaleźć się także kobiety z zupełnie innych branż czy dziedzin. Ja największy sentyment mam właśnie do tej - ale Wy możecie mieć całkiem inne preferencje.

Jak nominować swój wzór do naśladowania? Nominacje zbierane są na polskiej stronie kampanii Modelled by Role Models do 3 kwietnia.

Zapraszam do podzielenia się w komentarzach Waszymi nominacjami i powodami, dla których ta a nie inna kobieta Was inspiruje, motywuje do zmiany życia na lepsze... kieruje w stronę nowych wymiarów... przenośnie lub dosłownie, będąc Waszą ulubioną brafitterką ;-)

Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...