Wpisy z tagiem: Gossard

piątek, 08 czerwca 2012

Mała zmiana nastroju - po jaskrawych szaleństwach kilka słów o pewnej nietypowej przedstawicielce letnich kolekcji. Jak słusznie zauważają autorki bloga Small Cup, pochmurna barwa tych koronek bardziej kojarzy się z jesienią. Widzę też, że Smallcupowiczki, podobnie jak ja, uważają Passion za jedną z najbardziej udanych propozycji Gossarda w tym sezonie.

À propos miseczek małych i dużych - postanowiłam już trzy sezony temu, że dam szansę Gossardowi. Miałam jednak wątpliwości, czy jako marka kończąca zakres rozmiarowy na miseczce G i lubująca się w lekko skonstruowanych głębokich plandżach, może on być w tym rozmiarze istotną konkurencją dla innych. Zwłaszcza pod względem konstrukcji i podtrzymania. Innymi słowy, czy Gossard, ceniony przez drobne biusty, daje radę w „dużym G”? Can Can, którego wypróbowałam zeszłej wiosny, radę owszem dał, choć nie bez zastrzeżeń.

A jak się sprawuje marka po roku? Postanowiłam to sprawdzić i przy okazji znowu pofolgować upodobaniu do fioletowych Gossardów ;)

 

Gossard - Passion, rozmiar: 36FF, kolor: eclipse/berry [Rozmiary miseczek: A-G, obwody: 30-38, cena: 171 zł (sklep Adore), £32 (sklep firmowy Gossarda)]

 

Estetyka

Gossard właściwie nie produkuje brzydkich staników - nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że ostatnimi czasy co Gossardzik, to perełka. Może nie są fajerwerkami designerskiej wyobraźni, ale przyjemne kompozycje kolorów plus naprawdę superstaranne wykonanie i estetyczne, nie sprawiające wrażenia tanich materiały (i detale!) z kolekcji na kolekcję czynią tę markę coraz bardziej godną wymagających szuflad. Oglądając ostatnią kolekcję ani razu nie miałam wrażenia, że ktoś tu na czymś specjalnie oszczędzał - nie ma wprawdzie jedwabi, kryształków ani artystycznych koronek, ale są zwykłe surowce w dobrym gatunku. Passion nie jest wyjątkiem.

Mam słabość do koronek zakończonych rzęskowatymi wypustkami, zwanych z angielska eyelash lace. Wydawały mi zawsze luksusem, bo rzadko spotykałam je w znanych mi markach. Wyjątkiem bywała tylko Masquerade czy droższe i trudno dostępne Mimi Holliday. Te „włochate” brzegi koronki były pierwszą rzeczą, która podbiła moje stanikomaniackie serce w tym modelu. Koronka zręcznie ukrywa brzegi piankowych miseczek, powodując, że przejście z powierzchni biustonosza w powierzchnię skóry jest gładsze. I jest po prostu sexy. Na zdjęciach bez biustu w środku niestety trudno docenić jej urok, fotki producenckie też mnie nie zachwycają - najlepsze zdjęcie na modelce znalazłam w brytyjskim e-sklepie Simply Yours.

Druga wielka zaleta to barwy: ciemny, wpadający w fiolet granat koronki oraz lawendowy podkład i kokardka. Odcień na zdjęciach wyszedł mi trochę cieplejszy niż w rzeczywistości. Lody jagodowe z kawałkami owoców - takie było moje pierwsze skojarzenie, w sumie całkiem letnie :) A potem przeczytałam, że kolor ten w katalogu nazywa się eclipse/berry, czyli, w wolnym tłumaczeniu, jagodowe zaćmienie :)

Kokardka jest zresztą wybitna - duża, miękka, ślicznie się układa, żadne tam sztywne, strzępiące się nieszczęście. Ta kokardka - to jest kwiat! Fotografując Pasjonatkę, nie mogłam sie od niej oderwać...

Skoro już jesteśmy przy detalach - nie lubię metali w złotych odcieniach, ale Gossardowe regulatory i haftki są bardzo OK. Lśniące, przyjemne w dotyku, po prostu porządne. I to wytłoczone logo... diabeł tkwi w szczegółach, jak zawsze powtarzam :)

Coraz mniej natomiast gustuję w charakterystycznych dla Gossardzich plandży gumkowych tyłach. Wolałabym zwykłą dzianinę zamiast tej pasmanteryjnej konstrukcji.

 

Dopasowanie

Przymierzając różne rozmiary i pamiętając wrażenia z Can Cana, przeżyłam dwa zaskoczenia.

Po pierwsze, okazało się, że Pasjonatka w praktykowanym przeze mnie ostatnio najczęściej rozmiarze 36G ma na mnie zdecydowanie za duże miseczki. Pozostałam więc przy 36FF. Wygląda na to, że dzisiejsze Gossardy w rejonach G to raczej dużomiskowce.

Lepsza niż w Can Canie okazała się praca obwodu - ten nie jest satynowy, lecz z elastycznej siatki. Siatka jest niestety mocno rozciągliwa, ale nie sztywna jak satyna, dzieki czemu gumy mają szansę pracować na całej długości, a nie tylko z tyłu. Dzięki temu początkowo świetnie czułam się w 36 i nie czułam potrzeby ciaśniejszego obwodu.

Po dłuższym używaniu jednak (a eksploatowałam Pasjonatkę dość intensywnie) zaczęłam przepinać się na środkowe, a nawet najciaśniejsze haftki - czyli gumy się rozciągnęły. Po praniu obwód na pewien czas wraca do stanu ciaśniejszego, po czym poluźnia się w noszeniu.

Podsumowując - odejmuję punkty za rozciągliwość i nieprzewidywalną miskę. No i, after all, może lepsze byłoby jednak 34G.

 

Kształt



Specjalnie zwróciłam baczną uwagę na ten aspekt, różnie bowiem bywa z plandżami. To wymagający fason i trudny do skonstruowania w większych rozmiarach, z uwagi na niskie zabudowanie.

Dobry plunge powinien podnosić biust, zbierać go z boków (nie rozstawiać) i ujarzmiać go na tyle skutecznie, byśmy nie bały się poruszać w wydekoltowanym stroju, i to wszystko przy niskim mostku. Wiele z Was zapewne nie raz przymierzało złe plandże (do dziś pamiętam np. markę Ultimo, która robiła z mojego biustu rozstawioną na boki groteskę).

Tymczasem Pasjonatka radzi sobie bardzo dobrze. Porównywałam swoją sylwetkę w tym biustonoszu z sylwetką w plunge'u Ewy Michalak (do eksperymentów posłużył Malachit). Różnice na korzyść Effuniaka zauważyłam dopiero robiąc sobie porównawcze zdjęcia w lustrze (niestety nie nadają się do zamieszczenia z uwagi na jakość, czemu winny jest brak fotografa, ale może rozwiążę jeszcze ten problem :).

Malachit tylko trochę wyżej podnosi biust, daje też odrobinę inny profil, okrąglejszy - bardziej klasycznie półkulisty, że tak się wyrażę, podczas gdy Passion to półkula z subtelnie zaakcentowanym wierzchołkiem. Nie jest to jednak w żadnym razie stożek, ani nawet „zadarty nosek”. Dekolt w obydwu wygląda równie atrakcyjnie.

Can Canowi odjęłam punkt za załamywanie się miseczek u dołu, tuż nad fiszbinami. Tutaj również ten efekt występuje, ale w wyraźnie mniejszym natężeniu. Czyżby coś jednak zmieniono w konstrukcji? Do tego dochodzi skuteczne maskowanie przez koronkę.

Podsumowując, z kształtu w Pasjonatce jestem bardzo zadowolona. I mam ekstra dekolt :)

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Miałam nadzieję, że udało się Gossardowi wyeliminować wyżej wspomniane załamywanie misek u dołu, które denerwowało mnie w Can Canie (a które, jak już wspomniałam, nie jest widoczne w ubraniu). I pierwszy dzień noszenia stwarzał wrażenie, że tak się stało. Zagięcia jednak pojawiły się z czasem - ich ślady na gąbce widać także po zdjęciu biustonosza:

Ciekawe, że plandże Ewy Michalak nie powodują tego efektu - zakładam, że to kwestia jakichś szczegółów konstrukcji. Tak czy owak, jak już wspomniałam, jest on dużo mniej zauważalny tutaj niż w Can Canie, a w noszeniu w ogóle nie przeszkadza.

Lepsze niż w Can Canie jest także podtrzymanie. Właściwie czuję się w Pasjonatce bezpiecznie, porównywalnie z balkonetkami - tył pracuje tutaj znacznie lepiej ze względu na zastosowanie nie dzianiny satynowej, lecz elastycznej siatki. Porównanie z Malachitem było jednak okazją do zauważenia, jak duże znaczenie ma szeroki, stabilny tył Effuniaka. Tamtemu dałabym piątkę z plusem, temu wystarczyć musi cztery. Zbliżyłaby go do ideału lepsza dzianina, bo ta jest zbyt wiotka i rozciągliwa, a gumy zapewne nie są wieczne.

Warto odnotować też wysokość mostka - Pasjonatka w rozmiarze 36FF może poszczycić się 5-centymetrowym (niższym od Effuniakowego o 1,5 cm). Jeden i drugi całkowicie zaspokaja moje potrzeby dekoltowe. Nie mam ubrań, z których by wystawały, mimo że od dekoltów nie stronię. Passion jest za to wyżej od Effuniaka zabudowana z boków, ale nawet nie zbliża się do niebezpiecznych wysokości drapania pachy. Prawdę mówiąc lepiej czuje się w wysokości Pasjonatkowej.

 

Wygoda

Będę surowa. Wszystko pięknie, tylko dlaczego pętelki gryzą? Chodzi mi o ten ozdobny brzeżek, który mają wszystkie gumki, i który biegnie wzdłuż całego dołu stanika. Daje mi się we znaki głównie z przodu. Byłam uradowana wygodą Pasjonatki - przez pierwsze trzy godziny, potem zaczęłam już ją czuć. Nie zraziło mnie to co prawda i nie uniemożliwia noszenia, ale gdy chcę, by było mi stuprocentowo wygodnie, nie sięgam po ten stanik. Przy takiej dbałości o jakość i estetykę Gossard mógłby zadbać też o miękkie wykończenie. Przecież pod fiszbinami i tak nikt nie dostrzeże tego brzeżku i nie doceni jego urody. Może powinnam go ostrzyc z pętelek?

A już chciałam Passion pochwalić, bo w porównaniu z wyżej wspominanym Malachitem jest dużo wygodniejsza, głównie ze względu na dobre ramiączka. Na ramionach pętelki mi nie przeszkadzają, obszyty koronką przód nie gryzie, a w ramię nie wbija się żadne kółko.

 

Do kompletu: szorty



To moje pierwsze majtki od Gossarda! I są, krótko mówiąc, świetne. Mają wszystkie estetyczne zalety stanika - koronkę, wybitną kokardkę, a także jakość i trwałość (przeżyły więcej prań od biustonosza i nie ujawniły najmniejszej wystającej nitki czy zaciągniętego szwu). Co prawda jestem ostatnio fanatyczką wysokich fig, ale też nie zawsze mam na nie ochotę, a te szorciki wyglądają całkiem korzystnie na figurze. Tył jest półprzejrzysty. Nie mam też żadnych zastrzeżeń do komfortu.

Uwaga jednak na rozmiar - co prawda wiemy, że brytyjskie majtki są spore, ta M-ka jednak jest większa od wielu innych posiadanych przeze mnie M-ek. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, wolę większą swobodę - ale klienktom online - już mogłoby. To plus wysoka cena £16 zdecydowało o obcięciu punktu.

 

Cena

Zarówno w wersji złotówkowej (nawiasem mówiąc, stanik ten w Polsce jest dostępny w bardzo niewielu sklepach), jak i funtowej, cena zaskoczyła mnie niemiło. Cóż, może Gossard za bardzo mnie przyzwyczaił do przystępnych cen? Relacja jakości do ceny nie jest może najgorsza, ale już nie zachwyca tak, jak kiedyś... Przypomnę, że Can Can był aż o 32 zł tańszy. Kursy walut czy ogólna podwyżka?

Szczęśliwie, jak widzę, Gossard nie stroni od wyprzedaży. Wyjątkowo moim zdaniem urodziwą Beau można teraz kupić w firmowym sklepie już za £10 (!!!), a w Noszę Biustonosze - za 119 zł. To już wygląda znacznie lepiej.

 

Podsumowanie

Myślę, że mogę już odpowiedzieć „tak” na pytanie, czy Gossard daje radę w miseczkach G (mimo że tym razem testowałam zaledwie FF :) Daje radę nie tylko estetycznie, ale i konstrukcyjnie, choć warto byłoby zadbać jeszcze o mocniejszą dzianinę boków. Już teraz jednak zauważam dobrą tendencję: Gossard odchodzi od satynowych boków! Widać to już w satynowych modelach z aktualnej kolekcji. Oznacza to może mniejszą dekoracyjność, ale na pewno jest krokiem w kierunku lepszego podtrzymania.

Producent powinien jeszcze zwrócić baczniejszą uwagę na komfort. Smuci także podwyżka cen...

Ponieważ jednak Gossardy cały czas się doskonalą, a modele są naprawdę piękne (a plunge to krój, którego mam stanowczo za mało w szafie!), na pewno będę z uwagą śledziła kolejne kolekcje. Spójrzcie na przykład na model Floral Explosion... Rzuca się w oczy, nieprawdaż?

Ciekawa jestem, czy także podzielacie mój optymizm odnośnie do tej marki i czy denerwują Was wysokie ceny, czy też estetyka wynagradza Wam ten mankament?

Biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez dystrybutora marki Gossard w Polsce, firmę Ab Ovo Lingerie.

I jeszcze słówko na zupełne zakończenie - bez związku z Gossardem, ale w związku z estetyką :) PRZYPOMINAM O KONKURSIE! :-)

poniedziałek, 09 maja 2011

Mój biust jest biustem z pogranicza. ;) Oznacza to, że ma szczęście (albo i, jak czasem bywa, nieszczęście) mieścić się w końcówce zakresu rozmiarów wielu firm, które swoje D-plusowe ambicje kończą na literze G. Jedną z firm konsekwentnie, od lat trzymających się tego zakresu jest Gossard, o którym niedawno sobie przypominałyśmy, a ja obiecywałam sobie i Wam próbę odkrycia tej marki na nowo. Skusiłam się na Can Cana ze względu na kwiecisty nadruk i fiołkowe ubarwienie, co moim zdaniem czyni z niego jeden z najbardziej udanych wizualnie plandży tej firmy. Czy Gossard jest marką, która „daje radę” w strefie G? Postaram się przyczynić do odpowiedzi na to pytanie. 

Gossard - Can Can, rozmiar: 75G, kolor: fioletowy [Rozmiary miseczek: B-G, obwody: 65-85, cena: 139 zł]

 

Estetyka

Tym, co najbardziej przykuwa uwagę w Can Canie, poza intensywną barwą, jest nadruk na lekko połyskliwej, miłej w dotyku satynie. Kwiaty przypominają róże, zwłaszcza w wersji czerwonej tego modelu, także bardzo udanej, a w wersji fioletowej niektóre kojarzą mi się z bratkami. Ale gdy patrzę na Can Cana jako całość, widzę fiołki, które z takim zachwytem obserwuję teraz w ogrodach :-) Model to co prawda z kolekcji zimowej, ale moim zdaniem świetnie nadaje się na wiosnę.

Warto zauważyć, że nadruk, trochę w stylu vintage, jest staranny i ma wyraźne kontury. Wzór występuje, oprócz dolnej części miseczek, również na skrzydełkach oraz - co szczególnie mnie zachwyca - w przedniej części ramiączek. Ramiączka Can Cana to jego niewątpliwy atut - eleganckie, niezbyt szerokie, lecz wygodne.

Koronka nałożona na górną część miseczek jest miękka w dotyku i nie robi sztucznego wrażenia. Zręcznie kryje krawędzie usztywnianych miseczek. Niezbyt podoba mi się tiulowa kokardka - co prawda ani trochę się nie strzępi, ale zagniata się i traci kształt, przez co nie bardzo wiadomo, co to za twór się właściwie między tymi miseczkami gnieździ. Ciekawe, czy istnieją niegniotące się tiulowe kokardki?

Podobają mi się detale w kolorze złotym (regulatory, haftki) - ten błysk metalu to charakterystyczny dla marki element. Wyglądają na dobrej jakości i trwałe.

 

Dopasowanie

Według sprzedawcy miseczki w Can Canach (poza tymi ze strefy poniżej 60-70 D, w której zastosowano wkładki push-upowe), są nietypowo duże. Z tym mogę się zgodzić - biustonosze w rozmiarze 75G obecnie najczęściej są na mnie za małe w miseczkach, raczej skłaniam się ku 80G albo 75GG. A Can Can właśnie w 75G pasuje najlepiej. Dobrze więc, że sklep umieścił tę informację. 

Niestety obwód należy do zaskakująco luźnych. Gdyby zataić przede mną rozmiar tego biustonosza, powiedziałabym, że to 80G. Tył pracuje przede wszystkim na gumkach - choć ich obecność to moim zdaniem zaleta, bo sama satyna byłaby zbyt niewygodna (wiemy, jakie własności ma taka dzianina - rozciąga się łatwo do pewnego momentu, a potem gwałtownie zatrzymuje, co każe wybierać między podtrzymaniem a wygodą).

 

Kształt

Tu należałoby chyba wyróżnić dwie kategorie: kształt biustu pod ubraniem oraz sposób, w jaki prezentuje się w samym staniku. Do tego pierwszego nie mam zatrzeżeń - piersi są ładnie podniesione, zebrane z boków, Can Can ładnie kształtuje dekolt i chętnie zakładam go do wyciętych bluzek. Gorzej po zdjęciu bluzki - miseczki mają znaną z wielu piankowych plandży własność polegającą na załamywaniu się pod piersiami. Zagięcia widać tylko bez ubrania i są optycznie maskowane przez nadruk, ale mimo to odbierają mi nieco przyjemności z noszenia Can Cana.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Can Can nie należy do tuzów supportu, co zapewne wynika z niezbyt dobrze pracującego obwodu, a także po prostu z faktu, że jest wycięty. Wyżej wspomniane załamywanie się miseczek należy chyba zaliczyć do wad konstrukcyjnych. Krótko mówiąc: Can Can jest dla mnie stanikiem „do noszenia”, ale do wybitnych osiągnięć technologii wspierania biustu go nie zaliczam.

 

Wygoda



Can Can jest komfortowym stanikiem, zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz - aż przyjemnie jest wziąć go do ręki. Ozdobna część ramiączek łączy się z gumkową poprzez zszycie, nie żadne nieszczęsne kółka, które zawsze mnie uwierają. Ozdobnie pętelkowane krawędzie gumek i taśm są zaskakująco miękkie w dotyku, zwłaszcza w porównaniu z produktami niektórych wiodących marek.

Jedyny mankament to zbyt krótki i wiotki języczek pod haftkami, który przy zapięciu na najluźniejszy stopień za łatwo się podwija i powoduje, że haczyki dotykają skóry. Ale i tak noszę Can Cana zapiętego na środkowe haftki... 

 

Cena

Choć nie jest to może idealny plunge, to jednak bardzo go lubię za kształt podbluzkowy, wygodę, jakość wykonania, dopracowanie szczegółów i urodę, którą nie odbiega od np. produktów marki Masquerade. Odbiega jednak ceną - jest przyjemnie tańszy od wielu „kolegów po fachu”. A więc cztery. (można go też kupić w promocji - szczegóły na końcu).

 

Podsumowanie

Swój powrót do Gossarda uważam za w sumie dość udany. Nie przeżyłam objawienia, ale dostałam ładny biustonosz w ulubionym kolorze, który daje się nosić z przyjemnością. Czy jest to dobra marka dla pogranicznych G-biustów? To trudne pytanie. Na pewno nie można stawiać Gossarda w jednym szeregu z takim na przykład Elle Macpherson Intimates, której to marki produkt nadawał się tylko do zwrotu. Gossard to zdecydowanie wyższa liga, a do tego - niższa cena.

Zainteresowanym aktualną kolekcją polecam zerknąć na odświeżoną stronę firmy. Ciekawe, czy Wild Flower, albo Beau, mają szansę zostać godnymi następcami Can Cana.

 

Uwaga, promocja!

A skoro znów o cenie mowa - dla miłośniczek róż i fiołków znany sklep Bradea przygotował specjalną promocję: aż 25% zniżki na obie wersje kolorystyczne Can Cana na tradycyjny kod „stanikomania” i to do końca maja! Mam nadzieję, że Can Can przypadnie, a może już przypadł, do biustu nie tylko mnie - jeśli skorzystacie, podzielcie się wrażeniami. 

 
1 , 2
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...