Wpisy z tagiem: half-cup

niedziela, 19 marca 2017

 

 

Z oferty Scantilly poznałam jak dotąd tylko plunge'a (bardzo udanego zresztą). Tymczasem marka ta proponuje także kroje balkonetkowo - halfcupowe (z grubsza dzielące się na takie z wyłącznie pionowymi szwami, oraz z pionowymi szwami i dodatkowym panelem u góry - nieco wyżej zabudowane), co zresztą wydaje się obowiązkowe w marce o charakterze buduarowym. Od początku ostrzyłam sobie na nie ząbki - zwłaszcza na te miękkie, przezroczyste, i z dodatkiem satyny... Czyli właśnie Peek-A-Boo. Zaczęłam od niepospolitego koloru limonkowego, który pierwszy trafił na przeceny ;-) W drugiej kolejności, zachęcona efektem, sprawiłam sobie też fiolet. Fioletowa satyna - obok czegoś takiego nie jestem w stanie przejść obojętnie. Zatem przed Wami - Peek-A-Boo Violet :-) 

 

Scantilly - Peek-A-Boo, rozmiar: UK 36FF, kolor: violet [Rozmiary: UK 30-38 DD-HH, cena: £45]

 

 

Estetyka

 

To na razie moja ulubiona wersja kolorystyczna Peek-A-Boo :-) Limonka też jest super, ale mimo swojej niepospolitości nie urzeka mnie aż tak, jak fiolecik. 

Na sklepowych zdjęciach fiolet wygląda na chłodniejszy i chyba też ciemniejszy niż w rzeczywistości. W realu odcień jest ciut jaśniejszy i cieplejszy, choć też zależy to, jak zawsze, od oświetlenia. Fotki w tej recenzji robione były w świetle dziennym w słoneczny dzień - w pochmurną pogodę zapewne wyszłyby bardziej chłodne, bliższe tym sklepowym. 

 

(resztę limonkowych „nabiuściaków” znajdziecie w galerii na końcu)

 

Jak widzicie, konstrukcja tego modelu jest niezwykła. Pod spodem mamy miękkiego przezroczystego half-cupa czy też balkonetkę, z satynowymi lamówkami, z lekko połyskującego tiulu. Ładnie zaokrąglony w tym kroju biust jest z wierzchu opakowany dodatkową warstwą - elastyczną dzianiną o satynowym połysku, która otwiera się kusząco z przodu.

Od początku podobał mi się ten pomysł, choć obawiałam się, jak się u mnie sprawdzi - czy satyna nie będzie się zwijać, marszczyć, czy nie zjedzie mi z biustu w dół, a i opinie na temat tej konstrukcji były mieszane (słyszałam, że leży „dziwnie”). Efekt jest znacznie lepszy, niż się spodziewałam. Oczywiście nie ma mowy o tym, by materiał przylegał idealnie gładko, bo nie jest to termiczna wytłoczka, tylko kawałek dzianiny wymodelowanej szwami. Nierówności jednak nie widać pod ubraniem, a i bez ubrania wcale mnie nie niepokoją. To częściowe przysłonięcie biustu daje moim zdaniem naprawdę seksowny efekt. 

Lubię też te satynowe lamówki, którymi obszyte są szwy wewnętrznego half-cupa oraz okienko na mostku. W wersji fioletowej udało się zrobić to okienko prosto, co odnotowałam z przyjemnością, bo w limonkowej wersji było niestety krzywe (jak widać na fotce nabiustnej powyżej). Za to poziome szwy dochodzą do mostka na różnej wysokości...

No właśnie - dochodzimy tu do perfekcji wykonania, a raczej, powiedzmy sobie szczerze, jej braku ;-) O ile uważam, że sam projekt jest naprawdę świetny, to już wykonanie szwankuje - znalazłam i niestaranne szwy, i niedokładnie przycięty tiul. I za to odejmuję punkt (tylko jeden, choć może powinnam dwa), bo można by się spodziewać więcej. Nie jest to luksusowe kusidełko, lecz, powiedzmy, do luksusu aspirujące, choć bez wątpienia efektowne. Gdyby udało się więcej zainwestować w staranność i kontrolę jakości, byłoby super. Bo surowce nie są złe - dobrej jakości ramiączka, zapięcie, metalowe elementy, materiały też nie robią wrażenia najtańszych na rynku (choć jedwabie to to nie są, lecz zwykłe poliestry).

 

 

Dopasowanie

Miałam problem z dobraniem rozmiaru. Wahałam się między 36FF a 36G, ostatecznie stanęło na tym mniejszym, bo w większym zostawało mi za dużo pustego miejsca w górnych partiach miseczek, zwłaszcza przy mniejszej piersi. Za to było mi wygodniej, bo fiszbiny w tym modelu są wąskie i w 36FF są na ostatecznej granicy „noszalności”. Powiedziałabym, że rozmiarowo mieści się w normie, ale wąskofiszbinowa konstrukcja i raczej otwarty krój miseczek uniemożliwiają mi znalezienie idealnego dopasowania dla siebie. 

 

 

 

Kształt

Peek-A-Boo robi zapomniany już trochę przeze mnie, miły dla oka kształt kulek, charakterystyczny dla modeli o kroju z pionowymi szwami. Co prawda nie udało się tu uniknąć częstego w tego typu konstrukcjach lekkiego spłaszczania przodu, ale jest to zauważalne głównie na większej piersi, która z pewnym trudem mieści się w miseczce. Zebranie do środka jest mocne, biust praktycznie nie wystaje poza obrys ciała, co moim zdaniem zawdzięczamy wąskofiszbinowej konstrukcji (niestety niezbyt dla mnie wygodnej).

 

 

Peek-A-Boo da się spokojnie nosić pod ubraniem mimo tego satynowego „ożebrowania” miseczek i opakowania z wierzchu. No chyba, że byłaby to rzecz cienka i bardzo przylegająca. Te nierówności, które widzicie na gołych bra-selfiaczach, pod ubraniem są praktycznie niewidoczne. 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Konstrukcję wewnętrznego half-cupa uważam za bardzo dobrą i godną powtarzania. Ładnie podnosi, zbiera i zaokrągla biust, nie wymaga usztywnienia, eksponuje. Mam nadzieję, że Scantilly jeszcze nie raz ją wykorzysta, a może będzie ona przenikała i do marki Curvy Kate (należącej, przypomnę, do tej samej brytyjskiej firmy). 

 

 

Nie narzekam na podtrzymanie w tym modelu - jest bezpiecznie mimo dość niskiego zabudowania i cienkiego materiału, czuję się jak w przeciętnej balkonetce. Tył jest szeroki i dobrze się trzyma, mimo że nie ciśnie.

 

 

Wygoda

Peek-A-Boo nie należy do najwygodniejszych modeli. Po pierwsze, ma wąskie fiszbiny i pewnie przez to napieranie z boków nie czuję się w pełni komfortowo. Do tego dochodzą pionowe fiszbiny boczne, które co prawda nie wbijają mi się w tak nieznośny sposób, jak w niektórych stanikach z takowymi, ale jakoś tam jednak je odczuwam.

Podsumowując, nosić można, a nawet czuć się fajnie, ale niekoniecznie cały dzień. Nie zakładałabym więc Peek-A-Boo na podróż czy dłuższe nieruchome siedzenie.

 

Cena

Tu bez skrupułów oceniam cenę, albowiem wydałam na Peek-A-Boo własne ciężkie funty i nie będzie, że zaglądam darowanemu stanikowi w haftki ;-) Jest stanowczo za drogi w regularnej cenie £45 i póki co potrafię się na niego skusić wyłącznie na przecenach. Fioletowego kupiłam na promocji walentynkowej za £38,50 i tę cenę jestem w stanie przełknąć, choć z trudem (to cena naprawdę dobrej jakości biustonosza z nowej kolekcji np. marki Fantasie). Przez tę koszmarną cenę nie zdecydowałam się na razie na majtki do kompletu fioletowego (kupiłam jednak limonkowe stringi, bo były, podobnie jak biustonosz, solidnie przecenione). Wydatek rekompensuje jedynie oryginalny design, którego rzeczywiście trudno szukać w innych markach D-plusowych. 

 

Galeria

Przyjrzyjcie się z bliska szczegółom, zerknijcie też na nabiustne zdjęcia wersji limonkowej.  

 

 

Podsumowanie

Mimo pewnych wad, bardzo się cieszę z moich Peek-A-Boo. Uwielbiam się stroić w efektowne bra-szmatki, a te są naprawdę ciekawe. Mam nadzieję, że więcej firm zdecyduje się pójść w tego typu klimaty, jak przezroczystości i jedwabiste „opakowania”, satyna itd. Chętnie bym powitała bardziej kusidełkowe linie czy modele w innych markach oferujących duże rozmiary, bo na razie jest tego wciąż bardzo mało, a potrzeby - jak zwykle nie wierzę, by ich nie było ;-) 

 

 

Mam chęć na dalsze eksperymenty z marką Scantilly - przeszkodą są jedynie wysokie ceny. Cóż, będę oszczędzać i czekać na okazje.

A Wam jak się podoba ten niecodzienny model? Czy znacie już Peek-A-Boo albo inne staniki tej marki z nabiustnej autopsji? :-)

piątek, 29 kwietnia 2016

Przed Wami następne cacko z wiosennych kolekcji made in Poland :-) Kolejną marką, która zaskoczyła mnie na Salonie Bielizny interesującą kolorystycznie i rozmiarowo ofertą, była Kinga. Od czasu targów czekałam niecierpliwie na wiosenną kolekcję. Niestety, co do rozmiarów nieco się rozczarowałam. Zapowiadane z entuzjazmem zakresy miseczek do K, czy nawet M w wiosennym katalogu nie pojawiły się w żadnych modelach miękkich (miseczki K-L da się natomiast znaleźć wśród półusztywnianych). Kinga nie poszła zresztą szczególnie w miękkość (na co miałam jednak nadzieję). Miękka typowa balkonetka w kolekcji jest jedna (pomarańczowy Mango Splash II). Oprócz tego jednak pojawiło się coś, co natychmiast przykuło moją uwagę - konstrukcja z pionowym szwem à la half-cup (przez firmę zwana formą 800), doprowadzona do 80H (graniczne rozmiary: 65-70J, 75I, 80H, 85G). Zmieszczę się, czy się nie zmieszczę? - zastanawiałam się :-) Z pomocą przyszła firma, przysyłając mi egzemplarz modelu Blue Lagoon III do recenzji. Zmieściłam się jakoś - a poniżej, co z tego wynikło.

Kinga - Blue Lagoon III, rozmiar: 80H [Rozmiary: 65 D-J, 70 C-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G, cena: 105,70 zł w sklepie firmowym; biustonosz został mi dostarczony do recenzji przez firmę Kinga]

 

 

Estetyka

Jako miłośniczka kobaltów i innych odcieni niebieskiego nie mogłam przejść obok Laguny obojętnie. Choć muszę przyznać, że zestawienie tego koloru z różem mnie z początku onieśmieliło ;-) Odkryłam jednak jego zalety - dużo ostatnio różu w mojej garderobie nie tylko stanikowej, więc Laguna dobrze się wkomponowała. Warto też zauważyć, że jak na polską firmę, takie zestawienie kolorystyczne to istna rewolucja. Bardziej przywodzi na myśl marki brytyjskie, gdzie jaskrawe kontrasty nie są niczym niezwykłym. Mogłabym łatwo przypisać ten model do którejś z kolekcji rodem z UK (kojarzy się zwłaszcza z legendarnymi Maskaradkami czy Cleo). Większość kolekcji Kingi zresztą - niedużej, ale zaskakująco przyjemnej dla oka - zrywa z typową piżamkową estetyką, proponując soczyste letnie kolory: lemoniada, mango, mięta, róż, a nawet różowa panterka. Gdyby tylko takich konstrukcji jak Laguna było więcej - brałabym ;-)

 

Miseczki tej Laguny zrobione są w całości z koronki podszytej warstwą siatki - mamy więc miłą oku półprzejrzystość. Na krawędziach miseczek świetne „rzęski”. Harmonię tylko trochę psują wewnętrzne panele zbierające z boków. Koronka ma trochę inny odcień (jaśniejszy) niż dzianiny i gumki, jednak ta różnica nie razi. Ramiączka są solidne i przy tym ładne, a regulatory ze srebrnego metalu dodają nieco lukśności, zwłaszcza że pasują do zawieszki z „perełką”. Duży plus zarówno za zawieszkę, jak i kokardkę z wstążeczki zwykłej i tiulowej, bardzo dobrej jakościowo i niestrzępiącej się. Takie szczegóły się liczą - ciesze się, że nasze firmy to zrozumiały ;-)

 

 

Jestem miło zaskoczona jakością tego stanika, w tym jakością szycia - żadnego strzępienia się, odstających nitek, krzywych szwów. Zastrzeżenia mam do tylnej dzianiny - mogłaby być mniej rozciągliwa, przydałoby się też więcej „mocy” w zapięciu (na moim „braselfie” z tyłu widać, że się trochę „męczy”, choć stanik wcale nie jest ciasny). Ogólne wrażenie jest jednak zdecydowanie dobre.

 

 

Dopasowanie

Laguna obnaża moją asymetrię - widać, że prawa miseczka jest trochę za mała, lewa natomiast pasuje idealnie. Większego rozmiaru już nie ma, nie mogłam więc porównać, ale nie jestem taka znowu przekonana, czy większy rozmiar byłby lepszy. Laguna ma stosunkowo wąskie fiszbiny jak na moją bra-garderobę, nie są jednak mocno za wąskie i nie wykluczają tego modelu z komfortowego noszenia.

 

Obwód jest dopasowany właściwie, nie za ciasny ani nie za luźny. Powiedziałabym, że rozmiarowo Laguna jest przewidywalna - zawsze zaczynam od 80H, tu także zaczęłam od tego rozmiaru i przynajmniej lewą połową biustu trafiłam dobrze ;-)

 

Kształt

Blue Lagoon nadaje biustowi kształt pięknie okrągły. Dobrze podnosi i zbiera. Choć nie daje tak stromo wznoszącej się linii, jak recenzowany przed chwilą Kwiatek od Avy, to jednak nie uważam tej formy za gorszą. O ile pamiętam miękkie half-cupy od Ewy Michalak (niestety już nie produkowane) - wyglądałam w nich dość podobnie, z jedną różnicą na korzyśc Laguny - nie ma tu nawet śladu spłaszczenia piersi z przodu, co w konstrukcjach halfowatych mi się zdarza. Drugi model, z którym można porównywać Lagunę, to Allegra z Fantasie - i tu uważam, że Laguna wygrywa :-) Lepiej zbiera, lepiej podnosi i zaokrągla - może dlatego, że nie jest takim obwodowym luzakiem jak Allegra.

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Zaskakująco dużo punktów stawiam Lagunie :-) Konstrukcja miseczek jest moim zdaniem świetna. Według katalogu nie jest to jedyny model w tej konstrukcji (800) - oprócz Laguny III mamy jeszcze niebieską Blue Lady z bladoróżowymi dodatkami, pudrową Daisy IV i lemoniadową Limonettę III, ta ostatnia weszła już także do sprzedaży. Wszystkie jednak mają dużo mniejsze zakresy rozmiarów niż Blue Lagoon III. Czy Laguna III była balonem próbnym dla zbadania popytu na miękkie halfy wśród większych biustów? Jeśli tak, to gorąco namawiam Was do łapania tego balonu ;-)

 


W konstrukcji, jak widać, mamy pionowy szew i boczne slingi, a także charakterystyczne poziome zaszewki w okolicy mostka, które pamiętam z Effuniaków. W pozostałych 800-tkach ich nie widzę. Może to właśnie klucz do sukcesu większych rozmiarowo pionowców? Miseczki nie są ani nadmiernie zabudowane, ani przesadnie niskie. Fiszbiny są średnio-wąskie - na tyle szerokie, że mogę jeszcze je nosić, jednak węższe od typowych biustonoszy brytyjskich.

Podtrzymanie jest dość typowe dla podobnych mało pancernych koronkowych modeli, czyli średnie. Jak już wspomniałam, mam zatrzeżenia do dzianiny z tyłu - nie jest co prawda tak wiotka, jak np. w Pameli Gorteksu, ale mogłaby być solidniejsza. 

 

Wygoda

Może nie jest to najbardziej „milusi” biustonosz, z jakim miał do czynienia mój biust, ale nie umiem dopatrzyć się żadnych problemów. Sa fiszbiny boczne, ale nie uwierają żadnym z końców. Żadnego drapania, gniecenia ani kłucia.

 

Galeria

Zapraszam do przyjrzenia się z bliska Błękitnej Lagunie III - zobaczcie też wszystkie zdjęcia nabiustne w dużym formacie (więcej niż w notce ;).

 

 

Podsumowanie

Jeśli chodzi o modele miękkie - w większych zakresach rozmiarów polskie firmy oferowały nam dotąd głównie konstrukcje trzyczęściowe ze skośnymi czy poziomymi szwami. Na prawdziwe „pionowce”, dające charakterystyczną, bardziej poziomą linię dekoltu i jabłuszkowate zaokrąglenie biustu, pierwsza odważyła się Ewa Michalak, z tej konstrukcji jednak z niejasnych dla mnie powodów zrezygnowała.

Ostatnio jednak widać zwiastuny zmiany podejścia do ubierania większego biustu przez popularne firmy polskie. Mimo utrzymującej się dominacji „semisofta” modeli miękkich jest coraz więcej i nie ograniczają się one już do jednego typu konstrukcji. Mamy miękkie formy balkonetkowate podobne do brytyjskich, mamy side-supporty, a ostatnio także właśnie „wertykały” czyli pionowce :-) W tym sezonie wprowadza je także Ava - mam nadzieję, że uda mi się porównać tę konstrukcję z dziełem Kingi (a może Wy macie już jakieś wrażenia?).

Z Blue Lagoon jestem bardzo zadowolona i dobrze się w niej czuję. Polecam wszystkim stęsknionym za wertykalnymi krojami, których tak mało w większych zakresach rozmiarów, tak u naszych, jak i zagranicznych producentów.

Na zakończenie jeszcze podkreślę, o czym warto pamiętać, że Blue Lagoon III została wyprodukowana w Polsce :-)

 

 

Uwaga, promocja!

Zniżka -15% na Blue Lagoon III na hasło „stanikomania” czeka na Was między 9 a 15 maja :-)

 

Jestem ciekawa, czy znacie już markę Kinga z tak dobrej strony, z jakiej właśnie ją poznałam? Jak Wam się podobają propozycje Kingi na tegoroczną wiosnę? Nie znalazłam katalogu online, ale pierwsze jaskółki są już w firmowym sklepie:

Jestem ciekawa Waszej opinii o tej marce, a firma też pewnie się ucieszy z feedbacku :-)

środa, 01 maja 2013

Zastanawiałam się, co też może oznaczać nazwa tego modelu marki Masquerade - nie miałam żadnych skojarzeń, poza ptasimi :) Z pomocą przyszła mi Wikipedia - otóż Orla to imię żeńskie pochodzenia irlandzkiego (pozdrawiam miłośniczki Irlandii :-) i znaczy tyle, co „złota księżniczka”. Nasza bieliźniana Orla co prawda ze złotem nie ma wiele wspólnego, bo metalowe elementy tego staniczka mają kolor srebrny, odrobiny książęcości jednak odmówić jej nie można. Ta perła (perla? :-) na mostku, ten haft i dekolt w sam raz do strojnej sukni.

Byłam ogromnie ciekawa, jak też będzie sprawował się pierwszy miękki half-cup marki Masquerade od czasów słynnej przed laty Minervy (o której przypomniały mi nieocenione Komentatorki!) oraz Casablanki, której nawet nie przymierzałam (czy któraś z Was jeszcze ją ma? :).

Dlaczego uparcie używam terminu half-cup, mimo że producent nazywa ten stanik balkonetką? Bo myślę, że chyba większość z Was tak by go nazwała. Co prawda, jeżeli chodzi o zabudowanie - half-cupy dla miseczek powyżej D to tak naprawdę... hmm, 2/3 cupy. Imitują one jednak prawdziwe półmiseczki krojem - górna krawędź zbliża się maksymalnie do linii poziomej, znajduje się tak nisko, jak się da, a miseczki z reguły są skrojone z pionowymi szwami, co daje jabłuszkowaty wygląd biustu w dekolcie. Taki krój to po prostu maksymalne przybliżenie „halfa”, na jakie mogą liczyć D-plusy :-)

Jest to więc pierwsza miękka „maskaradka” w mojej szufladzie. Bardzo chciałam porównać ją z half-cupami Ewy Michalak. Dlaczego akurat z nimi? Dlatego, że nie są mi znane żadne inne marki, dostarczające miękkich staników o kroju halfowatym na mój rozmiar biustu. Tylko Ewa Michalak i Masquerade... oraz Bravissimo, których jeszcze nie próbowałam (a o których znowu przypomniano mi w komciach :-) Jeśli ktosia takie zna - proszę dać znać!

Dlatego poniżej znajdą się odniesienia do posiadanych przeze mnie halfów Ewy, zwłaszcza tam, gdzie mowa o kształcie biustu.

 

Masquerade - Orla, rozmiar: 38FF, kolor: waniliowy [Rozmiary miseczek: D-H, obwody: 28-38 (60-85); biustonosz został mi przekazany do recenzji przez dystrybutora]

 

Estetyka

Jak być może wiecie, nie jestem entuzjastką odcieni jasnych, zatem gdyby nie stanikomaniacka ciekawość, nie zainteresowałabym się pewnie Orlą w tej wersji kolorystycznej. Poczekałabym do jesieni na kolor śliwkowy (mrrr!). I straciłabym w ten sposób zawieszkę na mostku, ponieważ wersja jesienna jej nie posiada, chyba że producent postanowi nas zaskoczyć.

Zawieszka jest całkiem elegancka - po raz kolejny przekonuję się, że detale niesamowicie dodają bieliźnie charakteru. Uważam, że waniliowa, czy też, bardziej pospolicie mówiąc, kremowa Orla dużo straciłaby na braku tej ozdoby. Orla z perlą - to jest to. Choć perła to jednak nie jest - jest to łezka w kolorze kremowym, która ładnie błyszczy. Zawieszce towarzyszy pętelka z wstążeczek, która jednak została przyszyta trochę na łapu-capu, tu producent mógłby postarać się lepiej.

 

Kolor - wedle mego gustu przynajmniej - nie jest atutem Orli. Odcień jest jednak przyjemny - ciepły, typowy krem, na pewno wolę taki od czystej bieli. Podoba mi się wzór haftu - geometryczny ornament, nie banalne kwiatki, kojarzący się z motywami celtyckimi (czyżby stąd irlandzkie imię?). Na pewno nie jest to motyw, który znajdziemy na co drugim biustonoszu w sklepie.

 

Podobają mi się też elementy z matowej dzianiny, która sprawia całkiem luksusowe wrażenie, także w dotyku. Kojarzy się z jedwabiem typu skórka brzoskwini, choć niestety nie ma z jedwabiem nic wspólnego. Pokryte tym materiałem przednie odcinki ramiączek nie skręcają się ani nie zwijają, co bardzo dobrze świadczy o ich jakości. Nie ma też mowy o żadnym rozchodzeniu się na szwach, materiał jest gęsty i mocny. Producent twierdzi, że haft jest szwajcarski, a materiał - włoski.

 

Dopasowanie

Zaskoczeniem był dla mnie ciasny obwód. Rozmiar 36, który noszę swobodnie w innych produktach Panache (wszystkie przymierzane i posiadane przeze mnie biustonosze z aktualnych kolekcji Panache pasują w tym obwodzie), tutaj był nie do zapięcia.

Winę ponosi tył, zrobiony z dzianiny pracującej w bardzo niewielkim zakresie i szybko dochodzącej do granicznego stopnia rozciągnięcia. Tył nie został podszyty siatką - może specjalnie dano krótsze tyły, by nie wymagały wzmocnienia? Efekt jest niestety taki, że mój normalny rozmiar okazał się nie do założenia.

 

Zastanawiałam się, czy nie powinnam też dobrać większych miseczek, ponieważ w rozmiarze 38FF moja większa pierś mieści się z pewnym trudem. Wolałam jednak nie ryzykować odstawania miseczek, co w takim fasonie, jak Orla, byłoby bardzo widoczne. Modele typu half-cupowego (bo producent nazywa ten model balkonetką, ale powiedzmy, że mam na myśli krój, nie zabudowanie) bardzo źle wyglądają, gdy są choć trochę za duże i osobiście uważam, że lepsza już trochę za mała prawa miseczka, niż potencjalnie brzydko odstająca lewa.

Punkty odejmuję za nieprzewidywalność obwodu.

(Choć gdyby tutaj włączyć porównanie z Ewą Michalak, zgodność byłaby pełna - moim rozmiarem w najnowszym zakupie u Ewy jest 85FF :-)

 

Kształt

W tym punkcie planowałam włączyć porównanie z half-cupami Ewy Michalak. Mam na stanie dwa, Motyla (którego recenzowałam) oraz Burgunda, i z obu niestety trochę wyrosłam. Aktualnie lepiej dopasowany jest Motyl, więc to z nim porównałam kształt w Orli. Zrobiłam sobie kilka autoportretów w obu biustonoszach, w ubraniu i bez. I szczerze mówiąc - za nic nie potrafię zobaczyć różnicy :) Orla jest tylko bardziej od Motyla zabudowana, co jednak nic nie zmienia, jeśli chodzi o kształt, poprawia jednak podtrzymanie.

Podobnie jak w Motylu, biust jest dobrze zebrany i uniesiony, a kształt ma kulisty. Jedyne, do czego można by się tutaj przyczepić, to ledwie zauważalne przypłaszczenie na szczycie piersi, identyczne, jak w Motylu. Myślę, że to po prostu efekt charakterystyczny dla pionowych cięć, przynajmniej na moim biuście. Zauważy go jednak głównie dociekliwa stanikomaniaczka - przypuszczam nawet, że poza mną nikt nie powiedziałby, że mam w Orli spłaszczony biust. Jest okrągło, jabłuszkowato i fajnie.

Mankamentem są niestety odznaczające się pod cienkimi ubraniami hafty, zwłaszcza ich brzegi w górnej części miseczki.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Producent twierdzi, że układ pionowych szwów jest taki sam, jak w usztywnianym modelu Angie - czego się akurat bardzo obawiałam. Być może tak jest - efekt jednak jest u mnie zupełnie inny. Angie wyraźnie spłaszczała mi biust, do tego odstawała krawędzią, niezależnie od rozmiaru. Okazało się, że obawy były niesłuszne - w miękkiej wersji tej konstrukcji mój biust prezentuje się o niebo lepiej. Być może, oprócz miękkości, istotna jest też obecność dodatkowej górnej części miseczki. Miseczki Orli są bowiem czteroczęściowe - oprócz trzech części dolnych, zszytych pionowo, jest jeszcze doszyta u góry elastyczna zaszewka, która u mnie ładnie zlewa się z piersią, i nie ma mowy o żadnym odstawaniu.

 

Nie mam zastrzeżeń do fiszbin, wysokości boków czy mostka - wszystko leży, jak należy.

Orla jest też przyzwoicie podtrzymującym stanikiem. Na pewno nie ma co się obawiać w jej przypadku zbyt luźnego obwodu - bo jest, przeciwnie, za ciasny ;) Mimo że ma tak niską elastyczność, do trzymania zastrzeżeń nie mam. Tył biustonosza tkwi w miejscu. Miseczki zachowują poziom zabudowania wystarczająco niski do ładnej ekspozycji biustu, i jednocześnie wystarczająco wysoki, by piersi bezpiecznie siedziały w miseczkach i nie występowały z brzegów. Dla mnie jest to poziom optymalny.

 

Wygoda

Żadna z części Orli nie daje mi się we znaki. Przednia część ramiączek jest odrobinę elastyczna, co bardzo mi odpowiada. Nie zwija się jednak i nie wpija w ramiona. Połączenie kółkiem z częścią tylną wypada u mnie w takim miejscu, że nie uwiera (za szczytem ramienia). 

 

Miseczki nie gryzą - są od spodu podszyte warstwą gładkiej siatki - a i fiszbiny są grzeczne :) Wolałabym jednak, by tył był szerszy. Jakoś ostatnio bardziej komfortowo i bezpieczniej czuję się w szerszych tyłach (trzyhaftkowych). Ten ma chyba 2 haftki we wszystkich rozmiarach. Brawo za odpowiednio długi języczek pod zapięciem.

 

Do kompletu

Figi Orla są równej urody, co biustonosz - nie żałowano ani haftu, ani ozdobnej zawieszki. Ciekawy jest ich tył - z dwóch warstw półprzejrzystej dzianiny i bez gumki czy szwu na krawędzi. Niestety producent przesadza twierdząc, że majtki nie zafundują nam Visible Pant Line - pod elastycznym ubraniem granicę majtek widać. 

 

Ich fason niestety nie należy do moich ulubionych. Jest on zbliżony do kroju brazylijskiego, mocno odsłania pośladki, co oczywiście wygląda świetnie.  Mnie jednak denerwuje szew pośrodku. Wolałabym zwykłe figi albo figi z wysokim stanem - te dwa kroje są u mnie na czele, jeśli chodzi o komfort. Podsumowując - dla mnie nie są to desusy odpowiednie na co dzień. Jednak dla osób lubiących takie kroje mogą być doskonałe, bo są naprawdę bardzo ładne i nie widzę w nich wad - poza fasonem.

Trudno mi niestety ocenić ich trwałość, bo mam je za krótko - a majtki to nie jest coś, co zamierzam kiedykolwiek prać ręcznie :)

 

Cena

W polskich e-sklepach Orla osiąga ceny w okolicy 240-245 zł. Moim zdaniem to bardzo dużo, jak na polski rynek. Materiały co prawda sprawiają bardziej luksusowe wrażenie niż w przeciętnych D-plusach tańszych marek, ale czy aż tak luksusowe?

Jest to niewątpliwie biustonosz dużej urody i w kroju, będącym na rynku rzadkością w zakresie D+. Że już nie wspomnę o G+ - Orla sięga do miseczki H, a biorąc pod uwagę ścisły obwód, może być szansą też dla większych (bo można zawyżyć obwód). Wygląda też na trwały. Nie wiem jednak, czy polskie klientki zaakcetpują taką cenę.

 

Galeria

Zapraszam jak zwykle do przyjrzenia się detalom, zarówno konstrukcyjnym jak i zdobniczym :-)

 

 

Podsumowanie

Myślę, że warto zainwestować w Orliczkę, jeśli się poszukuje ładnie leżącego miękkiego half-cupa w elegantszym wydaniu - w tej konkurencji nie ma bowiem wielu rywalek, poza Ewą Michalak, która jednak nie inwestuje (jeszcze?) we włoskie satyny (a szkoda :). W dodatku ostatnio nie powstał żaden nowy model w kroju HM (Halfcup Miękki) - mam nadzieję, że Ewa do tego kroju wróci. Bo jeśli nie, to Orla zacznie podbijać nasze serca i szuflady ;-)

Cieszę się, że marka Masquerade wróciła do miękkusów. Mam nadzieję, że w następnych kolekcjach zobaczymy ich więcej. Nie widzę bowiem zbyt wielu podobnych konstrukcji dla tego zakresu miskowego także u brytyjskiej konkurencji. Orla, umiejętnie wylansowana, może być w tych warunkach wielkim hitem :)

Ciekawa jestem, czy próbowałyście już Orli i jaka jest Wasza opinia na jej temat? Czy Wy też marzycie o większej obfitości krojów à la half-cup dla większych biustów? W mojej strefie rozmiarowej krój ten zdecydowanie „daje radę” i doprawdy nie rozumiem, czemu jest tak skąpo reprezentowany na rynku. Jak myślicie?

czwartek, 26 kwietnia 2012

Avocado - dawno nie pisałam o tej marce, a tymczasem dzieją się tam znowu ciekawe rzeczy, i to już co najmniej od zimy. Czas najwyższy uaktualnić bazę danych. Jedną z wprowadzonych w ciągu ostatniego półrocza nowości jest krój usztywnianego half-cupa z jednym pionowym szwem, który można teraz spotkać w trzech modelach: tytułowym Rococo, nieco bardziej stonowanych Caméliach (morelowa, koralowa, ecru) oraz w różowej Louise. Na podobny wygląda mi też zapowiadany na czerwiec luksusowy model Orlando.

Zakresy rozmiarowe tych modeli są skromniejsze w porównaniu z miękkimi i nieco się między sobą różnią. Największą miseczką przeważnie jest K w obwodach zaczynających się na 6 (wyjątek: Louise do J), w wyższych obwodach graniczna miseczka stopniowo się zmniejsza, w 85 dochodząc tylko do F (jakim wymiarom odpowiadają te rozmiary - sprawdźcie w tabeli rozmiarowej Avocado). Nie byłam w związku z tym pewna, czy zmieszczę się w Rococo, jako że obwód 80 kończy się w nim na G, 75 - na H. Przymiarka jednak miło mnie zaskoczyła.

Czyżby Avocado odchodziło od miękkich, koronkowych mgiełek, ulegając modzie na „skorupki”? Mam nadzieję, że nie, i że wprowadzenie usztywnianych modeli to tylko wzbogacenie oferty, tak by amatorki zarówno miękkich, jak i usztywnianych biustonoszy znalazły w marce coś dla siebie. W takim razie jestem za, bo

Avocado - Rococo, rozmiar: 80G [Rozmiary miseczek: C-K (w obwodzie 65), obwody: 65-95, cena: 199 149 zł]

okazał się bardzo udanym nabytkiem.

 

Estetyka



Firma pisze, cytuję: „Ekstrawaganckie połączenie koloru stłumionego wina z mocnymi akcentami budzi skrajne reakcje: od kategorycznego nie, po równie kategoryczne ten i żaden inny”. Wynika z tego, że Rococo to stanik kontrowersyjny :) Piszący te słowa być może spodziewał się, że zestawienie kwiecistej aksamitki z koronkami, lśniącym winnoczerwonym spodem i amarantową kokardką może wywoływać reakcje spod znaku „jakie to przeładowane i jarmarczne”. Ja co prawda nie powiem ten i żaden inny, bo w ofercie Avocado widzę wiele co najmniej równie udanych designów, ale to połączenie mi się podoba. Trochę szalone, niczym ze stroju bajkowej księżniczki - jak na rokoko przystało.

Styl ten dobrze się komponuje z charakterystyczną biżuterią sprzedawaną od pewnego czasu w salonach Avocado - autorstwa projektantki Michal Negrin, która, nawiasem mówiąc, chętnie wykorzystuje w swoich projektach koronki i haft. Polecam też zajrzeć na jej stronę, jeśli chcecie poczuć się przez chwilę jak małe dziewczynki wśród skarbów :) Nie do końca odpowiada mi taki słodki retro-styl, jak z babcinej szkatułki, ale muszę przyznać, że patrzyłam zafascynowana, a w niektóre z koronkowych naszyjników chętnie bym się wystroiła.

Tak czy owak, Avocadowe połączenie bielizny z biżuterią w jednym sklepie uważam za całkiem udany pomysł. Ciekawe, czy można przymierzać jedno i drugie jednocześnie :-)

Wracając zaś do Rococo - urzekła mnie i aksamitka w różyczki, i wzór na koronce, którego niektóre elementy lekko połyskują, i satynowy spód w rzeczywiście urokliwym odcieniu czerwonego wina.

Warto zauważyć, że warstwą satyny i koronki obszyte są także ramiączka w przedniej cześci. Mają one szerokość 17 mm - ani za dużo, ani za mało, dla mnie w sam raz. Kokardek spotkałam na Rokokach dwa rodzaje: gładkie i karbowane, i stanowczo zażądałam karbowanych :) (szkoda, że odrobinkę jednak strzępią się po praniach).

Stosunkowo najmniej oczarowało mnie koronkowe wykończenie krawędzi miseczek oraz dołu stanika - miękko się układa i nie drapie, ale koronka mogłaby być bardziej wyszukana. Stabilne boki także pokryte są koronką, a tył zrobiony jest z tej samej dzianiny o pionowo prążkowanej fakturze, co w modelu Libertine.
 

Dopasowanie



Właściwie nie wiem, jak ocenić, bo z tabelą rozmiarów Avocado mój wybór niewiele ma wspólnego. Okazało się, że 80G, które jest granicą rozmiarówki, pasuje na mnie jak ulał, podczas gdy wedle tabeli powinnam nosić 80H. W takim samym rozmiarze jak Rococo mam Libertine i jest to, obiektywnie rzecz biorąc, stanik trochę na mnie za mały. Ten jest dobry. Więc powinnam się chyba cieszyć i nie zaglądać mu w tabelkę ;)

Nawiasem mówiąc, tabela wyraźnie pokazuje, czemu tak trudno mi się niekiedy zdecydować między jednym rozmiarem a drugim (jeden za mały, drugi za duży...) - różnica między kolejnymi miseczkami wynosi aż 4 cm obwodu w biuście, podczas gdy w rozmiarach brytyjskich jest to tylko 2,5 cm. Tabela Avocado mówi jednak, że 80H jest dużo bliższe moim wymiarom niż 80G, więc gdybym nie miała w swoim mieście salonu, to bardzo możliwe, że nie zdecydowałabym się w ogóle na Rococo (na G kończą się rozmiary miseczek w obwodzie 80). Z tego wniosek, że jeśli jesteście niewiele poza granicą rozmiarówki, warto pytać, czy dany model nie wypada nieco większy, bo a nuż się uda zmieścić :)

Muszę pochwalić obwód - podobnie jak w Libertine, jest to bardzo uczciwa, nie za luźna osiemdziesiątka.

 

Kształt



Rococo podnosi biust doskonale, nie ustępując pod tym względem nawet super-liftującemu krojowi CH Ewy Michalak. Zbiera do środka również świetnie, lepiej od Effuniaka Purple, jednocześnie modelując biust w ładne kulki. Przegrywa z nim jednak praktycznością - koronka odznacza pod obcisłym ubraniem. Nie mam w nim „efektu kubełka”, jak nazywam sposób układania się niektórych usztywnianych half-cupów na moich piersiach, który polega na tym, że nawet w przymałej misce pierś wpada za głęboko do środka, a brzeg odstaje (celują w nim ostatnio niektóre modele Masquerade). Odrobinę tylko sterczy krawędź lewej miseczki w okolicy mostka, bo lewą pierś mam mniejszą, czego w ubraniu nie widać.

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Rococo ma idealny dla mnie poziom zabudowania - także i tu kusi porównanie z Purplem, z którym jest pod tym względem identyczny. Odsłania akurat taką część biustu, by nie przynosić strat w podtrzymaniu, jednocześnie go eksponując. Czuję się w nim bezpiecznie, pewnie także dzięki dobrze pracującemu obwodowi, który pod dzianiną ma jeszcze warstwę wzmacniajacej siatki. Test skokowy zdaje bezproblemowo :)

 

Wygoda



Jedyne, co mogę Rokoku zarzucić, to ostrawe krawędzie ramiączek, które zaczynam czuć po kilku godzinach na szczytach ramion. Co prawda miałam do czynienia z gorszymi „piłami” ramiączkowymi, nie będę jednak pobłażliwa, bo z moich doświadczeń wynika, że polskie firmy ogólnie mało dbają o wygodne ramiączka (wygodne nie musi oznaczać szerokie). Trzeba więc mówić głośno, że mamy większe wymagania co do komfortu.

Poza tym, jak na tak mocno liftująco-modelujący stanik, jest on zaskakująco wygodny.

 

Cena

Cena regularna była raczej zniechęcająca, ale Rococo w swej karierze co najmniej raz występował w promocji, a obecna cena wyprzedażowa jest moim zdaniem całkiem korzystna, jak na taki dekoracyjny okaz :)

 

Do kompletu

Wybrałam szorty zwane bokserkami. Rozmiar XXL (!) okazał się odpowiedni na moje 102 cm w biodrach, co uważam za „lekką” przesadę, zwłaszcza że większy rozmiar w Avocado nie istnieje. A ja nie czuję się bynajmniej szczytem biodrzastości... Drogie Avocado, szyj większe majtki! Bo stawiam, że spora część Twej grupy docelowej wypada z majtkowej rozmiarówki. Brak niestety na stronie firmowej tabeli rozmiarów majtek. I za to odejmuję bokserkom punkt, bo co by to było, gdybym wybrała zdalne zakupy, kierując się swoimi poprzednimi wyborami rozmiarowymi (najwyżej XL)?

A majtki są, trzeba przyznać, zaprojektowane ślicznie. Przypominają stringi uzupełnione elastyczną półprzejrzystą siatką. Ażur z dodatkiem tej stringowatej formy wygląda seksownie, nie odsłaniając zbyt wiele.

Są też wygodne i nigdzie nie uwierają, mimo dość grubych gumek i sztywnych aksamitek naszytych z przodu. Ujmują im one nieco zwiewności, ale pięknie się komponują i oczywiście nawiązują do stanika.

Mam nadzieję, że szwy nie będą się pruły, czego niestety doświadczyłam z kilkoma starszymi modelami Avocado. Za taką ceną (95 zł) powinna stać jakość, nie tylko piękny design. Na razie przeżyły bez szwanku kilka prań (pralka, woreczek), nie były jednak noszone zbyt często.

 

Podsumowanie

Kolejne spotkanie z Avocado okazało się bardzo udane, mimo obaw o rozmiar i krój. Firma najwyraźniej radzi sobie całkiem dobrze z usztywnianymi halfami i nie powiela błędów poprzedników - przynajmniej mojemu biustowi krój ten bardzo odpowiada i sprawdza się w noszeniu. Przy okazji zwrócę uwagę na fakt, że Avocado powiększyło też zakres rozmiarów swoich miękkich modeli - w węższych obwodach (nawet do 75) można kupić miseczki L.

W związku z początkiem sezonu wiosennego warto też śledzić nowości - mnie zafrapował Haiku w motylki, choć, rzecz jasna, wolałabym ptaszki. ;)

 

Uwaga, promocja!

Firma Avocado proponuje stanikomaniaczkom niecodzienną ofertę - 20% zniżki na wszystkie podobne do Rococo usztywniane modele: Camélia we wszystkich wersjach barwnych (morelowo-czarna, ecru, koralowa) oraz Louise. Promocja działa do 6 maja w sklepach stacjonarnych, a także w butiku internetowym - w uwagach do zamówienia trzeba wpisać hasło STANIKOMANIA i poczekać na mail z potwierdzeniem kwoty do zapłaty.

Rococo, jak pamiętacie, ma już obniżoną cenę. Niestety już nie wszystkie rozmiary są dostępne, ale warto zauważyć, że wciąż do kupienia są największe miseczki w poszczególnych obwodach. A także obwody 85+!

Ciekawa jestem, czy ostatnio testowałyście coś z Avocado oraz jakie są Wasze odczucia na temat nowego half-cupa.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...