Wpisy z tagiem: half-cup

niedziela, 19 marca 2017

 

 

Z oferty Scantilly poznałam jak dotąd tylko plunge'a (bardzo udanego zresztą). Tymczasem marka ta proponuje także kroje balkonetkowo - halfcupowe (z grubsza dzielące się na takie z wyłącznie pionowymi szwami, oraz z pionowymi szwami i dodatkowym panelem u góry - nieco wyżej zabudowane), co zresztą wydaje się obowiązkowe w marce o charakterze buduarowym. Od początku ostrzyłam sobie na nie ząbki - zwłaszcza na te miękkie, przezroczyste, i z dodatkiem satyny... Czyli właśnie Peek-A-Boo. Zaczęłam od niepospolitego koloru limonkowego, który pierwszy trafił na przeceny ;-) W drugiej kolejności, zachęcona efektem, sprawiłam sobie też fiolet. Fioletowa satyna - obok czegoś takiego nie jestem w stanie przejść obojętnie. Zatem przed Wami - Peek-A-Boo Violet :-) 

 

Scantilly - Peek-A-Boo, rozmiar: UK 36FF, kolor: violet [Rozmiary: UK 30-38 DD-HH, cena: £45]

 

 

Estetyka

 

To na razie moja ulubiona wersja kolorystyczna Peek-A-Boo :-) Limonka też jest super, ale mimo swojej niepospolitości nie urzeka mnie aż tak, jak fiolecik. 

Na sklepowych zdjęciach fiolet wygląda na chłodniejszy i chyba też ciemniejszy niż w rzeczywistości. W realu odcień jest ciut jaśniejszy i cieplejszy, choć też zależy to, jak zawsze, od oświetlenia. Fotki w tej recenzji robione były w świetle dziennym w słoneczny dzień - w pochmurną pogodę zapewne wyszłyby bardziej chłodne, bliższe tym sklepowym. 

 

(resztę limonkowych „nabiuściaków” znajdziecie w galerii na końcu)

 

Jak widzicie, konstrukcja tego modelu jest niezwykła. Pod spodem mamy miękkiego przezroczystego half-cupa czy też balkonetkę, z satynowymi lamówkami, z lekko połyskującego tiulu. Ładnie zaokrąglony w tym kroju biust jest z wierzchu opakowany dodatkową warstwą - elastyczną dzianiną o satynowym połysku, która otwiera się kusząco z przodu.

Od początku podobał mi się ten pomysł, choć obawiałam się, jak się u mnie sprawdzi - czy satyna nie będzie się zwijać, marszczyć, czy nie zjedzie mi z biustu w dół, a i opinie na temat tej konstrukcji były mieszane (słyszałam, że leży „dziwnie”). Efekt jest znacznie lepszy, niż się spodziewałam. Oczywiście nie ma mowy o tym, by materiał przylegał idealnie gładko, bo nie jest to termiczna wytłoczka, tylko kawałek dzianiny wymodelowanej szwami. Nierówności jednak nie widać pod ubraniem, a i bez ubrania wcale mnie nie niepokoją. To częściowe przysłonięcie biustu daje moim zdaniem naprawdę seksowny efekt. 

Lubię też te satynowe lamówki, którymi obszyte są szwy wewnętrznego half-cupa oraz okienko na mostku. W wersji fioletowej udało się zrobić to okienko prosto, co odnotowałam z przyjemnością, bo w limonkowej wersji było niestety krzywe (jak widać na fotce nabiustnej powyżej). Za to poziome szwy dochodzą do mostka na różnej wysokości...

No właśnie - dochodzimy tu do perfekcji wykonania, a raczej, powiedzmy sobie szczerze, jej braku ;-) O ile uważam, że sam projekt jest naprawdę świetny, to już wykonanie szwankuje - znalazłam i niestaranne szwy, i niedokładnie przycięty tiul. I za to odejmuję punkt (tylko jeden, choć może powinnam dwa), bo można by się spodziewać więcej. Nie jest to luksusowe kusidełko, lecz, powiedzmy, do luksusu aspirujące, choć bez wątpienia efektowne. Gdyby udało się więcej zainwestować w staranność i kontrolę jakości, byłoby super. Bo surowce nie są złe - dobrej jakości ramiączka, zapięcie, metalowe elementy, materiały też nie robią wrażenia najtańszych na rynku (choć jedwabie to to nie są, lecz zwykłe poliestry).

 

 

Dopasowanie

Miałam problem z dobraniem rozmiaru. Wahałam się między 36FF a 36G, ostatecznie stanęło na tym mniejszym, bo w większym zostawało mi za dużo pustego miejsca w górnych partiach miseczek, zwłaszcza przy mniejszej piersi. Za to było mi wygodniej, bo fiszbiny w tym modelu są wąskie i w 36FF są na ostatecznej granicy „noszalności”. Powiedziałabym, że rozmiarowo mieści się w normie, ale wąskofiszbinowa konstrukcja i raczej otwarty krój miseczek uniemożliwiają mi znalezienie idealnego dopasowania dla siebie. 

 

 

 

Kształt

Peek-A-Boo robi zapomniany już trochę przeze mnie, miły dla oka kształt kulek, charakterystyczny dla modeli o kroju z pionowymi szwami. Co prawda nie udało się tu uniknąć częstego w tego typu konstrukcjach lekkiego spłaszczania przodu, ale jest to zauważalne głównie na większej piersi, która z pewnym trudem mieści się w miseczce. Zebranie do środka jest mocne, biust praktycznie nie wystaje poza obrys ciała, co moim zdaniem zawdzięczamy wąskofiszbinowej konstrukcji (niestety niezbyt dla mnie wygodnej).

 

 

Peek-A-Boo da się spokojnie nosić pod ubraniem mimo tego satynowego „ożebrowania” miseczek i opakowania z wierzchu. No chyba, że byłaby to rzecz cienka i bardzo przylegająca. Te nierówności, które widzicie na gołych bra-selfiaczach, pod ubraniem są praktycznie niewidoczne. 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Konstrukcję wewnętrznego half-cupa uważam za bardzo dobrą i godną powtarzania. Ładnie podnosi, zbiera i zaokrągla biust, nie wymaga usztywnienia, eksponuje. Mam nadzieję, że Scantilly jeszcze nie raz ją wykorzysta, a może będzie ona przenikała i do marki Curvy Kate (należącej, przypomnę, do tej samej brytyjskiej firmy). 

 

 

Nie narzekam na podtrzymanie w tym modelu - jest bezpiecznie mimo dość niskiego zabudowania i cienkiego materiału, czuję się jak w przeciętnej balkonetce. Tył jest szeroki i dobrze się trzyma, mimo że nie ciśnie.

 

 

Wygoda

Peek-A-Boo nie należy do najwygodniejszych modeli. Po pierwsze, ma wąskie fiszbiny i pewnie przez to napieranie z boków nie czuję się w pełni komfortowo. Do tego dochodzą pionowe fiszbiny boczne, które co prawda nie wbijają mi się w tak nieznośny sposób, jak w niektórych stanikach z takowymi, ale jakoś tam jednak je odczuwam.

Podsumowując, nosić można, a nawet czuć się fajnie, ale niekoniecznie cały dzień. Nie zakładałabym więc Peek-A-Boo na podróż czy dłuższe nieruchome siedzenie.

 

Cena

Tu bez skrupułów oceniam cenę, albowiem wydałam na Peek-A-Boo własne ciężkie funty i nie będzie, że zaglądam darowanemu stanikowi w haftki ;-) Jest stanowczo za drogi w regularnej cenie £45 i póki co potrafię się na niego skusić wyłącznie na przecenach. Fioletowego kupiłam na promocji walentynkowej za £38,50 i tę cenę jestem w stanie przełknąć, choć z trudem (to cena naprawdę dobrej jakości biustonosza z nowej kolekcji np. marki Fantasie). Przez tę koszmarną cenę nie zdecydowałam się na razie na majtki do kompletu fioletowego (kupiłam jednak limonkowe stringi, bo były, podobnie jak biustonosz, solidnie przecenione). Wydatek rekompensuje jedynie oryginalny design, którego rzeczywiście trudno szukać w innych markach D-plusowych. 

 

Galeria

Przyjrzyjcie się z bliska szczegółom, zerknijcie też na nabiustne zdjęcia wersji limonkowej.  

 

 

Podsumowanie

Mimo pewnych wad, bardzo się cieszę z moich Peek-A-Boo. Uwielbiam się stroić w efektowne bra-szmatki, a te są naprawdę ciekawe. Mam nadzieję, że więcej firm zdecyduje się pójść w tego typu klimaty, jak przezroczystości i jedwabiste „opakowania”, satyna itd. Chętnie bym powitała bardziej kusidełkowe linie czy modele w innych markach oferujących duże rozmiary, bo na razie jest tego wciąż bardzo mało, a potrzeby - jak zwykle nie wierzę, by ich nie było ;-) 

 

 

Mam chęć na dalsze eksperymenty z marką Scantilly - przeszkodą są jedynie wysokie ceny. Cóż, będę oszczędzać i czekać na okazje.

A Wam jak się podoba ten niecodzienny model? Czy znacie już Peek-A-Boo albo inne staniki tej marki z nabiustnej autopsji? :-)

piątek, 29 kwietnia 2016

Przed Wami następne cacko z wiosennych kolekcji made in Poland :-) Kolejną marką, która zaskoczyła mnie na Salonie Bielizny interesującą kolorystycznie i rozmiarowo ofertą, była Kinga. Od czasu targów czekałam niecierpliwie na wiosenną kolekcję. Niestety, co do rozmiarów nieco się rozczarowałam. Zapowiadane z entuzjazmem zakresy miseczek do K, czy nawet M w wiosennym katalogu nie pojawiły się w żadnych modelach miękkich (miseczki K-L da się natomiast znaleźć wśród półusztywnianych). Kinga nie poszła zresztą szczególnie w miękkość (na co miałam jednak nadzieję). Miękka typowa balkonetka w kolekcji jest jedna (pomarańczowy Mango Splash II). Oprócz tego jednak pojawiło się coś, co natychmiast przykuło moją uwagę - konstrukcja z pionowym szwem à la half-cup (przez firmę zwana formą 800), doprowadzona do 80H (graniczne rozmiary: 65-70J, 75I, 80H, 85G). Zmieszczę się, czy się nie zmieszczę? - zastanawiałam się :-) Z pomocą przyszła firma, przysyłając mi egzemplarz modelu Blue Lagoon III do recenzji. Zmieściłam się jakoś - a poniżej, co z tego wynikło.

Kinga - Blue Lagoon III, rozmiar: 80H [Rozmiary: 65 D-J, 70 C-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G, cena: 105,70 zł w sklepie firmowym; biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez firmę Kinga]

 

 

Estetyka

Jako miłośniczka kobaltów i innych odcieni niebieskiego nie mogłam przejść obok Laguny obojętnie. Choć muszę przyznać, że zestawienie tego koloru z różem mnie z początku onieśmieliło ;-) Odkryłam jednak jego zalety - dużo ostatnio różu w mojej garderobie nie tylko stanikowej, więc Laguna dobrze się wkomponowała. Warto też zauważyć, że jak na polską firmę, takie zestawienie kolorystyczne to istna rewolucja. Bardziej przywodzi na myśl marki brytyjskie, gdzie jaskrawe kontrasty nie są niczym niezwykłym. Mogłabym łatwo przypisać ten model do którejś z kolekcji rodem z UK (kojarzy się zwłaszcza z legendarnymi Maskaradkami czy Cleo). Większość kolekcji Kingi zresztą - niedużej, ale zaskakująco przyjemnej dla oka - zrywa z typową piżamkową estetyką, proponując soczyste letnie kolory: lemoniada, mango, mięta, róż, a nawet różowa panterka. Gdyby tylko takich konstrukcji jak Laguna było więcej - brałabym ;-)

 

Miseczki tej Laguny zrobione są w całości z koronki podszytej warstwą siatki - mamy więc miłą oku półprzejrzystość. Na krawędziach miseczek świetne „rzęski”. Harmonię tylko trochę psują wewnętrzne panele zbierające z boków. Koronka ma trochę inny odcień (jaśniejszy) niż dzianiny i gumki, jednak ta różnica nie razi. Ramiączka są solidne i przy tym ładne, a regulatory ze srebrnego metalu dodają nieco lukśności, zwłaszcza że pasują do zawieszki z „perełką”. Duży plus zarówno za zawieszkę, jak i kokardkę z wstążeczki zwykłej i tiulowej, bardzo dobrej jakościowo i niestrzępiącej się. Takie szczegóły się liczą - ciesze się, że nasze firmy to zrozumiały ;-)

 

 

Jestem miło zaskoczona jakością tego stanika, w tym jakością szycia - żadnego strzępienia się, odstających nitek, krzywych szwów. Zastrzeżenia mam do tylnej dzianiny - mogłaby być mniej rozciągliwa, przydałoby się też więcej „mocy” w zapięciu (na moim „braselfie” z tyłu widać, że się trochę „męczy”, choć stanik wcale nie jest ciasny). Ogólne wrażenie jest jednak zdecydowanie dobre.

 

 

Dopasowanie

Laguna obnaża moją asymetrię - widać, że prawa miseczka jest trochę za mała, lewa natomiast pasuje idealnie. Większego rozmiaru już nie ma, nie mogłam więc porównać, ale nie jestem taka znowu przekonana, czy większy rozmiar byłby lepszy. Laguna ma stosunkowo wąskie fiszbiny jak na moją bra-garderobę, nie są jednak mocno za wąskie i nie wykluczają tego modelu z komfortowego noszenia.

 

Obwód jest dopasowany właściwie, nie za ciasny ani nie za luźny. Powiedziałabym, że rozmiarowo Laguna jest przewidywalna - zawsze zaczynam od 80H, tu także zaczęłam od tego rozmiaru i przynajmniej lewą połową biustu trafiłam dobrze ;-)

 

Kształt

Blue Lagoon nadaje biustowi kształt pięknie okrągły. Dobrze podnosi i zbiera. Choć nie daje tak stromo wznoszącej się linii, jak recenzowany przed chwilą Kwiatek od Avy, to jednak nie uważam tej formy za gorszą. O ile pamiętam miękkie half-cupy od Ewy Michalak (niestety już nie produkowane) - wyglądałam w nich dość podobnie, z jedną różnicą na korzyśc Laguny - nie ma tu nawet śladu spłaszczenia piersi z przodu, co w konstrukcjach halfowatych mi się zdarza. Drugi model, z którym można porównywać Lagunę, to Allegra z Fantasie - i tu uważam, że Laguna wygrywa :-) Lepiej zbiera, lepiej podnosi i zaokrągla - może dlatego, że nie jest takim obwodowym luzakiem jak Allegra.

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Zaskakująco dużo punktów stawiam Lagunie :-) Konstrukcja miseczek jest moim zdaniem świetna. Według katalogu nie jest to jedyny model w tej konstrukcji (800) - oprócz Laguny III mamy jeszcze niebieską Blue Lady z bladoróżowymi dodatkami, pudrową Daisy IV i lemoniadową Limonettę III, ta ostatnia weszła już także do sprzedaży. Wszystkie jednak mają dużo mniejsze zakresy rozmiarów niż Blue Lagoon III. Czy Laguna III była balonem próbnym dla zbadania popytu na miękkie halfy wśród większych biustów? Jeśli tak, to gorąco namawiam Was do łapania tego balonu ;-)

 


W konstrukcji, jak widać, mamy pionowy szew i boczne slingi, a także charakterystyczne poziome zaszewki w okolicy mostka, które pamiętam z Effuniaków. W pozostałych 800-tkach ich nie widzę. Może to właśnie klucz do sukcesu większych rozmiarowo pionowców? Miseczki nie są ani nadmiernie zabudowane, ani przesadnie niskie. Fiszbiny są średnio-wąskie - na tyle szerokie, że mogę jeszcze je nosić, jednak węższe od typowych biustonoszy brytyjskich.

Podtrzymanie jest dość typowe dla podobnych mało pancernych koronkowych modeli, czyli średnie. Jak już wspomniałam, mam zatrzeżenia do dzianiny z tyłu - nie jest co prawda tak wiotka, jak np. w Pameli Gorteksu, ale mogłaby być solidniejsza. 

 

Wygoda

Może nie jest to najbardziej „milusi” biustonosz, z jakim miał do czynienia mój biust, ale nie umiem dopatrzyć się żadnych problemów. Sa fiszbiny boczne, ale nie uwierają żadnym z końców. Żadnego drapania, gniecenia ani kłucia.

 

Galeria

Zapraszam do przyjrzenia się z bliska Błękitnej Lagunie III - zobaczcie też wszystkie zdjęcia nabiustne w dużym formacie (więcej niż w notce ;).

 

 

Podsumowanie

Jeśli chodzi o modele miękkie - w większych zakresach rozmiarów polskie firmy oferowały nam dotąd głównie konstrukcje trzyczęściowe ze skośnymi czy poziomymi szwami. Na prawdziwe „pionowce”, dające charakterystyczną, bardziej poziomą linię dekoltu i jabłuszkowate zaokrąglenie biustu, pierwsza odważyła się Ewa Michalak, z tej konstrukcji jednak z niejasnych dla mnie powodów zrezygnowała.

Ostatnio jednak widać zwiastuny zmiany podejścia do ubierania większego biustu przez popularne firmy polskie. Mimo utrzymującej się dominacji „semisofta” modeli miękkich jest coraz więcej i nie ograniczają się one już do jednego typu konstrukcji. Mamy miękkie formy balkonetkowate podobne do brytyjskich, mamy side-supporty, a ostatnio także właśnie „wertykały” czyli pionowce :-) W tym sezonie wprowadza je także Ava - mam nadzieję, że uda mi się porównać tę konstrukcję z dziełem Kingi (a może Wy macie już jakieś wrażenia?).

Z Blue Lagoon jestem bardzo zadowolona i dobrze się w niej czuję. Polecam wszystkim stęsknionym za wertykalnymi krojami, których tak mało w większych zakresach rozmiarów, tak u naszych, jak i zagranicznych producentów.

Na zakończenie jeszcze podkreślę, o czym warto pamiętać, że Blue Lagoon III została wyprodukowana w Polsce :-)

 

 

Uwaga, promocja!

Zniżka -15% na Blue Lagoon III na hasło „stanikomania” czeka na Was między 9 a 15 maja :-)

 

Jestem ciekawa, czy znacie już markę Kinga z tak dobrej strony, z jakiej właśnie ją poznałam? Jak Wam się podobają propozycje Kingi na tegoroczną wiosnę? Nie znalazłam katalogu online, ale pierwsze jaskółki są już w firmowym sklepie:

Jestem ciekawa Waszej opinii o tej marce, a firma też pewnie się ucieszy z feedbacku :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...